Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


DUET, CZYLI TERCET

niedziela, 23 marca 2014 23:44

 

Song trzynasty, czternasty, piętnasty, szesnasty, siedemnasty

i osiemnasty.

 

 

a. jazłowiecka - to moja bajka.jpg

 

 

JESTEM JAK GÓRSKI POTOK

http://youtu.be/clbGPEKFdo0

To jest swego rodzaju reprint piosenki powstałej w kwietniu 1998 roku. … Żal mi moich niegdysiejszych pomysłów, emocji, starań, różnych piosenek i wierszy. A tu nieobecność kumpli (bo się bractwo porozjeżdżało po świecie), tudzież polineuropatia, wykluczają pracę ab ovo. No to ściągam różnorakie ustrojstwa, odszumiam stare nagrania, trochę przy nich majstruję – i ładuję się z tym do dwóch swoich Facebooków, czy też do moich trzech blogów, Jednak w tym przypadku jest to nagranie  „nowiutkie”, co zawdzięczam  Staszkowi Młynarskiemu z Głogówka.

 

BYĆ  MAŁŻĄ  

http://youtu.be/x9TjjR-zSII

To jest nowa wersja  piosenki, którą wymyśliłem w marcu 1977r. Na początku niezbyt ją lubiłem, bo miała być inna, ale Staszek Młynarski, Antek Kaszyński i Bartek Mikluszka zaczęli ją wyśpiewywać po różnych imprezach – Bartek śpiewał ją nawet w Radiu Wrocław… No to siła przed prawem – „wziąłem i uległem”. Nowe nagranie utrzymane jest w klimacie Honky Tonk, czy też jakiegoś innego saloonu, o co zadbał Staszek Młynarski... Podoba mi się!  

 

MOJA  TWARZ  W  LUSTRZE

http://youtu.be/rTaXq8QV32g

Najnowsza wersja piosenki stworzona przez Staszka Młynarskiego, a było tych wersji już sporo, w tym trzy bardzo ważne. 13 grudnia 1981 roku wprowadzono w Polsce stan wojenny. O tym, jakie panowały nastroje wśród społeczeństwa nie muszę pisać, bowiem istnieją na ten temat niezliczone publikacje. Okazało się jednak, że nie wszystkich przytłoczyła zgroza, bezradność i bezsiła. Nie wszystkich opanował gniew. Są bowiem ludzie-kameleony – i właśnie takiego „kameleona” dotyczy ta piosenka. Napisałem ją kilka dni po ogłoszeniu stanu wojennego. Od tamtej pory upłynęło już kilkadziesiąt lat, a ludzie-kameleony żyją wśród nas. To jest przypadłość narodowa?... Tylko narodowa?

 

SCENA

http://youtu.be/zb8ViBFbTrQ

To jest najnowsza, już trzecia wersja tej piosenki, choć bijąc się w piersi przysięgam, iż pierwszych dwóch nigdzie nie publikowałem. Piosenkę wymyśliłem w marcu 1991 roku, po jakimś publicznym wystąpieniu Lecha Wałęsy. Nie pamiętam o czym mówił nasz pan prezydent, ale pamiętam, że mnie solidnie (pardone!) wkurwił. A tak! W piosence jest odpowiednie odniesienie, chociaż nie wprost (licentia poetica, a jak!). Do melodii Staszek Młynarski wprowadził stosowną ilość swoich elementów, po czym całość po koleżeńsku wykonał i nagrał.

 

ZADUMANIE

http://youtu.be/Ryr0zqgXdsg

Najnowsza wersja refleksji utrzymanej w klasycznej formie. Wprawdzie nagranie nowe (wiadomo: Staszek!), ale utwór ma już kilkadziesiąt lat, bowiem było sporządzone „ku pamięci" w kwietniu 1982 roku. Moim zdaniem utwór nadaje się nie tylko do noworocznej zadumy. Tak myślę - i dlatego polecam uwadze ;)

 

SILNIEJSZY JESTEM

http://youtu.be/_qifm3x81Gc

Trzecia, najnowsza wersja utworu z sierpnia 1986 roku. Zaczytywałem się wówczas w poezji filomackiej, a najwięcej zachwytów wzbudził we mnie filomacki wiersz Adama Mickiewicza „Już się z pogodnych niebios” – szczególnie pełne dumy zawołanie: „Mocniejszy jestem: cięższą podajcie mi zbroję”. Wykonawcą tej wersji utworu jest oczywiście Stanisław Młynarski – bard z  Głogówka.

