Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


PISZĘ, BO LUBIĘ CZASEM PRZYWALIĆ W AUTORYTETY

niedziela, 28 kwietnia 2013 9:59

 

(Prawie „Mechaniczna pomarańcza” ale przepis na ciasto z polskimi owocami)

 

Piszę, bo ljublju pisat’ i rasskazywat’ kiej mam taką potrzebę, zwłaszcza gdy mogę przykurwiszczyć w autorytety, profesurę, ich wielejebności etc. oraz powyzłośliwiać się na temat grzechów, norm moralnych, zasad etycznych, tak zwanego współżycia społecznego i współżycia seksualnego - po prostu kpię z cnót wszelkich i wszelakich. Interesuje mnie co kto pisze, a nie czy to jest po polskiemu, zgodnie ze składnią i inszymi zasadami piesowniji tak zwanej. Tem niech się przejmują poloniści i literaty oraz krytyki wszelcy. No i niech im się nie podoba i załamują ręce i strzępią se jęzory, a ja powiadam - Hier im prasto w rzopu! I od siebie dodam hemoroidy, kolonoskopie, lewatywę i wszelkie inne forsowne działanie ku rozszerzeniu odbytu, skoro na głowę wpłynąć nie idzie!

Nie cierpię i jestem antypisistą, antyklerykałem i antymoherem oraz antyradjomaryjny okrutnie, a eta patamu szto uważam, że klerykalizm katolicki, moheria i piśiści jak radiomaryjmaniacy są przeszkodą w wolności słowa i wszelkiego twórstwa, jak i wszelkiej wolności i parciu ku nowoczesności i postępowi. Powiem szczerze, te elementy, które wymieniłem nie powinny mieć miejsca, według mnie, we współczesnej dwudziestopierwszowiecznej Polsce. Dlatego będę zwalczał to pókim żyw!

Z okazji drugiego i trzeciego maja napiszę, że nie cierpię i jestem antypatriotą i antykombatantem. Bo, qrwa, im dalej od wojny, tym wszelkiego rodzaju patriotów i kombatantów coraz więcej. Pleni się to jak mrówki w ogródku. Dla mnie też to co wymieniłem to szerzenie wszelkich nakazów, zakazów, autorytetów i narzucanie bohaterów, którzy jako politycy i wojskowi raczej bohaterami dla mnie nie są. Zawsze patrioci i kombatanci przedstawiają tylko jedną stronę ich działalności, typowo „po Dulsku” zamiatając pod dywan przemilczenia ich często bandyckie poglądy i postępki.

Środowisko moherowo-klerykalno-patriotyczno-kombatanckie zwalcza to, co mi najdroższe czyli komunizm, ruch robotniczy i świetlaną prawdę o czasach PRL. Dlatego skoszarowałbym je w jakichś obozach pracy i od rana powinni śpiewać przy pracy międzynarodówkę, marsyliankę czy czerwony sztandar. Ubolewam, że nie ma dziś żadnej odpowiedzialnej partii, o ideałach robotniczych i socjalistycznych, aby mogli na nią głosować ludzie pracy wyzyskiwanej i która reprezentowałaby ich interesy w sejmie, bo jak robotnik dziś głosuje na partię kapitalistycznego cwaniactwa i wyzysku, lubo na klerykalno-faszystowskią, to dla mnie to jest normalna antysocjalistyczna groza. Dlatego klaso robotnicza myśl i szukaj lub stwórz swoje przedstawicielstwo. A na pierwszego maja wywieście czerwone flagi w oknach na znak waszych łez i krwi przelanych u kapitalistów oraz nerwów popsutych, zamienionych na wszelkie choroby cywilizacyjne! Niech żyje nam Proletariacki stan! Tiepier budiet tekst, który kiedyś napisałem, a który genialnie ilustruje, eto wsio szto ja dumał aba wsiech kotoryje mówią mi, co i jak mam pisać, i o czym oczywista rzecz a o kim nie.

