Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


GĘŚCIEJ NA PÓŁKACH Z KSIĄŻKAMI WENY

poniedziałek, 14 stycznia 2013 18:09

 

 

Na półce z książkami wydanymi przez Klub Młodych Twórców „Wena” (istniejącym przy Bibliotece Publicznej w Namysłowie) przybyły kolejne dwie edycje.

- „Córka niepokornego czasu” Wenianki Małgorzaty Gaś zawiera kilkadziesiąt interesujących z różnych względów wierszy.

 

 

- „Ile w mym świecie prawdy” Kazimierza Jakubowskiego jest zbiorem felietonów, opowiadań, polemik i mini opowiadań opiekuna Weny. Proza w swojej większości to tzw. nagradzane pokłosie różnych krajowych konkursów literackich.

 

 

 

Dodatkowe informacje dotyczące zawartości znaleźć można w Internecie jako anegdoty:

http://meandry.bloog.pl/id,332902464,title,PIERWSZE-TURNIEJOWE-LAURY-I-LAURKI,index.html

i albumik z dyplomami:

http://kajland.bloog.pl/gal,42471929,title,Moje-pierwsze-laury-i-laurki,index.html

 

Oficjalną promocję przewidziano wstępnie na 8 lutego br – precyzyjniejszy termin będzie można znaleźć na plakatach i w zaproszeniach. Autorzy liczą na liczne przybycie przyjaciół i osób zainteresowanych, a także na czynne wsparcie (recytatorsko-wokalno-muzyczne) – zwłaszcza członków KMT Wena.

 

Książki można już nabyć w wydawnictwie „Namislavia”, u  Pana Tadeusza Wincewicza.

 

Kazimierz Jakubowski


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

O CZYM OPOWIEDZIEĆ PANI BASI T.

poniedziałek, 14 stycznia 2013 18:04

Notki w bloku na boku

 

 

Zapytuje mnie Pan tym samym o mój egoizm. No to oczywiście sprzedałbym jej Pana MEANDRY, a tym samym siebie. Niech czytają lub drukują, ale gdzie i w czym? Obieżyświat kojarzy mi się z docieraniem do miejsc egzotycznych, acz wartych pokazania koniecznie, no to właśnie ja. Zabrałbym ją do magicznego lasu za elektrownią gdzie znikają już wycinane te sosny wielowystrzeliste, o których ostatnio rozmawialiśmy, a które są tak wenotwórcze. Choć mnie to się marzy, by tych młodych gimnazjalistek i gimnazjalistów w Wenie było dużo, bo ja naiwny jestem naiwnością dziecięcia i tak chciałbym im stówkę co miesiąc słać by wydawać te ich tomy, które tak uskrzydlają - daj Boże by byli i bym ja miał z czego wysyłać.

 

Tak się zastanawiam czy w taką Weniańską imprezę, jaką są Walentynki, nie wkręcić miejscową rzecznik Policji, moja dobrą znajomą Kasię Ulbrych i co by ona np. Walentynki uświetniła horoskopem i wróżbami Majów, rzecz na czasie, a z Tomkiem chyba Piaseckim i kamieniami temat był toczon i się przyjął świetnie. Za bardzo innych nie znam. Może malarkę Weronikę Wiertel studentkę ASP Breslau, która mogła by coś uwernisażyć czy zilustrować do wierszy w tomikach, ale też muszę z nią pogawarić i Pana zapytać, czy to ma sens.?

 

Nadto odnalazłem płytkę z muzyką celtycką, która mi onegdaj znajome emeryt policyjny nagrał, to bym Panu podrzucił. Czy np. jutro koło osiemnastej bym był u Pana? Wiem że Pan zajęty okrutnie, to pytam. No i gratuluję książki, się chcę dorzucić, jak tylko wyjdę z noworocznego dola finansowego, ale do Chwilówki nie pójdę!