 

KaJ

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

DUET, CZYLI TERCET - Song dziesiąty, jedenasty i dwunasty

piątek, 14 marca 2014 10:24

Dedykuję Przyjaciółkom, które nie zapomniały o życzeniach dla mnie w Dniu Mężczyzny, w szczególności Halince Struzik, Halince Nicieckiej-Kawce, Hani Gajewicz-Jany, Teresce Hruby, Halince Komar i Krysi Fatydze.

 

a. jazłowiecka - to moja bajka.jpg

 

Dawno, dawno temu (kurczę, jak to brzmi!) ogromną radość sprawiało mi tworzenie, bo zapisywałem to byle jak, byle gdzie, byle prędko – i po dopasowaniu interpretacyjnego klucza pędziłem z tym do kabaretu, który prowadziłem, aby się natychmiast radością podzielić ze swoją publicznością. To były piękne czasy.

Lata upływały, kumple się porozjeżdżali po świecie, ze zdrowiem też bywa jak u każdego... Pewnego dnia przeczytałem, że nagrane na taśmach utwory mają określony czasowo i jakościowo żywot, że należy je co 10 lat nagrywać na nowo. Powywlekałem dziesiątki kaset magnetofonowych i udało mi się przegrać na twardy dysk tylko 180 piosenek – dwa, albo i trzy razy tyle zostało na taśmach szpulowych, ale jakość tych taśm jest tak denna, że „piszy propało”! Bo też co to były za taśmy!? Kupowałem kilka wykładów np. o uprawie końskiego zębu, wymazywałem nagrania i uzyskiwałem taśmę, która na głowicę magnetofonu działała jak papier ścierny.

Nieobecność kumpli, tudzież polineuropatia, wyklucza pracę ab ovo, bo nie trafiam w struny. No to ściągam różnorakie ustrojstwa, odszumiam stare nagrania, trochę przy nich majstruję – i ładuję się z tym do dwóch swoich Facebooków, czy też do moich trzech blogów. Bo mi żal moich niegdysiejszych pomysłów, emocji, starań, zapisków, notatek – różnych piosenek, wierszy i dziesiątków stron prozy.

 

MOJA  TWARZ  W  LUSTRZE

http://youtu.be/gL9bry-78fA

13 grudnia 1981 roku wprowadzono w Polsce stan wojenny. O tym, jakie panowały nastroje wśród społeczeństwa nie muszę pisać, bowiem istnieją na ten temat niezliczone publikacje. Okazało się jednak, że nie wszystkich przytłoczyła zgroza, bezradność i bezsiła. Nie wszystkich opanował gniew. Są bowiem ludzie-kameleony – i właśnie takiego „kameleona” dotyczy ta piosenka. Napisałem ją kilka dni po ogłoszeniu stanu wojennego.

Od tamtej pory upłynęło już kilkadziesiąt lat, a ludzie-kameleony żyją wśród nas. To jest przypadłoś narodowa?... Tylko narodowa?

 

RAZ -  PUTIN

http://youtu.be/XcFbNHhx-cw

Piosenkę wymyśliłem na początku czerwca 1990 roku, postanowiłem bowiem uczestniczyć w konkursie ogłoszonym przez „Radio z biznesem i przygodą” – dla ścisłości dodam, że na konkurs wysłałem inne utwory, a  „Raz – putin” był dedykowany tylko twórcom audycji. Prosiłem ich, żeby tej piosenki nie puszczali w eter. Ale nie posłuchali!... Usłyszałem chyba wszystkie swoje piosenki, łącznie z „Raz – putinem”, wzbogaconym o obszerny i bardzo dowcipny komentarz. Ale nagrodę mi przyznali.