 

Oceniasz mnie bo tak cię nauczono

I myśleć wolno zakazano

A ja jestem buntem

Twoim zaprzeczeniem

Porównujesz mnie do jadów

Którymim nasączony

Ja to sława multikopulacji

Wsadzasz mnie pomiędzy regały norm

Jam nie do poukładania

Próbujesz mnie opisać

Chaosem jestem więc nie do opisania

Ja otrząsam się z twych plwocin

Wyciągamy niby do siebie dłonie

Niby też rozmawiamy

Nie zrozumiemy się nigdy

Człowiek sięga poza wszelkie ramy

Mój tylko rozum to rzeka

Co nie wpada do żadnego morza

A ile ma delt

Swoich wodospadów sam nie zgłębię

Ich pienistych wód sam nie doścignę

A ty chcesz mnie pojąc sobą

W skurcz twego jadu skrzywić

Moja dusza to wszechświat

Ciągłe czarne dziury wysysają

Gejzerzą komasują i rozrywają mnie

Wielki wybuch odrasta we mnie

W każdej milisekundzie

 

Ty?!

W trumnie żyjesz!

Więc, qrwa, trochę ciszy!

 

Na koniec dla załagodzenia i wyciągnięcia dłoni do dialogu międzystanowego proponuje jak mówią starzy rajfurzy przez żołądek do piersi i łona nałożnicy, czyli przepis na proste

 

ROBOTNICZE CIASTO Z JABŁKAMI LUB RABARBAREM CZY INNYM OWOCEM.

12 łyżków mąki

12 łyżek cukru pudru

4 jaja

1 kostka margaryny

lub masła(burżuje)

4 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

aromat

1 kilogram drobnych owoców

Cukier puder do posypania

Połączyć mąkę, cukier, aromat, proszek

Wybić jajca i wlać rozpuszczony tłuszcz.

Dodać pokrojone owoce i wymieszać.

Wyłożyć na blaszkę posmarowaną tłuszczem i posypaną tartą bułką.

Piec 45 minut i posypać cukrem pudrem

Ciasto jest zajebiste, bo aktualnie pałaszuję je z koncernową kawą Nestle coś tam. Powodzenia, do pracy i potem na pochód! A moheriada i patrioty proszę nie zapomnieć o kotylionach i flagach biało-czerwonych, no i kościelno-papieskich, bo to Wasze święto też.

D.J Fyrfl!!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

MAJOWE „JABŁKA ZE SNU”

niedziela, 21 kwietnia 2013 15:42

 

 

Namysłowski Ośrodek Kultury i Klub Młodych Twórców „Wena”  zapraszają 4 maja na godzinę 17.00 do sali widowiskowej NOK, gdzie odbędzie się spotkanie z cyklu „Wena i Przyjaciele”. Będzie to wieczór autorski młodej poetki Bożeny Ciupy-Krewskiej, ale także recital duetu z Wrocławia: Hani Sosnowskiej (wokal) i Marcina Kowalskiego (wokal i gitara), oraz wystawa obrazów i grafik Andrzeliki Jazłowieckiej. Wszystko dziać się będzie pod wspólnym tytułem „Jabłka ze snu”. Wiersze, oprócz Bożeny recytować będzie Anastazja Wandrowska, oraz Poetki z „Weny” - Ewa Kaca, Marika Kołakowska, Sandra Pankiewicz i Ula Szuster

Jabłka ze snu… Tytuł jest sympatyczny – tym sympatyczniejszy, że delikatnie okrywa nie lada jakie treści. Szczerze mówiąc, oprócz oczywistych skojarzeń sadowniczych, bardzo kojarzy mi się z pełnym uroku, finezyjnym rysuneczkiem Mai Berezowskiej, która w niepowtarzalny sposób wychwalała urodę życia. Uważam, że może mi się tak kojarzyć, bo i rysunek znam, i przy tym jestem już wystarczająco dorosły.

 

 

Mieszkańcy Namysłowa i okolic znają już znakomicie wielu wspomnianych wykonawców, a tych , którym takiej wiedzy nie dostaje z przyjemnością informuję:

 

