Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 247 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

PIERWSZE TURNIEJOWE LAURY I LAURKI

środa, 09 stycznia 2013 14:05
Skocz do komentarzy

 

 

Często uczestniczyłem w literackich konkursach i recytatorskich zmaganiach… Bo były!

Przy tym  Muzy nie skąpiły mi aromatycznych i wiecznie zielonych listków wawrzynu, co było dodatkową zachętą. Wprawdzie nie pamiętam ile razy przez dziesięciolecia stawałem w literackie i krasomówcze szranki, ale doskonale pamiętam swoje pierwsze sukcesy i wydarzenia, które się z nimi wiązały.

 

Salon wytrzeźwień - wg  Pani Krystyny

Kiedy pojawiłem się w namysłowskim Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury (a był to rok1973) Pani Krystyna Mlek już tam pracowała. Zawsze uśmiechnięta, śpieszącą z pomocą przyjazna dusza (a przy tym wspaniała słuchaczka). To Ona namówiła mnie na udział w wojewódzkim konkursie recytatorskim

- Wymagania nie są skomplikowane, po prostu trzeba przygotować 10 minut recytacji:  ma to być wiersz i  proza – stwierdziła, i dodała z uśmiechem: Rzecz w tym, że zanim tam się dotrze, należy się wykazać w konkursach poprzedzających… w miejskich, gminnych i innych takich.

- A co to za proza ma być?

- Jakakolwiek, byle dobra. Ma pan chyba jakąś szczególnie ulubioną książkę?

- Mam „Salon wytrzeźwień” Edmunda Nienackiego, ale tego jest na kilka godzin, 10 minut mi nie wystarczy.

- To niech pan zrobi kompilację  odpowiednich fragmentów powieści.

- Nie zdążę, bo nigdy tego nie robiłem.

- To proszę przynieść książkę, a ja przygotuję tekst do recytacji.

Pewnie się nad ową kompilacją strasznie mordowała, bo tematyka nie należała do prostych, ale stworzyła dziełko. Przyswajałem je przez wiele tygodni, nieustannie analizowałem zwroty, tembr głosu, długość pauz, różne niedopowiedzenia, zawieszenia, przydechy… Dużo tego jest w arsenale recytatora! Pani Krystyna co jakiś czas przesłuchiwała mnie, analizowała, podpowiadała co trzeba – i podtrzymywała na duchu. Z wierszy wybraliśmy „Biały ser” L. J. Kerna, bo zdaniem Pani Krystyny „leżał w moim charakterze”.

Wreszcie nadszedł „dzień prawdy” i stanąłem przed jurorami w opolskim Ośrodku Kultury, zupełnie nie pamiętając, co ten fakt poprzedzało. Powiodłem wzrokiem po sali, po mało przyjaznych  twarzach jurorów czatujących na każde moje potknięcie i po ich dłoniach twardo uczepionych długopisów zwisających nad kartami ocen… Makabra! Trudno, jeśli już tu wlazłem, to sobie powalczę – pomyślałem z wisielczym humorem i wciągnąłem dyskretnie do płuc spory zapas tlenu.

Wtedy zdarzyło się coś nieoczekiwanego: podzieliłem się, zaistniałem w dwóch osobach – jako Kazik-recytator byłem na zewnątrz, byłem wszędzie, uważnie obserwowałem i na bieżąco kreowałem stojącego obok Kazika-Janysta… A doktor Janyst przyglądał się widzom i nawiązywał z nimi kontakt, z każdym z osobna i z wszystkimi hurtem. Widział jak jurorzy ostrożnie odkładają długopisy, jak odpowiadają uśmiechami na każdy jego uśmiech, kiwając ze zrozumieniem głowami nad każdą wypowiedzianą kwestią, odpowiadając skinieniem na każde skinienie głowy. Połączenie pojedyncze i wielowątkowe zarazem było wspaniałe. Później przez wiele lat poszukiwałem takich doznań, ale znalazłem je zaledwie kilka razy.

Scalenie moje było również nieoczekiwane, a odbyło się na sali, w moim foteliku… Dotarło do mnie, że ja siedzę, a dookoła stoją ludzie i biją mi brawo. Zerwałem się z ogłupiałą miną na równe nogi, czym wywołałem ogólny śmiech … A niech im! Warto było.