 

mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

DOPADŁO MNIE ZNIECHĘCENIE

poniedziałek, 14 stycznia 2013 18:01

 

 

Dopadło mnie jakieś zniechęcenie i nie za bardzo mi się chce o czymkolwiek pisać, ale te plakaty zauważyłem idąc na Jasełka trupy Pani Małgorzaty Górniak. Przeczytałem sobie treść plakatu i wqrwiające wspomnienia wróciły. Bo na c.uj w prywatnym fajerwerku, jakim jest Fundacja Pana Owsiaka, uczestniczą oficjalnie Policja i Straż Pożarna? Toż to Qrwa o pomstę do nieba woła. Wiem co piszę, bo najczęściej ci funkcjonariusze mieli zwyczajnie zjebaną niedzielę, bo musieli przyjść do służby zamiast rodzinnie spędzać czas. Tutaj politycy PIS-u mają rację, to jest używanie państwa do prywatnych celów! Osobiście uważam, że ci policjanci i strażacy, którzy postanowili, że ich radiowozy będą jeździły po mieście i rozgłaszały, że spęd orkiestry odbędzie się tam i tam, i w ogóle, dopuścili się złamania prawa poprzez przekroczenie uprawnień, bo moim zdaniem policjant i strażak powołani są do czego innego niż PR prywatnej fundacji i prywatnej osoby. Jeszcze raz powiadam, ci funkcjonariusze zamiast marznąć na mrozie w mundurach mogli ewentualnie, dobrowolnie uczestniczyć w tym zdarzeniu z rodzinami. Zamiast tego w nocy pewnie nie miał kto przyjść na służbę i jak to się mówi w żargonie „Miasto było odkryte", czyli pies z kulawą nogą pilnował bezpieczeństwa i mienia. Na szczęście psów bezdomnych ci u nas bez liku, tu ukłon w stronę Straży Miejskiej! Pewnie decydenci Policji i Straży Pożarnej będą się bronić, że uczestnictwo było dobrowolne, a ja powiem, że takie dobrowolne jak wyjazdy wojskowych do Afganistanu, na oczywiście pokojową i stabilizacyjną misję. Zaryzykuję tezę, że udział we WOSP to dziś jest jak udział w Subotniku za PRL-u i powiem jeszcze, że to sie będzie rozszerzało, ten przymus dobrowolny. Tymczasem byłem na Jasełkach zagranych świetnie przez trupę ludzi zgromadzonych wokoło Pani Górniak. Jasełka jak to jasełka, niosą naiwną treść, ale reżyseria i pomysł arcyświetne, no i gra perfekcyjna. Ja dla siebie wyłapałem chyba trzy smaczki w trakcie ich oglądania. Był taki tekst: „Byli to uczciwi ludzie, żyli w biedzie i trudzie" . No właśnie, czy są jacyś uczciwi, którzy nie są biedni i nie mają pod górkę? To pasuje do biblijnego wielbłąda i ucha igielnego jak w mordę strzelił! W pewnej scenie anioł mówi: „Pokorne ciele dwie matki ssie". Też piękne i w jakich ustach! Piekło pewnie tryumfowało w tym momencie, bo moim zdaniem na pokorze oparte jest współczesne piekło tu na ziemi, bo żyć prawdziwie to nie ssać z żadnej matki, czyli „lepszy na wolności kąsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki”. Mógłbym to rozwijać w nieskończoność, zwłaszcza na przykładzie policjantów, którym zawsze dedykuje Balladę pozytywną Jacka Kaczmarskiego! Na koniec zabrzmiały słowa „Przekażcie sobie znak pokoju", a ja powiadam czyńcie sobie pokój, czyli pomagajcie sobie tak jak to miało miejsce podczas Jasełek! bo ta pomoc to tu i teraz, to co naprawdę jest ważne i powinno być ważne dla lokalnej namysłowskiej społeczności, bez względu czy ktoś jest komunistą, katolikiem, Czechem, gejem, piromanem, czy ezoterykiem. Ta osoba winna być dla nas tu najważniejsza. Tak się rodzą małe ojczyzny i pokój. Poza tym z powodu piłki rzucanej nie ma „M jak miłość” i to jest prawdziwy dramat jakichś siedmiu milionów rodaków!