Bożena Ciupa-Krewska jest osobą w równym stopniu skromną, co utalentowaną. Pisze wiersze od zawsze. Zaistniała już w internetowej grupie E-literaci, a także w magazynie „Kontury", na stronie autorskiej http://poezja-bozeny-ciupa-krewskiej.manifo.com/. Bożena dostrzega to, co uwadze innych umyka i notuje wierszami, które można znaleźć nie tylko w internetowej szufladzie ale i w dwóch tomikach: „Partita na trzy wiersze" (debiut - kwiecień 2012 r.), oraz „Noc jednorożca" (sierpień 2012 r.), których jest jedną z trzech współautorów. Należy do Klubu Młodych Twórców „Wena" w Namysłowie oraz do SAP (oddział Żyrardów–Warszawa). Umiłowała wolność słów i myśli. Bardzo ceni twórczość Zbigniewa Herberta. Przy tym nieustannie poszukuje swojego miejsca na ziemi, chociaż jestem przekonany, że swoje miejsce już odnalazła. Data 11 grudnia 2012 roku i jest dla Bożeny ważna w dwójnasób, bowiem tego dnia (oprócz konkursowego dyplomu i nagród) oficjalnie wręczono jej legitymację SAP (Stowarzyszenia Autorów Polskich).

 

Hanna Sosnowska - Edukację muzyczną rozpoczęła w Szkole Muzycznej I stopnia w swoim rodzinnym mieście, Działdowie. Wybranym przez nią instrumentem była gitara klasyczna. Po ukończeniu szkoły w rekordowym czasie dwóch lat, kontynuowała naukę w Olsztynie, w tamtejszej Szkole Muzycznej II stopnia. Wtedy zaczęła intensywnie interesować się śpiewem, który do tej pory praktykowała w chórach i zespołach wokalnych. Po ukończeniu liceum podjęła studia muzykoterapeutyczne we wrocławskiej Akademii Muzycznej. Ponieważ w trakcie studiów wzrastało jej zainteresowanie śpiewem – postanowiła kształcić się w szkole muzycznej II stopnia na Wydziale Wokalnym. Wkrótce została studentką wokalistyki w Akademii Muzycznej, w klasie prof. Piotra Łykowskiego. Szerokie zainteresowania Hanny pozwoliły jej zdobyć doświadczenie zarówno jako gitarzystki, chórzystki i wokalistki, jak i organizatorki koncertów na potrzeby wrocławskich placówek szkolno-wychowawczych i szpitali. Zaś odbyte w ramach studiów praktyki nauczyły ją wrażliwości na potrzeby odbiorcy. Dzięki tej umiejętności, koncerty z jej udziałem są dla słuchacza przeżyciem niecodziennym.

 

Marcin Kowalski - Grę na gitarze początkowo rozwijał w pierwszym i drugim stopniu Państwowej Szkoły Muzycznej im. F. Chopina w Olsztynie, kontynuował w Akademii Muzycznej im. F. Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Po  otrzymaniu dyplomu ukończenia szkoły postanowił spełnić swe marzenie i udał się w długą podróż do Hiszpanii, ojczyzny gitary i sztuki flamenco. Tam rozwijał swój warsztat akompaniując tancerkom w szkole tańca flamenco oraz studiował źródła bibliograficzne i multimedialne sztuki flamenco. Do Polski powrócił z grubym kajetem zapisków, nowymi umiejętnościami oraz wielką inspiracją. Rozpoczął studia w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie wybitnego polskiego gitarzysty - Krzysztofa Pełecha. Brał udział w kursach mistrzowskich, gdzie mógł doskonalić swą grę wśród światowych sław gitary, m.in. Jorge Cardoso, Jorge Morel. Styl gry Marcina Kowalskiego oparty jest na szkole klasycznej, jednak zdobyte doświadczenia i umiejętności pozwalają mu na swobodne łączenie tej techniki z elementami muzyki latynoskiej oraz rozrywkowej. Często powraca do czystej klasyki, gdyż jego zdaniem właściwie interpretowana muzyka poważna pełna jest szlachetności i elegancji. Oprócz gry na gitarze Marcin zajmuje się także śpiewem klasycznym, recytacją oraz grą aktorską.

 

Anastazja Wandrowska - Ma 19 lat. Interesuje się literaturą współczesną. Wprawdzie największą jej pasją jest malarstwo jednak w swoim życiu zawsze znajduje miejsce na poezję. Często uczestniczy w konkursach recytatorskich, odnosząc sukcesy na szczeblach gminnych i powiatowych.