 

POCHÓD PROMETEUSZY

http://youtu.be/z0s1YapjCWE

Tę piosenkę napisałem jesienią 1993 roku, ale powód powstania tej piosenki jest dość złożony, bo to najpierw Bolesław Leśmian napisał:Ty przychodzisz jak noc majowa...Biała noc, noc uśpiona w jaśminie...I jaśminem pachną twe słowa...I księżycem sen srebrny płynie...” (itd.)

Później Władysław Broniewski napisał wiersz „Poezja”, który tak samo się zaczynał, ale dalszy ciąg  u Broniewskiego jest taki: „Niepotrzebne nam białe westalki, noc nie zdławi świętego ognia - bądź jak sztandar rozwiany wśród walki, bądź jak w wichrze wzniesiona pochodnia! (a jeszcze dalej) Jeśli w pieśni potrzebna ci harfa, jeśli harfa ma zakląć pioruny, rozkaż żyły na struny wyszarpać i naciągać, i trącać jak struny.” (itd.)

Ja najpierw napisałem wiersz „Mroków potęga” – jest to pastisz „Poezji” Broniewskiego: „Idzie nowe - tak rok za rokiem. Śpiewa, że cień nie zdławi już świętego ognia. O sztandarach skanduje, Wzniesionych pochodniach. Dość! Odmieńcie swe słowa na kłamliwych wargach, Nim was siła ciemności na strzępy potarga. Jeśli pieśń wasza zakląć ma wraże pioruny, Nie żyły, ale cienie traktujcie jak struny. A więc marsz - Brać pochodnie, żagwie i łuczywa!...Śmieszny jest, komu durnej wyobraźni zbywa. Równać krok – prawdy wielkiej wszak nic nie odmieni: Ognisk sto Zrodzi wkrótce sto tysięcy cieni!”

Sto tysięcy cieni?... Uprzytomniłem sobie kilka spraw, kilka wyobraziłem – i tak urodził się pomysł na „Pochód Prometeuszy”.

 

a. jazłowiecka - człowiek to tylko.jpg 

KaJ


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

SIT TIBI TERRA LEVIS, TADZIU!

czwartek, 13 marca 2014 21:38

Tadeusz Sonik odszedł do lepszego ze światów 10. marca bieżącego (2014) roku, przeżywszy 67 lat.

Razem chodziliśmy do szkoły podstawowej, będąc później przez całe dziesięciolecia dobrymi kumplami. Znałem go jako człowieka z błyskotliwą wyobraźnią i nie byle jakim poczuciem humoru – co ceniłem w nim najbardziej.

 

Sonik Tadeusz.jpg

Ponieważ byliśmy równolatkami i mieszkaliśmy w tym samym mieście, to i nic dziwnego, że często nasze losy się splatały. Dużo było tych splotów, ale najbardziej utkwił mi w pamięci epizod „solidarnościowy”.

Pracowaliśmy wówczas obaj w namysłowskim „pegiekaiemie” – z tym, że ja byłem tam zaopatrzeniowcem, a Tadek dyrektorem Firmy. I wtedy, raczej nieoczekiwanie, zostałem szefem zakładowej „Solidarności”, co komfortu raczej w niczym nie przydawało, a wręcz przeciwnie, takie bowiem były czasy. Tadek udostępnił mi kawałek ściany na korytarzu Firmy – utworzyłem tam rodzaj gazetki na której zamieszczałem wycinki prasowe, pisma, wszelakiej maści i swoje rysunki, którymi komentowałem nieustannie zmieniającą się polską rzeczywistość.

Jeden z takich rysunków był swego rodzaju odpowiedzią na „List otwarty” namysłowskich zbowidowców – na rysunku widniał długi stół pokryty zielonym płótnem, za stołem siedziało spore grono leciwych już osobników, a w tzw. dymkach umieściłem napisy: chcieliśmy, mieliśmy, byliśmy, biliśmy, służyliśmy etc. Z przodu był napis dużymi, czerwonymi literami: Gdzie są chłopcy z tamtych lat?

 

gdzie są chłopcy z tamtych lat.jpg

 

Hyr poszedł po mieście, to i przychodzili ludzie pooglądać, porobić zdjęć trochę… A Tadka „poproszono” do tutejszego Białego Domu. Po powrocie zawołał mnie do swojego gabinetu i rozłożył przede mną spory plik plakacików szkalujących „Solidarność” – skinął brodą w stronę owych bohomazów i zapytał: I co, Kazik, machniom? Ja swoich nie wywieszę, a ty ściągniesz te swoje, co?