 

 

 

 

Wiem, że podobnych doznań często doświadczają profesjonaliści, aktorzy, ale ja przecież byłem i wciąż jestem amatorem. Recytatorski „Parnas” zdobyłem nieoczekiwanie i w sporej mierze zawdzięczam to Pani Krystynie Mlek.

 

 

Osnowa z Namysłowa

Bardzo lubię dobrą literaturę science–fiction. Przed laty zaczytywałem się w niej dniami i nocami, a kiedy zabrakło nowych wydań książek s-f w Polsce (a tak!), przysyłano mi je z Czechosłowacji  lub  Związku Radzieckiego i  mordowałem się czytając w oryginale Bułyczowa, Strugackich, Asimova i innych – nawet Lema po rosyjsku kiedyś mi podesłali.

Oczywiście, w literackich konkursach s-f też uczestniczyłem. W 1984 roku napisałem opowiadanie „Hipoteza” i  wysłałem je do poznańskiej „Orbity”. Zapomniałem o wszystkim natychmiast.  Jakiś czas później dostałem dyplom i kilka egzemplarzy „Orbity” z moim opowiadaniem.

Trzy lata później Unia Fantastów Opolszczyzny ogłosiła swój konkurs na opowiadanie s-f, ale nie miałem dobrego pomysłu, to zwlekałem z pisaniem. Zabrałem się do pracy kilka dni przed upływem terminu  - napisałem cztery opowiadana, ale nie byłem z nich zadowolony. Wydawały mi się nie tyle opowiadaniami, co raczej osnowami opowiadań… Nawet godło wybrałem sobie a propos: Osnowa.

W dzień rozstrzygnięcia konkursu jechałem do Kędzierzyna, wstąpiłem więc do biura Unii, żeby się to i owo dowiedzieć – po prostu nie chciało mi się czekać sześć godzin na wręczenie nagród. Facet za biurkiem zapytał mnie o nazwisko, zajrzał w protokoły i  aż podskoczył, po czym usilnie zaczął mnie przekonywać, że koniecznie muszę na uroczystości być, że będą panowie Parowski, Jęczmyk, Oramus i ktoś tam jeszcze. Ale o wynikach konkursu nawet się nie zająknął – Oho! – pomyślałem podekscytowany – pewnie się jednak na coś załapałem. No to poczekam.

Przewodniczący fantastycznego jury powitał przybyłych i obwieścił, że I miejsce opowiadaniem „Ile w mym świecie prawdy” zdobył Kazimierz J. z Namysłowa. Wręczono mi potężny dyplom z papieru czerpanego, goździk, kopertę i uścisk dłoni szefa jury. Ów szef odczekał spokojnie aż zasiądę w swoim fotelu, po czym wyczytał, że drugie miejsce za opowiadanie „A może normalnych ludzi już nie ma” również przyznano Kazimierzowi J. z Namysłowa. Nie spodziewałem się aż takiego sukcesu, toteż dotarło to do mnie po sporej chwili, budząc ogólną wesołość. Cała ceremonia z wręczaniem nagrody powtórzyła się tak jak w pierwszym przypadku.  Wziąłem co mi dali i stoję na „placu nagród”. – Pan na coś czeka? – zapytał główny juror. – Tak, na resztę nagród, bo co się będę kręcił po Sali. Na to on – Tak dobrze to nie ma… proszę usiąść!

 

 

 

Z dalszej części wręczania dowiedziałem się, że jury trzeciego miejsca nie przyznało. Ale przyznało wyróżnienia: Pani Jakiejś Tam i Kazimierzowi J. godło Osnowa, za dwa opowiadania.

O wszystkim można było poczytać w opolskim dzienniku – ale prasa nieco mnie przemianowała i w ten sposób oficjalnie przyznano nagrody i wyróżnienia nie mnie, a komuś innemu. Słowo pioniera, że nagrody zdobyłem ja, a wszystkie wspomniane dyplomy można obejrzeć na stronach internetowych:

http://kajland.bloog.pl/gal,42471929,title,Moje-pierwsze-laury-i-laurki,index.html

 

Namysłowski akord prudnickiego Dnia Poezji (W cieniu pogańskiej wieży)

Owych liści bobkowych (jak przed laty nazywano tu i ówdzie listki laurowe) nazbierałem sporo – najwięcej bodaj w Magazynie Gazety Wyborczej. Zwykle pojawiały się nieoczekiwanie, zawsze przysparzając sporo uciechy.

