Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 110 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

RZECZ O MOICH SZANTACH

sobota, 18 maja 2013 20:33
Skocz do komentarzy

 

Szanty, jak zapewne większość czytelników wie, to są pieśni wykonywane ongiś na żaglowcach, zwłaszcza wtedy, kiedy wymagane było zsynchronizowanie czynności wykonywanych przez grupy żeglarzy. Szanty są różne, zależne od wykonywanej czynności (fałowe, kabestanowe, kotwiczne, pompowe etc), zaś teksty szant chociaż bywają niebywale sprośne, to są w swoisty sposób bardzo dowcipne. Warto wiedzieć, że polscy żeglarze w zagranicznych portach wręcz imponują znajomym żeglarzom z innych krajów bogactwem repertuarowym, zaś liczba odbywających się w Polsce co roku festiwali szantowych jest bliska setki. Oryginalnym polskim wynalazkiem są szanty dziecięce, czyli piosenki o żeglarstwie, pisane specjalnie dla młodych (a nawet bardzo młodych) wykonawców, lub też kierowane do najmłodszej części widowni.

 

 

 

Uwielbiam szanty – od dawna towarzyszą mi podczas generalnych porządków domowych, podczas malowania, czy też tapetowania – nawet podczas poważniejszych napraw domowego sprzętu. Nieoczekiwanie okazało się, że sympatią do szant nasiąkają moje dzieci. Gdybyż to tylko wyłącznie o sympatię szło – one nasiąkały również tekstami!

Mój ojciec opowiadał, jak to Mirek – mój sześcio… czy też siedmioletni wówczas syn, pewnego razu przyszedł do niego w odwiedziny i śpiewał mu szantę „Sally Brown”, budząc w dziadku szczególny „zachwyt” zwrotem: „Kupię jej złoty pierścionek, bo tak dba o mój ogonek”…

Głupio mi się zrobiło, bo widać że jako rodzic o czymś ważnym zapomniałem. Wymyśliłem więc moim progeniturom zabawę, podczas której pokój stawał się „Jaskółeczką” – wspaniałym żaglowcem, a dzieci przeistaczały się w marynarzy owej „Jaskółeczki” (Dorotka stawała się Fałszywym Dolarem, Mirek – Żarłocznym Rekinem, Jarek – Białym Delfinem (Oj, jak mu się ten Delfin nie podobał!), mnie zmieniano w Czarnego Psa, co najpewniej zapożyczyła załoga „Jaskółeczki” z  „Wyspy skarbów Roberta L. Stevensona. Nawet moja żona, gwałtownie wymuszająca „porejsowe” porządki, zyskała sobie z tego powodu stosowne żeglarskie miano: Krwawa Pirania(!)

 

 

 

Dobre szanty bardzo były potrzebne załodze. Chociaż niewiele tych szant stworzyłem, to przecież kilka się do dzisiaj zachowało.

 

1. JOHHOHOOO!

 

PO KAŻDYM TEKSCIE JEST ODTWARZACZ AUDIO

JEŻELI GO NIE WIDAĆ – ODSWIEŻ STRONĘ

 

Niechaj lądowy blady szczur

Czym prędzej gdzie pieprz wieje! -

Już jest zrzucony cumy sznur

I wiatr przychylny wieje.

 

O ho - hooo, przez ulic miejskich błoto!

O ho - hooo, nas nęci świata złoto!

O ho - hooo, daleko stąd do mamy,

O ho - hooo, my sobie radę damy!

 

 

 

2. MARYNARZE „JASKÓŁECZKI”

 

Ruszamy szlakiem przygód?

Ruszamy szlakiem przygód! -

Nam, starym wilkom morskim,

Nie potrzeba wygód.

 

Hej ho - zrzucaj cumy!

Hej ho - rwij kotwicę!

Hej ho - w fal poszumie,

Świata tajemnice.

 

Nas złoto nie omami!

Nas złoto nie omami! -

Płyniemy fordewindem,

W ślad za przygodami.

 

Hej ho - halsem prawym!