 

mk


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

TEMATY DRAŻNIĄCE ŻOŁĄDEK

poniedziałek, 14 stycznia 2013 17:59

 

 

Siedliśmy dzisiaj do śniadania w składzie niezmiennym i ustaliliśmy, że każdy poruszy temat aktualnie drażniący mu żołądek. Rozpocząłem ja. Bo w przedświątecznym numerze jednej z konkurencyjnych gazet konkurencyjnych ośrodków władzy piękny i patetyczny felieton napisał Pan Kazimierz Drapiewski. Ależ on zadął w tony. Z podziwu nie umiem wyjść do dzisiaj. Tak pisać potrafią już tylko nieliczni i tak nielicznym. My się do nich nie zaliczamy. Dlatego mamy prośbę do Pana, Panie Kazimierzu. Pan zna Pana Kazimierza i pewnie rozumie. Niech Pan maluczkim przetłumaczy ten artykuł z patetycznego na robotniczy. Bo jest tak piękny, że pewnie o coś istotnego w nim chodziło.

Ciocia Zosia zaczęła na temat pewnego cytatu z Biblii tej lub tamtej: „Pasterzem moim jest Pan, nie brak mi niczego." Zadała więc pytanie czyli wapros: Czemuż więc inni mienią się być pasterzami czy guru? Źródłem wiedzy o Panu i źródłem wiedzy w ogóle jest Biblia. Nie wystarcza? Czy nie lepiej samemu poszukać Boga? I zwinąć cały ten kram z napisami Religie!? Czy po to by być dobrym, a najlepiej normalnym’ potrzeba całe tabuny bogów!? Całe biblioteki świętych ksiąg i uczonych traktatów nawiedzonych doktorów?! Armie ojców świętych, eminencji, ajatollahów, imamów, mnichów, mułłów, lamów… Tu zakończyła patetycznie i wzniośle (wzniosłością jak u Pana K.D,  tylko wziętą z innej beczki): - Wyklęty powstań ludu ziemi!

Wuj Stach przypomniał sobie natomiast taką pogawędkę dwojga mądrych ludzi w radiu wrocławskim, bodajże z jesieni roku końca, którego nie było. Tam mądry mówił, że Francję określa się jako młodą, piękną kobietę. Rosję określa się jako dojrzałą kobietę matkę. Tu wuj zaczął się sumitować (ależ rypnąłem określeniem!) - Przemilczmy jej nazwę, bo sierdce krwawi jak poderżnięty niedzielny królik i dusza wierzga jak jego skoki w pośmiertnych drgawkach. Ta jawi mi sie jako stara, ślepa kurwa, trochę po omacku, trochę z wyuczonej chciwości, stara się przypodobać różnym chędożnikom, kopulującym i wyszarpującym jej wdzięki za srebrniki i gwałcącym to, co pozostało z jej dawnej świetności. Ona tego nie widzi, że w tych chorych przypadkowych związkach jest tylko dawcą i to ostatnio już tylko dawcą organów. Bo jest trupem swego minionego blasku, ot z czasów choćby Sekretarza, co gospodarskim okiem...

 

Potem, po porannej parzonej kawie siedziałem na tronie w świątyni dumania (tym marki Cersanit, z deską antybakteryjną). Tam wziąłem w swe czcigodne ręce niemieckie media, czyli program telewizyjny o nazwie To i Owo. Tam zobaczyłem, że siewodnia na kanale Kino Polsza o 14. 15 jest film „Kłamczucha" na podstawie prozy Małgorzaty Musierowicz. Ten fakt wzbudził znowu między nami okrutną dyskusję. Ciocia Zosia przypomniała, że właśnie w listopadzie Pani Musierowicz wydała już dwudziestą książkę o rodzinie Borejków i ich przyjaciołach z ulicy Roosvelta w Poznaniu.