 

Sandra Pankiewicz – studiuje ekonomię. Ten kierunek studiów miał być wyzwaniem dla duszy humanisty, bo w stresującej codzienności trzeba mieć jakieś odskocznie – i Sandra takie ma: jedną jest śpiewanie, drugą pisanie wierszy. Obie formy aktywności pozwalają się Sandrze uwolnić od negatywnych emocji, oczyścić wewnętrznie i nabrać dystansu do samej siebie. Powiada, że poezja interesowała ją zawsze, a przygoda z Weną rozpoczęła się mniej więcej 8 lat temu - dzisiaj nie umiałaby żyć bez pisania i bez Weny. W takim przekonaniu podtrzymuje ją Ville Wallo, twierdzący, że pisanie to „rozmowa z samym sobą, poukładanie sobie różnych rzeczy, gdy czasy są ciężkie i nie ma rozwiązania A czy B. To rachunek sumienia, rachunek zdolności do życia, a także rachunek miłości do ludzi, na których ci zależy. Jest całkowicie obojętne, czy jesteśmy kimś znacznym, czy nie; ważne jest to, czy jesteśmy ludźmi”.

 

Kołakowska Marika - jest uczennicą I LO w Namysłowie. Inspiruje ją cały świat - zarówno przyroda jak i zachowanie ludzi. Do pisania własnych utworów zachęciły ją wiersze Tadeusza Różewicza. Nie mówi dużo i nie okazuje emocji, lecz wiele spostrzeżeń utrwala na papierze jako niewypowiedziane ale zapisane słowa. Muzyka jest dla niej czymś więcej niż tlenem. Nie jest absolwentką szkoły muzycznej, ale często śpiewa i grywa na gitarze.

 

Ula Szuster – jest uczennicą namysłowskiego Ogólniaka, interesuje się przede wszystkim muzyką, skończyła szkołę muzyczną I stopnia (pianino), dużo śpiewa, lubi psychologię i wnikanie w ludzkie umysły, ponieważ nieustająco są dla niej wyzwaniem. Poezją interesuje się od niedawna – mówi, że wstąpieniem do WENY chce trochę otworzyć się na świat.

 

Ewa Kaca – urodziła się w1968 roku w Namysłowie. Do „Weny” należy od 1995 roku, a więc od początku istnienia Klubu Młodych Twórców. Wydała zeszyt poetycki zatytułowany „Wiersze" oraz tomik poezji „Bez skargi i pieśni". Jest laureatką Turnieju Jednego Wiersza „O laur Kosmicznego Koperka" (Nowa Ruda, 1996), Konkursu Poetyckiego „O złote cygaro Wilhelma" (Czerwionka - Leszczyny, 1998), „Krajobrazów Słowa” (Kędzierzyn-Koźle, 1998), Konkursu Literackiego Tygodnika „Konkrety" (Legnica 1998), Konkursu Poetyckiego „O dzban czarnoleskiego miodu" (Czarnolas, 1998, 2000, 2001, 2003), „Jesiennej Chryzantemy" (Płock 2000), Konkursu literackiego im. L. Maliszewskiego (Ostrołęka 1998, 2000), a także konkursu poetyckiego „Z nurtem Wkry" - osobno za wiersz o tematyce religijnej i osobno za cały zestaw wierszy (Strzegowo 2000), konkursu „Szukamy talentów z prowincji" (Wąglany - Białaczów 1999), „Tyskiego Lata Poetyckiego" (Tychy 2001), konkursu „O nagrodę Z. Bukowskiego (Przywidz 2000), Turnieju Jednego Wiersza „O Laur X Międzynarodowego Najazdu Poetów" (Brzeg 1999), Konkursu Poezji „O ludzką twarz człowieka" (Krośnice 2000), „O laur jabłoni " (Grójec 2003), Konkursu Literackiego Uniwersytetu Gdańskiego (Gdańsk 2002) – w tym przypadku laury przypadły Ewie za prozę. Ewa była wielokrotnie wyróżniana publikacją swoich utworów w antologiach pokonkursowych.

 

Andrzelika Jazłowiecka - raczej nie pisuje, ale za to dużo rysuje i maluje. Studiowała wychowanie plastyczne i pedagogikę oświatowo–artystyczną. Interesują ją sztuki piękne, zwłaszcza malarstwo, grafika i sztuki użytkowe, ale pasjonuje się również historią sztuki i literaturą (zwłaszcza obyczajową). W swoim malarstwie rzeczywistość interpretuje w sposób bardzo subiektywny, osobisty, bez względu na to, czy jej twórcze pasje zyskują aprobatę krytyki, czy nie. Powiada, że owa wykreowana rzeczywistość bywa często nie tylko azylem dla jej tęsknot i marzeń, ale także bramą do innych światów, którym chce ofiarować wszystko co jest w życiu najistotniejsze - i to jest właśnie  najsilniejszą motywacją jej artystycznych starań. Sporo prac Andrzeliki zawierają publikacje KMT Wena.