Hej ho - halsem lewym!

Hej ho  - w górze mewy,

Na pokładzie śpiewy.

 

 

 

 

3. PIEŚŃ PIRATÓW

 

Przed wami las, lecz niech was nie omami

Przyjemny chłodek i ta cisza w krąg.

Wśród drzew struchlałych żaden ptak nie śpiewa…

Wśród drzew struchlałych żaden ptak nie śpiewa,

By czasem nie wpaść.

By czasem nie wpaść „do piratów rąk”.

 

Piratem każdy szczur od urodzenia,

I nawet dziecko dobrze o tym wie.

Przed nami każdy kot się chowa…

Przed nami każdy kot się chowa,

Bo gdy złapiemy…

Bo gdy złapiemy go, będzie z nim źle.

 

 

Pierwsze dwie szanty są w stu procentach moje, w trzeciej melodia jest zasłyszana … pochodzi bodaj z jakiegoś animowanego filmu.

 

4. KEEP SMILING – to szanta, którą dołączyłem do napisanego dzieciom opowiadania „Pieśń o fregacie” (opowiadanie jest w moim tomiku „Ile w mym świecie prawdy”), ale powód napisania tej szanty jest inny… Otóż w namysłowskim ZEM-ie pracował starszy już pan, pełen niespożytego humoru, wciąż uśmiechnięty pod tym swoim czarnym baskijskim beretem, wciąż bardzo uczynny. Przyszła jednak pora, kiedy wyliczono w biurach, że pora już mu iść na emeryturę. No to poszedł – choć bez zachwytów. Od czasu do czasu spotykałem go i widziałem jak w obłędnym tempie zaczął się starzeć, garbić, chylić ku ziemi. Rychło też pożegnaliśmy go na zawsze. Wtedy napisałem „Keep smiling” i „Pieśń o Fregacie”.

 

Dla mnie port jest więzieniem, cholera!            

Nawet trap skuwa z lądem, nie łączy -              

W obłożonych cumami polerach                       

Ginie ruch i życie się kończy.                                   

 

A tam, wiatr śpiewa szanty,                                         

Troski zdmuchując za reling.                           

I drżą jak struny wanty;                                                

Keep smiling, keep smiling!                                    

 

Nie zdzierżyłem - zerwałem łańcuchy!                           

Noc przyjazna i bryza jak trzeba -                                 

Nie potrzebne mi  wspomnień okruchy,                  

Kiedy żagle tak bliskie nieba.                                       

 

Bo tam, przez pokład falą

Niebo się czasem przewali.

Kilwater pisze dalom:

Keep smiling, keep smiling!

 

 

 

 

5. DIETA NA ŁAJBIE

napisałem dla kumpelki, do melodii szanty „Siedzieliśmy pod jodłą” (a ściślej do utworu  wykonywanego przez The Dubliners: Whiskey in the jar). Pewne zwroty w tej szancie nie dla każdego będą oczywiste, dlatego z dobroci serca wyjaśniam to i owo: Na początku XIX wieku trzema podstawowymi produktami marynarskiego jadłospisu były chleb (suchary), solona wołowina oraz piwo. Marynarze angielscy nazywają ten zestaw „dietą trzech panów B” (bread, beef, beer). Suchary często leżąc przez długi czas w portowych magazynach twardniały na kamień, przez to dostały nazwę „dachówki z Liverpoolu. Miotła z lin do zbierania wody z dna łodzi, to „szwabra”.

 

A tośmy wszyscy wpadli! Na łajbie balast diabli -

Kapitan babę z sobą wziął, gdyśmy ruszali w morze.

A teraz szwabra stara myszkuje nam po garach

I uczy garkotłuka diet - już gorzej być nie może!

Nadwagi tonę ma, a może cztery,

Stosuje jakąś dietę cud, przez wszystkie rejsu dni.

W uporze babsztyl trwa, więc, do cholery!,

Na łajbie zapanował głód, o żarciu każdy śni.

 

Ziemniaki, tłuszcz, konserwy,

pod kluczem są bez przerwy.