- No nie bardzo – odpowiedziałem. - Z tydzień powisieć obrazek musi. A swoich może lepiej nie wieszaj, bo zrobi się zadyma jakich mało.

Tadek nie wywiesił krwiożerczych ramot, a ja po tygodniu zdjąłem „chłopców z tamtych lat”. Okazało się, że na tym obrazkowy problem się nie skończył… Pewnego dnia, wychodząc po pracy do domu, zgarnąłem z biurka kilka dokumentów, ale nie chciało mi się już otwierać szuflady, to wrzuciłem do niej papierzyska przez szczelinę. Następnego dnia otworzyłem szufladę i ze zdziwieniem zauważyłem, iż dokumenty, które wrzuciłem przez szczelinę, nie leżą na wierzchu, ale pod linijką i kilkoma sporej wielkości mazakami. Nigdy nie narzekałem na brak wyobraźni, to sobie powód „cudu z dokumentami” natychmiast wydedukowałem. Wygarnąłem z szuflady spory plik rysunków i między swoimi znalazłem kilka cudzych, „antypaństwowych”, skserowanych i podrasowanych mazakami tak jak ja to robiłem. Wydłubałem owe „trujące rodzynki” i dałem je kumplowi - zaopatrzeniowcowi Antkowi, prosząc go, żeby jak najszybciej zszedł do kotłowni i wszystkie spalił. Swoje rysunki na powrót wrzuciłem do szuflady, na nie dokumenty, linijkę i mazaki -  i wyszedłem na korytarz. Po chwili pojawiło się dwóch typków prowadzących jako świadka mojego dyrektora, Tadka Sonika. Typki nerwowo przeglądały rysunki w te i wewte, oczywiście bezskutecznie. Wyszli, rzucając na mnie mordercze spojrzenia.

 

solidarność zgkim.jpg

 

Kiedy ogłoszono stan wojenny kazano mi zdać wszystko co dotyczyło „Solidarności”, a długą listę potwierdził świadek przekazania dokumentów i pieczęci Tadek Sonik (listę zachowałem do dnia dzisiejszego). Dwa, czy może trzy dni później wieść gminna zaczęła uparcie twierdzić, że to Tadek wybronił mnie przed internowaniem.

 

 

który cycek dla Namysłowa.jpg

 

Historia wspomnianego rysunku ma ciąg dalszy, ale go pomijam, bowiem już nie dotyczy Tadeusza.

Obaj interesowaliśmy się „dietą optymalną” doktora Kwaśniewskiego, albowiem obaj mieliśmy ze zdrowiem „nietęgawo” i obaj wierzyliśmy w cudowne uzdrowienia. Nie spełniły się nasze oczekiwania, ale chociaż mieliśmy o czym pogadać podczas spotkań na osiedlu – ściślej: pogadać to zwłaszcza On miał o czym, bo wiedział o diecie optymalnej dużo więcej niż ja.

Ceremonia pogrzebowa odbyła się 13. marca w Kaplicyna Starym Cmentarzu w Namysłowie (tym przy ul. Jana Pawła II). Spoczywaj w Pokoju, Tadziu – sit tibi terra levis!

 

Kazimierz Jakubowski


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

RAZ W MARCU JEST TAKI DZIEŃ

czwartek, 06 marca 2014 19:29

(A powinien bywać częściej)

 

Oczywiście, mam na myśli 8. marca, czyli Międzynarodowy Dzień Kobiet. Ale to nie jest wynalazek naszych czasów. Za pierwowzór Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością. Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia.