 

 

Kazimierz Jakubowski


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

ZYSK ZA WSZELKĄ CENĘ

niedziela, 21 kwietnia 2013 15:29
 
																Notki w bloku na boku!

Polo Market. Kasa przy stoisku alkoholowym. Żadna inna nie jest czynna, więc wszyscy klienci
idą tam. Klientka przede mną pyta o reklamówkę. Ekspedientka odpowiada: Niestety dziś
mamy tylko te droższe za 44 grosze. Byłem w tym markecie ze dwa dni wcześniej i śpiewka
była ta sama. Przypuszczam, że na ekspedientce wymusza ją kierownictwo marketu.
Po prostu chciwość i chęć zysku za wszelką cenę. Jesteśmy społeczeństwem bardzo biednym
i z każdym groszem musimy się liczyć, dlatego takie praktyki trzeba wyłapywać i piętnować.

 

WIELKA SOBOTA

to czas spełnionych życzeń, więc spokój dopadł mnie. Postanowiliśmy w gronie rodzinnym obejrzeć film pt. Last chance Harvey, nie wiedzieć czemu po polsku nazwanego Po prostu miłość. Teoretycznie to kolejny film o tym, że bzykanie może dopaść nas wszędzie, w tym wypadku na Heathrow. Jak się dobrze postaramy, to przerodzi sie to w regularne bzykanie, czyli związek, co też określane bywa jako miłość. Film mówi też o tym jednak, że bzykanie regularne czyli związek, to zawsze spotkanie dwóch przeciwności i nawet bzykanie nie jest w stanie na cale życie złączyć tych przeciwności w tak zwane szczęście, czyli dozgonne zrozumienie i w efekcie wspólny sen. W filmie jak to u Amerykanów - był happy and, ale ja myślę, że przyszłość mają wieloosobowe związki i to otwarte.

 

SOBOTNI SPOKÓJ

postanowiłem trochę podekscytować i wieczór zakończyłem oglądaniem klasyki kina akcji, czyli filmem 16 przecznic z Brucem Willisem i Dawidem Morsem. Film jest po prostu świetny. Dla mnie najważniejsze że bez gadżeciarstwa i naturalny. Świetne dialogi i wartka akcja do samego końca oraz Willis…  świetny po prostu. Gorąco polecam, bo to inteligentne kino i dające siłę!

 

W NIEDZIELĘ WIELKANOCNĄ

kontynuowałem spokój świąt w gronie rodzinnym, co w warunkach katolicko-polskich oznacza oglądanie telewizji, ale za to nie wypiłem kropli alkoholu i nikogo nie skatowałem, co jest złamaniem ewidentnym tej tradycji. No to obejrzeliśmy tak zwane kino autorskie, czyli film Jodie Foster - Mały geniusz Tate. To jest bardzo dobre kino autorskie. Film jest o tym, że w Ameryce, jeśli ktoś jest ponadprzeciętny, to zaraz znajdą się macherzy, którzy za wszelką cenę chcą zbić na nim kasę, pozbawiając go dzieciństwa i rodziny, dlatego rodzice musza być czujni. W Polsce rodzice nie byli czujni i pozwolili bandytom z ministerstwa edukacji ukraść dzieciństwo ich dzieciom. Zmuszenie sześciolatków do pójścia do szkoły, to działanie zbrodnicze, mające cechy ludobójstwa, bo efektem tego będą nerwice, psychozy i nowotwory. Bohaterka grana przez Jodie Foster pokonała siebie i zrozumiała, że dzieciństwo jej syna jest najważniejsze i jej z nim relacje. Tutaj nie ma społeczeństwa i nie ma kto się przeciwstawić bestialstwu ministerstwa edukacji. Nie słyszałem też w Namysłowie jednego głosu sprzeciwu ze strony nauczycieli, czy rodziców. Konformizm i katolickość wychodzi, bo katolicyzm to wieczne chowanie Glowy kobyle pod ogon pełen smrodu i godzenie się z najdebilniejszymi nawet decyzjami doktorów i hierarchów, a tym samym z wszelkimi formami niszczenia psychiki i fizyczności własnych dzieci przez ministerialnych siepaczy.