 

 Jest to książka promująca normalną rodzinę - ta rodzina i przyjaciele pomagają sobie już od prawie 35 lat. Książki są genialne. Zastanawialiśmy się czemu tego nie biorą na warsztat współcześni filmowcy. Odpowiedź sama przyszła. Bo nie ma tam księży, bo nie ma tam gejów, lesbijek. transwestytów, gangsterów, polityków, cwaniaków, mnichów i innego tałatajstwa współczesnej Polski. Natomiast jest normalna rodzina zmagająca się z tymi kurwami współczesności i propagująca na przykład czytanie książek, zastanawianie się nad tym, co filozofowie mieli na myśli i sprowadzająca ich myśli do prostych, uczciwych zasad w swoim życiu. te zasady to rozumny dyskurs, wsłuchiwanie się w bliźnich, myślenie o ich potrzebach, jak trzeba to szybka reakcja i pomoc nawet materialna na zasadzie czym chata bogata. Dalej wspólne obiady, wspólne święta domowe, ale bez narzucania żadnych z góry słusznych wartości. Naprawdę piękna jest Jeżycjada, a ostatnia jej książka Mc Dusia jest równie mądra i niech nie myli tytuł. Mc nie musi oznaczać karmienie się gównem, Dobrego dnia Panie Kazimierzu i w zdrowiu socjalistycznym. Pamięta Pan socjalizm, ale było zdrowo i z uśmiechem. Dlatego, co by nie mówić, to za Pana Gierka kto chciał to pracował! Dlatego c.uj ze sejmem, ja ogłaszam rok GIERKOWSKI i wieczorem siorbnę setę bimbru za jego duszę i wieczną pamięć.

 

mk


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ŚLĄSKU, OJCZYZNO MA

poniedziałek, 14 stycznia 2013 17:57

 

 

Śląsku Ojczyzno ma Ty jesteś jak kir

Dobrze na Twym łonie żyje totumfacki i świr

Każdy jeden tu w objęciach nepotyzmu

Każda jedna hołduje tu wredocie

I tak bardzo boli

I tak trudno pojąć jeśliś znikąd człowieku

 

Dawno dawno temu. Za siedmioma rzekami, za siedmioma wzgórzami, nad rzeką, ze cztery metry szerokości był sobie Ciemno Gród. Miał za to najwięcej supermarketów na jednego mieszkańca w całym regionie. Władały tym miastem i stały na czele instytucji zaufania publicznego ciasne, zakute łby. Natomiast uczciwi byli właściciele firm i zakładów pracy, uczciwością iście niemiecką, ukazaną w nieśmiertelnym dziele Leona Kruczkowskiego „Niemcy". Mówili więc oni uczciwie swoim poddanym i wyzyskiwanym pracownikom, że nie mogą im zapłacić za ich pracę ponad siły i przyzwoity czas pracy nic ponad owe 1260 złotych, bo muszą dbać o jakość rasy biznesmenów i jako tacy oni (i ich rodziny) muszą spożywać wędliny nie tańsze niż 40 złotych za kilogram, muszą płacić za pola golfowe abonamenty po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, a i przeloty czarterowe na zakupy do Paryża i Barcelony kosztują. Poruszeni tą uczciwością i ściskającą za serce szczerością pracownicy postanowili już nawet nie myśleć o socjalu, czy czytaniu kodeksu pracy. Myśleli więc tylko i stosowali w praktyce zasadę: Liżesz i podpierdalasz, a kość ci świadomie strącona spadnie z pańskiego stołu.

 

W tym klimacie, na tej ziemi, pod tym niebem, w pewnej instytucji zaufania publicznego, do służby tak moralnemu społeczeństwu, może dla tego, że zbliżał sie koniec świata, potrzebna była niewiasta. Rozpoczęto więc stosowne procedury, które prawem przewiduje niestety demokracja. Ogłoszono więc wszem i wobec nabór czyli casting. Podania i życiorysy, wraz z listami motywacyjnymi złożyły 33 niewiasty. Pierwszym etapem zażartej konkurencji były badania lekarskie i ogląd dziewcząt. Zainwestowały więc dzierlatki. Chirurgicznie przywracały błony dziewicze, usuwały tatuaże, kolczyki z brwi, przegród nosowych, uszów, warg, wzgórków łonowych i łechtaczek. I zaprawdę powiadam, wcale nie przesadzam tu w opisie determinacji. Takie były zwyczajnie fakty. Na tym etapie odpadło już kilka panien, a bo na przykład miały minus 10 dioptrii, czy też jedną nogę miały krótszą od pozostałej o jakieś 2 cale. Ale praca lekarzy w poliklinice MSWiA była dokładna i uczciwa.