Współczesne coroczne święto obchodzone 8 marca jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet ustanowione zostało w 1910 roku. W Polsce Dzień Kobiet obchodzony był na szeroką skalę do 1993 roku. Pamiętam lata kiedy tego dnia przedstawicielki piękniejszej połowy świata otrzymywały po nieśmiertelnym goździku (czasami po trzy!), a poza tym takie dobra materialne jak rajstopy, ręcznik, ścierka, mydło… albo kawa – a potem stały bidule w kolejce, aby otrzymanie daru potwierdzić własnoręcznym podpisem. A za to mogły poczytać artykuły prasowe z genialnym tytułami: „Kobiety w szeregach ORMO podejmują zobowiązania dla uczczenia swego święta", „Tysiące kobiet stają w szeregach przodowników pracy", „Kobiety uczczą swoje święto wzmożonym współzawodnictwem pracy"...

Na szczęście mamy to już za sobą – oczywiście mam na myśli taką formę świętowania, a nie święto jako takie. Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzony jest  w wielu krajach, bo to się kobietom należy – i niech tak zostanie, ja jestem za! I dlatego śpieszę ze stosownymi życzeniami

 

raz w marcu jest taki dzien.jpg 

Radości, miłości, przyjemności,
Małych odległości, przydatnych umiejętności,
Skuteczności, wydajności,

Wszelkiej pomyślności …

Dzisiaj Dzień Kobiet więc „cycki w górę”

I odrzuć z twarzy gradową chmurę,

Z okazji tego dnia szczególnego
Życzę wszystkiego najlepszego,
A więc: miłości zewsząd, zawsze i o każdej porze
Spełnienia wszystkich marzeń

Zarówno tych malutkich, jak i tych troszkę większych.

Bo świat bez kobiet byłby

Zupełnie bez sensu!

 

Pod życzeniami składam wiązankę stosownych piosenek (i sympatycznych rysunków Andrzeliki Jazłowieckiej, Kazimierza A. Drapiewskiego i Marcina Pasiecznika) – wystarczy tylko kliknąć w odpowiedni link - najlepiej we wszystkie linki po kolei, a będzie chyba bardziej sympatycznie niż gdybym przytaszczył wiąchę goździków.  

·       Lubię (grafiki Andrzeliki)

http://youtu.be/xpOCcryMAzI

·       Mylisz, że to wzruszenie (grafiki Andrzeliki)

http://youtu.be/xdFgoXZOafE

·       Twój Romeo (grafiki Andrzeliki)

http://youtu.be/wroJm_bQMSk

·       Kobieto polska (Grafiki Marcina)

http://youtu.be/dofy2SSI6rU

·       Tak naprawdę to mnie nigdy nie kochałaś (Grafiki Marcina)

http://youtu.be/JkuZmmcOazQ

·       Zapamiętaj to dobrze, Kobito! (Grafiki Marcina)

http://youtu.be/HE7Azg_cfLA

·       Sanczo, zbroję (Utkane ze świtu grafiki Kazimierza D.)

http://youtu.be/hG0MSJVowO8

 

Kazimierz J.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

MOŻNA PRÓBOWAĆ ZASTĄPIĆ MACIORĄ ODYŃCA - ALE JAK SIĘ TO SKOŃCZY?

poniedziałek, 03 marca 2014 9:20

Ciocia Zosia oglądała kanał czyli telewizję, a tam dwie Gosie. Uśmiechnięta i przeszczęśliwa pierwsza Gosia mówiła, że jak dla tej drugiej suknię szyła, ślubną białą suknię i jaki to miała stres, bo na Gosię nr 2 przecież wszystkie brukowce i cała ogłupiała część narodu patrzeć będzie. Tu Ciocia Zosia postanowiła stanąć po stronie tradycji i zauważyła, że biała suknia jest symbolem czystości - dziewictwa i przynależy się jedynie takowym pannom młodym. Tymczasem Gochna z TV, to czterdziestoletnie celebrycisko - aktorzysko! Szołbiznesu klacz i jak gawariła Ciocia Zosia, jej wianek przedziurawion jak polskie drogi, nawet krajowe, po zimie. Innymi słowy, w tym kominie, wielu kominiarzy sadzę zdzierało!

 

mk-polemiki.jpg

 

Czemu piszę o drogach krajowych? Ano bo, jeśli nawet, zakładając, że one budowane z lepszego materiału, to i tak mróz, sól, woda, TIR-y, robią swoje. Taka celebrycha - aktorzycha, jeśli ona nawet, z racji środowiska, w którym sie obraca (jest obracana), jest wytrzymalsza na zużywanie się dziewictwa, to i tak ono jest w stanie karykaturalnym.