 

SERDECZNIE DZIĘKUJĘ

za powiadomienie o wernisażu Pana Drapiewskiego. Z radością przybędę. Tymczasem spokojnie proponuję piąty akt wielkanocnego spokoju, czyli zaraz po kinie autorskim Jodie Foster spokojnie obejrzałem po raz kolejny film wybitny, czyli Symfonie życia z wspaniałą rola Richarda Dreyfusa. To film epopeja, akcja toczy się przez 30 lat od 1965 roku do 1995. Jest to historia nauczyciela, ktòry poświęcił życie dla młodzieży i temu jak do niej dotrzeć i interesująco wyłożyć przedmiot nauczania. Udało mu sie, czego na podstawie edukacji mojego syna nie mogę powiedzieć o wielu namysłowskich nauczycielach, córkach i synach marnotrawnych Komisji Edukacji Narodowej. Losy bohatera filmu przeplatane są dokumentalnymi wstawkami z najważniejszych wydarzeń dla świata i Stanów Zjednoczonych. Było też ujęcie tryumfującego Lecha Wałęsy - nadziei na wolność i szacunek dla wszystkich ludzi, dlatego tak boli kiedy on teraz szmaci się dla opcji religijnej, szmacąc mniejszości seksualne. Jeszcze jedna refleksja z tego filmu: nie wiadomo jak będziesz się starać, to zawsze ktoś będzie chciał zniszczyć twoje dzieło i twoje życie, ale też, jeśli ktoś odchodzi na emeryturę to przełożony niezależnie od różnic powinien umieć podać dłoń odchodzącemu.

 

 

CZWARTEGO KWIETNIA

odczytałem mail od Pana Kazimierza Jakubowskiego, że w Izbie Regionalnej nazajutrz jest wernisaż wystawy Pana Kazimierza Drapiewskiego. Byłem zaskoczony, bo gdzieś przegapiłem plakaty na ulicach Namysłowa, a one były. Poszedłem więc z wielką ochotą następnego dnia. Samo miejsce chyba nie najszczęśliwsze dla tego typu wystawy, bo czynne tylko w piątek przez sześć godzin, no i ciasne, czego efektem było, że nic z koncertu i słów autora nie słyszałem stojąc na korytarzu. Nie będę udawał, że znam się na jakimkolwiek malarstwie czy rysunku, to też odbierałem duszą. I bardzo mi się podobało, to co było dane moim oczom ujrzeć. Dla mnie ta szarość wynika z namysłowskich ulic, a szczególnie z ul. Reymonta. Tu szarość bloków i brud trawników, i ulicy poraża. Bardzo podobało mi się to światło wbijające się w szarość wszelkiej maści budynków, postaci i kościołów. Dla mnie, to jakby klucz, że dzisiejszemu człowiekowi, dzisiejszym kościołom, dzisiejszym religiom na nowo potrzebne jest światło uczciwości, roztropności, wolności i rozumu! Fajny jest ten obraz, gdzie człowieczek siedzi sobie, czy też drzemie na jakimś gzymsiku. Najpierw przypominało mi to Piotra Skrzyneckiego, który gdzieś zaniemógł po koncercie w piwnicy Pod Baranami, ale potem pomyślałem sobie, że tyczy się to każdego z nas, iż powinniśmy mieć kawałek swojego świata, w którym jesteśmy sobą, tacy jacy jesteśmy naprawdę w głębi serca, a co boimy ukazać się światu i czasami słusznie lepiej tego nie pokazywać, bo świat nie jest gotowy ciągle na wolność, czego doświadczyła obecna na wystawie Pani Okularczyk. Każdy artysta ukrywa coś istotnego przed oficjalnym światem w swoich dziełach. Tak myślę, że jest i z panem Drapiewskim. To co narysował jest piękne i warto było pójść do Izby Regionalnej. Wielką pracę wykonał i chwała mu, że jest ktoś taki między nami. Szkoda tylko, że nie można tego zobaczyć na co dzień, bo trudno pracującym ludziom dotrzeć tam w piątek od 10 do 16-tej. Może wodzowie namysłowskich szkół zorganizują chociaż wycieczki...

A na koniec ja we własnym słowie utkanym z kolorowych staników teściowych i nastolatek, a są takie i to tu w szarej namysłowskiej scholi.