Chyba ze dwa lata temu zadzwonił telefon, przedstawiła się jakaś pani i poprosiła o moje konto bankowe. Jako powód podała chęć przelewu nagrody pieniężnej, jaką zdobyłem w konkursie potocznie zwanym: W cieniu pogańskiej wieży.

Pogańskiej?.. Kurczę, nic nie pamiętam… Co ja tam powypisywałem?... Szperałem w czeluściach mojego komputera – i nic. Dopiero w Internecie natrafiłem na artykuł Grzegorza Weigta – przytaczam go prawie w całości:

 

„Prudnicki dzień poezji wypadł dwa dni wcześniej niż jego światowy termin (…), czyli 19 marca, ale nie miało to żadnego wpływu na atmosferę piątkowego spotkania w Prudnickim Ośrodku Kultury. Wspomnianą atmosferę tworzył już od początku wieczoru Tomasz Kanas grając na klawiszach jeszcze zanim uczestnicy spotkania zeszli się na dobre. Wśród nich był burmistrz Franciszek Fejdych, prudniccy poeci: Daniela Długosz Penca, Tadeusz Soroczyński z żoną, Edmund Działoszyński, Zofia Kulig, Maciej Dobrzański, Maria Białkowska, twórcy z Nysy i Głuchołaz.

Organizacją spotkania zajęli się: Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Prudniku i Prudnicki Ośrodek Kultury, prowadzili je Małgorzata Skowronek i Wojciech Ossoliński. Pierwszy akord prudnickiego a zarazem światowego dnia poezji to... przedstawienie. Minidrama pt. „Jasiełka czyli wiódł ślepy kulawego” autorstwa Kazimierza Jakubowskiego zaprezentowana została trochę jak słuchowisko radiowe. Aktorzy Julita Średniawska i Maciej Sawa ukryci za kotarą prezentowali dialogi pomiędzy bohaterami utworu (Jasiek, Anioł, Kusy czyli Diabeł) oraz śpiewali. Widoczny był tylko Ossoliński, który wystąpił jako narrator. Niezły, zabawny i z morałem tekst. Na sali zrobiło się wyraźnie wesoło.

Małgorzata Skowronek mówiła o powołaniu światowego dnia poezji oraz o krótkiej, na razie jego prudnickiej historii (z przerwami od 2002 roku). Od paru lat z tym dniem związany jest konkurs poetycki „W cieniu Pogańskiej Wieży”. W ostatni piątek mieliśmy podsumowanie trzeciej edycji konkursu, który narodził się w wyniku „kłótni między Małgorzatą Skowronek a Wojciechem Ossolińskim”. W tym roku na konkurs wpłynęło mniej wierszy (ok.40), ale też zmieniły się zasady. Jest to teraz konkurs jednego wiersza (wcześniej autorzy mogli nadsyłać zestawy wierszy), nadto nie podaje się finansowych kwot nagród. Ma to zapobiec przysyłaniu wierszy przez „wyjadaczy” konkursowych polujących li tylko na pieniądze. Jury w składzie: Wojciech Ossoliński, Małgorzata Skowronek, Walenty Steć przyznało jedną tylko nagrodę, dla Eli Galoch z Turku za wiersz „Zwiedzam wszechświat” (publikujemy go na stronie 21). Przyznano również jedno wyróżnienie za tekst Kazimierza Jakubowskiego. Są to wspomniane wcześniej „Jasiełka czyli wiódł ślepy kulawego”. Długi, ni to poemat, ni to ballada, satyryczny utwór sceniczny, uznany został jednak jako spełniający wymogi konkursu. I pewnie dobrze, bo to dla słuchaczy/czytelników/widzów tylko z pożytkiem. (…)

wg http://www.tygodnikprudnicki.pl/index.php?tpid=1&k=5767

  

 KaJ

           

 

Podziel się
oceń
1
0



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

Licznik odwiedzin:  52 295  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52295