Tu przyszło mi do głowy, że ona może być ewenement i z tego gatunku ludzi, co to mają żyć w przyszłości 150 lat. Taki człowiek rzekomo narodził się już w 2012 roku. No ale Gochna mogła być prototyp, jak Kargulowa locha prototypem odyńca była! Jest więc możliwe, że ludzie dziewictwo spokojnie nosić będą do czterdziestki, a potem dopiero zaryczą.

Gosia mogła też należeć do parafialnego stowarzyszenia „Do ślubu nie daję". A tych jak kot nasrał po całej Najjaśniejszej, albo padła ofiarą kampanii społecznej „Nie czytasz, nie sypiam z tobą". Faktycznie trzymając się tej zasady, w Polsce można pozostać prawiczkiem czy dziewicą do końca żywota. Ciocia Zosia przełączyła kanał. W drugim kanale kolejna Gosia udowadniała, że kobieta to mężczyzna. Tą i tamtą Gosiunię, łączyło to, że obie pracowały na planie dobranocek dla dorosłych, które zowią się serialami „opiniotwórczymi". Nadawane są po dziennikach, w porze największej oglądalności, kiedy rozum zaczyna zasypiać.

Schodzę na bliższą ziemię, a tu Wuj Stach ma znajomą Gosię, która popadła w uzależnienie od sekty biznesowo - handlowej, czyli opycha naiwnemu babskiemu ludowi kosmetyki i płyny do wszelkiej czystości, a sekta jest na zasadzie piramidki. Fajne dziewczę było, ale dla tej sekty zaczyna łbisko zadzierać, jak żyrafa za ostatnia akacją na sawannie.

Zaniedbuję pracę właściwą i nawet - Oł Dżizu! - eta była rasowa dewota, a tiepier szkaplerz kuda to w staniku, a różaniec z różanego drzewa, od samego Santo Subito, gdzieś w dolnej szufladzie, pod dokumentami z sekty biznesowej. To mnie jebło we łeb, bo i ja znaju Margaret od gara elektrycznego, za cztery koła, co ugotuje jak tylko i co tylko pomyślisz! I faktycznie! Nachalność owej Gosi, te zmiany w sposobie bycia, znamionujące przynależność do biznes sekty.

A co Gosiszcza mają ze sobą wspólnego? No to, że obie są nauczycielkami i zamiast wykładać swoje przedmioty lub rozczytywać maładioż w knigach K. Jakubowskiego lubo Cz. Kosturek czy Kacy Ewy, to na lekcjach nierzadko 45 minut zachwalają strony internetowe swych sekt, pokazują młodzieży katalogi i przyjmują zamówienia. Ja razgawariwał s nimi ab etam i ane gawarjat szto diengi za rabotu w szkole są marne i one muszą dorabiać.

Młodzież chętniej wziewa zapachy niż mugolską wiedzę. Znam jeszcze jedną Gosieńkę! Ta z natchnieniem siłaczki zaiwania na naprawdę trudnym odcinku edukacji. Może kiejś pozwoli mi opisać swoje dzieło?! Tymczasem nie, bo to byłaby szósta Gosia, a eta cyfra Lucypera! Ja Mastier pozwoliłem przyjrzeć się onym Margaretom i wyszło mi z badania ich miednic, każdy ginekolog to potwierdzi! - to jak leśnik liczy słoje na pniu drzewa i wie! No więc panie ministrze gospodarki! Tu domiar sie należy. Bykowe wystawić! Dodam jeszcze, że można próbować zastąpić maciorą odyńca, ale jak się to kończy, to polecam dzieło „Nie ma mocnych"!

 

Witam wszystkich w marcu i polecam wam siebie samych i bliźnich. Nie czyńcie sobie Iodów, a szukajcie ciepłej kobiecości w sobie i sypiąc na głowy popioły, dumajcie o wspieraniu się, o dobrych myślach, dobrych słowach. Mówią, że miłość naprawdę istnieje, więc szukajmy jej. Zdrówka.

 

m.k.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 297  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52297