 

Nie rozumiem czemu ludzie chcą sięgać gwiazd

Jeśli nawet z ich oczu widać wszystko

Być wiatrem to jest dopiero coś

Przenikać ludzi ich miłość czuć

Potem na plecach ponieść materię jej

Rwać muskać usta spragnione i ech

Strzępki zostawiać jej co wżera się

Huraganem wyrywać nienawiść z zatrutych czakr

Rozrzucić potem grzmotem ją

Gdzieś w samotnych niedostępnych wąwozach

Gdzie nie ma ludzkich serc i mózgów

Więc nie skażą się ponownie

Rozumiem być wiatrem bo to jest płonąć

W tańcu pogo z ogniem

Kruszyć skały i na urodzajną ziemię mleć je

Wreszcie z wodą zewrzeć się i gejzerem wrzeć

A na koniec osiąść na szesnastoletniej piersi

Jej sutek łakomy nadziei w perwersje ssać

Lecz nie myśl że wiatr to lubieżnik łasy Lolitek

On wie - piersi teściowych pragną tak samo

Wiatrów uniesień głaskań dłoni i to twoich

Tych na których żywioły dane przez wiatr osiadły

Razem ty Lolity teściowe wiatr to miłość

I znowu zabierze ją i poniesie wiatr

 

Mam trochę satysfakcji, bo parę osób przysłało mi wici, że podobał im się ostatni tekst z podróży do Kauflandu, a parę jest autentycznie oburzonych, zwłaszcza te ostatnie krytyki mnie cieszą i to "jak możesz pisać o smaku c..py!? A poza tym czytam ile wlezie i jakoś dzięki temu znoszę zimę wiosną, no i chodzę po tym lesie przy Skłodowskiej, a zimą on ci przepiękny i prawdziwie uspokajający. Jak Pan ściągnie, co ciekawego to niech Pan da znać, a zwłaszcza obejrzałbym taki film Szpieg według prozy Jochna le Carre! Pojawił już się Pokłosie na DVD, to powinien być już w sieci. Mnie cieszy też, że RPO zajął się moim zdaniem morderstwem Blidy Barbary i zastanawiam się czemu Miller i jego ludzie nie robią marszów i pikiet pod domami Ziobry i Karlusa, tak jak oni robią klaunadę na Krakowskim Przedmieściu, czy przed hacjendą Jaruzelskiego? Toż by nadało wyrazistości tej partii i stałą obecność w telewizjach, co przełożyło by się na glosy wyborców. Widziałbym też dobrze działającą młodzieżówkę lewicową dającą bobu podczas mszy i wykładów prawicowców. Na przykład wzorem Borata jak to ukazał Sasza Barone Cohen w Namysłowie można urządzić by pędzenie katabasa do Widawy w czasie festiwalu czochraj bobra! Borata polecam, jeśli Pan go jeszcze nie oglądał, to jedna z najbardziej odjechanych w stylu nieco monty pajtonowskim komedia ostatnich lat. Już będę kończył, poszperam za jakimś żarciem, czyli biorę się za naleśniki, ich przygotowanie! Zdrowia, jaj, humoru na resztę dnia i nocy życzę! A jeszcze jedno! Broniewskiego wiersze są niesamowite, zachęcam do nagrania ich kilku, bo Pan recytuje świetnie np. Robotnik, Zagłębie Dąbrowskie, Na śmierć rewolucjonisty czy Zabrze - dla Doroty na urodziny na przykład!

 

JANUSZ PALIKOT KRWAWEJ MONICE POWIEDZIAŁ

to, co ludzie nowocześni, uczciwi, światli i myślący wiedzą i nie próbują wałczyć z wiatrakami. SREDNIA INICJACJI SEKSUALNEJ TO 13 LAT! Trzeba cos z tym zrobić, czyli edukacja seksualna jest konieczna i dostęp do bezpłatnej antykoncepcji nastolatków oraz darmowe automaty z prezerwatywami pod każdą szkołą i lokalem rozrywkowym, a to wszystko można uzyskać likwidując naukę religii w szkołach czy zaprzestając dokładania do emerytur funkcjonariuszy wszelkich religii. Po prostu państwo w Europie musi być racjonalne. EUROPA TO NIE ZABOBON!

mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

DRUGIE MIEJSCE WYŚPIEWANE NA KOSTURKACH 2013

piątek, 05 kwietnia 2013 13:26

 

Studenci Wydziału Historyczno-Pedagogicznego zorganizowali już po raz trzeci Wojewódzki Przegląd Amatorskich Zespołów Artystycznych Seniorów, zatytułowany „KOSTURKI 2013”. W przeglądzie zaprezentowało się 11 zespołów, łącznie blisko 200 osób, w tym zespoły wokalne, taneczne i chóry z całego województwa opolskiego.