 

Następnym etapem castingu był egzamin sprawnościowy. Dziewczyny stawiły się więc na stadionie, zwanym stadionem „Gwardii". Wpierwej jednak dziewczyny sumiennie zainwestowały w fitness, siłownie und buty do biegania. Pełne wiary, sił i wytrenowane przystąpiły do egzaminu. Trenerzy byli chyba jednak niedouczeni, może buty za ciasne, a same niewiasty chyba jednak nie dość zmotywowane, bo egzamin przebrnęły jeno trzy. Zdały ten egzamin pewnie, osiągając wspaniałe rezultaty. Tym samym ostały się panny i mężatki zdrowe, sprawne, a i dodam, że wszystkie miały wykształcenie wyższe i tytułowały się przed nazwiskiem - magister.

 

Pewnie, że się zapoznały i polubiły. Wspólnie więc pojechały do siedziby kasztelana by przystąpić do ostatniego etapu naboru, czyli to testów psychologicznych. Tu mała dygresja: testy są skomponowane tak, że powołanie otrzyma najbardziej mierna z nich, bo nie o jakość chodzi w służbach, a o mierność, wierność i bierność, czyli niewpierdalanie się przed przełożonych. Wszystkie pozytywnie przeszły testy. Potem w rozmowach z sobą najwięcej dawały szans jednej z nich, która miała fakultety i pracowała w zbliżonej instytucji.

 

Nazajutrz, w piątek, udały się do owej instytucji, gdzie miały dowiedzieć się, która z nich założy czcigodny mundur. Tutaj weszły do gabinetu Ojca dyrektora tej instytucji. Ojciec przywitał się z nimi serdecznie. Kazał im spocząć na krzesłach produkowanych przez lokalnego biznesmena. W gabinecie był też obecny Ojciec zastępca. Panny i mężatka usiadły. Ojciec Dyrektor zaczął mówić:

- Drogie siostry, serdecznie wam gratuluję tak dobrze zdanych egzaminów. Na pewno wasze kandydatury będą w przyszłości brane pod uwagę, tymczasem jednak informuje was, że jedna z kandydatek - Panna Lili Marlen, odwołała się od wyników badań lekarskich i odwołanie to zostało uwzględnione. Po uwzględnieniu tegoż odwołania, zdała celująco egzamin sprawnościowy oraz tuż przed wami idealnie przeszła testy psychologiczne. Komisja, w skład której wchodziłem ja, przedstawiciele kurwii, burmistrza, starosty, marszałka, kasztelana i woziwody oraz przedstawicielki organizacji kobiecych jak Zjednoczona Róża Różańca Wszechparafii Powiatu postanowiła, że to Lili Marlen będzie przyjęta. Wszystkie trzy kobiety zareagowały jednakowo. Pąsowiały ze złości, upokorzenia i oburzenia, a oczy im się szkliły. Piersi falowały w przyspieszonym oddechu. Chciały wykrzyczeć swoje uczucia temu skurwysynowi w twarz. Nie zrobiły tego, bo miały nadzieję, że kiedyś rodziny zabraknie i wtedy... Z drugiej strony wyuczona kultura i formy zachowania tamowały im usta. Zyskuje się tytuł magistra, traci się normalność, naturalność i spontaniczność. Ojciec zaś kontynuował: - Oto zwyciężczyni:

Z bocznego gabinetu-socjalki weszła Lili Marlen, wzrostu około 140 cm na obcasie, około 110 kilogramów wagi, na nosie miała okulary minus 10 dioptrii, lat około 42. Znały ją - pracowała „na kasie” w jednym z supermarketów i była sąsiadką Ojca Komendanta.

 

Pewnego dnia jedna z nich spotkała zastępcę ojca komendanta. Powiedział jej, że w tej instytucji na trzy lata wprzód wiadomo kto i kiedy odejdzie i kto na jego miejsce przyjdzie. Trzeba mieć naprawdę szeeerrrroookie plecy! Ona skomentowała to tak:

- No, to postęp jest. Głębokie gardło już nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze szerokie plecy!

 

mk


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 305  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52305