Na obiad mamy lurę i „dachówki z Liverpoolu”,

Zniknęło z beczek mięso, a nam się łapy trzęsą

I o solonym koniu myśl rozczula nas do bólu.

Owoców słodkich brak, tłuszczu i soli.

Do ryżu mamy „krowi sok” na tydzień tylko raz.

Cebuli, niech to szlag, mamy do woli,

Lecz wysechł rum, gdzieś wcięło grog i z mineralnej gaz.

 

Przedwczoraj wszystkie szczury powychodziły z dziury

I ósemkami w morską toń z kotbelki się rzucały.

A baba nie do zdarcia - choć wokół nic do żarcia,

Przytyła znów o funta pół, a może o funt cały.

Ja tego mam już dość, opuszczam flagę! -

W najbliższym porcie schodzę i od świtu aż po zmrok

Obgryzał będę kość i zmywał zgagę.

Pod jeden udziec piwa trzy, dzień w dzień, przez cały rok.

 

Tęgiego marynarza głodówka nie przeraża -

Dietę trzech panów  „B” się je i nikt nie patrzy krzywo.

Ta dieta nam nie szkodzi... Wyjaśnię o co chodzi,

Gdy postawicie befsztyk mi i piwo z piany grzywą!

 

Poniżej są linki do trzech niezłych wersji tego utworu:

http://www.youtube.com/watch?v=46EXY4oP1Do  (The Dubliners)

http://www.youtube.com/watch?v=I2MPc7AkPPA  (jako country)

http://www.youtube.com/watch?v=9vM7jAnkP1Q  (z tekstem polskim)

 

Wspomniałem, że szanty teksty miewają bardzo nieprzyzwoite… Kilka lat temu odbywała się w Namysłowie uroczystość odsłonięcia kamiennej tablicy upamiętniającej żołnierzy 3. Pułku Cudzoziemskiego „Legionu Irlandzkiego" oraz ich współtowarzyszy broni z 17. Dywizji gen. Puthoda.

Głównymi organizatorami uroczystości byli Konsulat Irlandii w Poznaniu i Urząd Miejski w Namysłowie. Tablicę sfinansowali Fundacja Kultury Irlandzkiej oraz Bank Zachodni WBK. Oficjalnie odsłonili ją burmistrz Namysłowa Krzysztof Kuchczyński oraz Krzysztof Schramm, prezes Towarzystwa Polsko-Irlandzkiego i jednocześnie sekretarz Konsulatu Irlandii w Poznaniu. Nazjeżdżało się zatem irlandzko-angielskich oficjeli mnogość. Żeby uświetnić uroczystość  opracowano w Ośrodku Kultury stosowną oprawę muzyczną – postanowiłem ciut wzbogacić ową oprawę i dorwałem się do swoich muzycznych zapasów przywiezionych z Irlandii, a jeszcze nie tkniętych, i dalej z tym do NOK-u. Przed wyjściem z domu coś mnie tknęło: można by tak po tytułach chociaż dojść o czym tam śpiewają. I oto co między innymi przeczytałem: Fuck you I'm drunk  (Pier..l się, jestem pijany), Kiss My Irish Ass   (Pocałuj mnie w irlandzką d…).  Może by się w Ośrodku Kultury zainteresowali chociaż tytułami – ale jeżeli nie?...

To co w Irlandii kupiłem jako szanty, w praktyce okazało się „Irish Drinking Songs” – upraszczając: „Irlandzkie pieśni biesiadne”.

 

Największą „szantową uciechę” sprawiły mi na Dzień Dziadka wnuki (Oliwia i Nikodem), mieszkające w Irlandii. Zaśpiewały mi (i nagrały na laptopie) jedną z szant, którą  przed wielu laty wyśpiewywał ich ojciec. http://www.youtube.com/watch?v=LvgK1YqrWOg

 

I tym bardzo sympatycznym akcentem kończę swoje prawie żeglarskie wspomnienia

KaJ

Podziel się
oceń
1
0



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

Licznik odwiedzin:  51 662  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51662