Warto wiedzieć, że wcześniejsze edycje cieszyły się wielkim zainteresowaniem, a że Ziemia Namysłowska w podobne zespoły nie jest uboga, to w tegorocznych Kosturkach uczestniczył istniejący przy Namysłowskim Ośrodku Kultury zespół „Namysłowianie” a także „Przeczowskie skowronki” (pod wodzą Zygmunta Hofbauera), oraz „Wilkowianie” (ze Zdzisławem Konefałem na czele).

Pierwszą nagrodę III Wojewódzkiego Przeglądu Amatorskich Zespołów Artystycznych Seniorów "Kosturki 2013” zdobył  zespół "Sen”, ze Strzelec Opolskich.

 

 

Drugie miejsce zajął zespół "Namysłowianie” z Namysłowa, a trzecie "Przeczowskie Skowronki” (z Przeczowa, jak nazwa wskazuje). Wyróżnienie przypadło grupie "Centavia” z Centawy.

 

 

Namysłowianie, to jest zespół emerytów, którym wigoru może pozazdrościć niejeden  młodzieniaszek. Tworzy go dwanaście osób: Michał Boczar, Janina Dominik (szefująca zespołowi), Stanisław Drozd, Jan Dumański, Zofia Jakubowska, Antonina Kuchtiak, Józef Komarnicki, Barbara Łącka, Halina Niciecka, Ryszard Radomiński (instruktor Namysłowskiego Ośrodka Kultury), Krystyna Sewina, oraz Stanisława Sulińska.

Na tegorocznych Kosturkach zaprezentowali oni pięć utworów:

  • „Siedemset lat” (z repertuaru nieistniejącej już Namysłowskiej Kapeli podwórkowej),
  • „Jest nas tylu i śpiewamy”,
  • „O dwunastej godzinie”,
  • „Husia-siusia”,
  • „Tylko we Lwowie”.

 

Gratulacje należą się „Namysłowianom” przede wszystkim za wyśpiewane II miejsce, ale także i za to, że utrzymali oni pozycję zdobytą w ubiegłym roku, co do najłatwiejszych wyczynów nie należało. Gratuluję Namysłowianom, Namysłowskiemu Ośrodkowi Kultury i instruktorowi NOK – Ryszardowi Radomińskiemu.

 

Osobiste moje gratulacje mają bardzo prywatny charakter, a dotyczą nieistniejącej Namysłowskiej Kapeli Podwórkowej „Bęc wuja w czoło”, której przypadkowo stałem się ojcem chrzestnym. To pięknie, że Namysłowianie śpiewają utwór wykonywany ongiś przez tę Kapelę, a już genialnym (moim zdaniem) pomysłem było użycie bębna Kapeli na którym widnieje napis: Bęc wuja w czoło! (członkowie Kapeli nazywali ten instrument tłukiem). Zdmuchnęli więc „Namysłowianie z „Kosturkowej” sceny sztampę, a wnieśli swoiste poczucie niezależności i humor.

Może warto iść taką drogą, a sięgając po teksty Namysłowskiej Kapeli Podwórkowej okazać szacunek nieżyjącym już jej członkom: Eugeniuszowi Perakowi, Markowi Frankowskiemu czy Tadeuszowi Kosteckiemu… Żywych niewielu już nam pozostało. Jeden z członków zespołu „Namysłowianie” grał przed laty w Kapeli podwórkowej; piszę o Józefie Komarnickim, który stał się swoistym łącznikiem między tym co było, a tym co przy Namysłowskim Ośrodku Kultury istnieje do dzisiaj.

Ale to jest moja, bardzo osobista refleksja.

 

Pamiętacie jeszcze pełne wigoru i specyficznego humoru piosenki z „Bęc wuja w czoło”?

Rzuc Pan groszem

700 lat

  

KaJ


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 357  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52357