Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


MIECZYSŁAW KOŁODKA: TAK SIĘ WYRASTA NA CZŁOWIEKA

sobota, 21 maja 2011 20:49

19 maja 2011 r. ukazało się opracowanie Mieczysława Kołodki „Tak wyrasta się na człowieka: szkice autobiograficzne”. Wydawcą jest „Namislavia”. Cena: 75 zł (w tym 5% VAT)

 

Do Czytelnika (fragment)

 

„Spisane będą czyny i rozmowy...”

Spisane wspomnienia są naprawdę tylko moje, bo widziane, słyszane, przeżyte przeze mnie. Zapisałem moje doświadczenia, moje błyski pamięci, gdyż nikt mi ich nie opowiadał, podpowiadał, uzupełniał, prostował. Bardzo o to zadbałem. Dlatego dosyć często, po długim namyśle pisałem: „nie wiem, nie pamiętam, może tak było lub mogło być”, bo czas wyrządził spore spustoszenie w pamięci. Uprzedzam też, że nie starałem się o zachowanie chronologii wydarzeń. Błyski pamięci, jak słusznie twierdzi pan prof. M. Głowiński, mają swoje prawa: „zwalniają z dążenia do konsekwencji, dopuszczają fragmentaryczność, a nawet motywują i zachęcają do różnorodności, nie dbając o chronologię wydarzeń”. Doświadczyłem, widziałem, słyszałem, dotknąłem, zapamiętałem i zapisywałem to, nie wszystko oczywiście, co tyczyło mego losu, mojej drogi życiowej, mojej kariery zawodowej. Wspomniałem tych ludzi, którzy byli ze mną związani i na mój los wpływali dobrze – źle, ale jakoś. W kilku miejscach siliłem się na bardziej ogólne refleksje w formie dygresji, jak w J. Słowackiego „Beniowskim”, choć to nie było takie łatwe i chyba niezbyt mi się udawało. Ale niech to oceni Czytelnik. Mam też wrażenie, że niektóre z opisanych sytuacji to „wyroby” z podłej gliny i czyste elukubracje. Ale przecież w dorodnym zbożu wyrasta często jakiś chwast, który nie zawsze szpeci łan, lecz go ozdabia, urozmaica, np. maki, chabry, kąkole, a na łące rumianki, kaczeńce, mlecze, stokrotki, a nawet wielkolistne łopiany i kwitnąca pokrzywa.

(…) W 1945 roku zatonęła zabużańska „Atlantyda” w wyniku repatriacji Polaków z ziem wschodnich na ziemie zachodnie (tu szczegóły pomijam). Zamarło prawie całkowicie polskie życie kulturalne, również społeczne, a zwłaszcza obyczajowe i religijne. To, co zostało, stanowi kroplę w oceanie rosyjsko-ukraińskiego żywiołu. Jestem jednym z tych Polaków ocalałych przed zatonięciem, który może i chce, choć częściowo, dla równowagi opisać tamten świat i ten, w którym po przeżyciu szesnastu lat tam, nadal żyję tu, na Opolszczyźnie. W. Broniewski, pisząc o sobie, bezwiednie i nieświadomie opisał lakonicznie, prawie dosłownie i moje życie, bowiem…

„Nie głaskało mnie życie po głowie,

nie pijałem ptasiego mleka –

no i dobrze, no i na zdrowie

tak wyrasta się na człowieka”.

 

Mieczysław Kołodka


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

POLIGON DLA KUKUŁEK-ŚMIECIAREK

sobota, 21 maja 2011 20:45

To jest, niestety, Namysłów!

Po lewej stronie lasek bardzo zaniedbany. Po prawej chaszcze żywcem wzięte z „Dnia tryfidów” Johna Wyndhama. W głąb terenów opanowanych przez zielsko prowadził ongiś betonowy dojazd do magazynów PGKiM - i jak na wieloletnią bezużyteczność „betonówka” owa prezentowała się przez wiele lat całkiem przyzwoicie. Cicho tu, spokojnie i czysto. Ale to były i są tylko pozory.

W rzeczywistości jest to rozległe dzikie wysypisko – taki poligon dla kukułek-śmieciarek i zamiataczy pod cudzy dywan. Przyjeżdżają tutaj ukradkiem z tonami gruzu i worami śmieci, po czym pozostawiają swoje prezenty. Niech sobie nieszczęsna Natura sama jakoś z tym radzi. Poradzi sobie, albo i nie – tak czy owak skutki takiej beztroski mogą się okazać opłakane.

Przedstawiam tylko kilka zdjęć. Wykonałem je idąc istniejącym do niedawna betonowym traktem. W międzyczasie na początek betonowego pasa wjechał samochód, wyszła z niego jakaś kobieta i ze sporym worem śmieci wpakowała się w zielsko, zostawiając tam to, co właśnie przywiozła. Spostrzegła mnie widać, bo pośpiesznie wróciła do swojego pojazdu – i odjechała. Bez wątpienia była to kukułka-śmieciarka. Bardzo żałowałem, że nie miałem teleobiektywu.

Czy naprawdę nie można takiemu procederowi zapobiec? A gdybyśmy tak wszyscy wzieli problem w swoje ręce?  Ponoć zawsze lepiej jest zapobiegać niż leczyć, a kukułki-śmieciarki wciąż działają, także na osiedlach - często pod naszym bokiem

 

Vide galeria: Poligon dla kukułek-śmieciarek (I i II)

 

Kaj


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ZAMIATANIE POD DYWAN, CZYLI: NOWE STARE WYSYPISKO

sobota, 21 maja 2011 20:42

 

To jest też Namysłów!

 

Na miejskie wysypisko śmieci przy ulicy Oławskiej przestano wywozić nieczystości ze dwadzieścia parę lat temu. Odjechały walce, ciągniki i inne ustrojstwa pracujące tam do tego czasu, odeszli ludzie – przedtem przysypano grubą warstwą ziemi to, cośmy „naprodukowali” i niech się Matka Natura sama z tym boryka, nikt jej nie będzie przeszkadzał. I Mamuśka zabrała się do pracy, litościwie okrywając wszelkie nasze paskudztwa zielenią, żeby było ciut ładniej.

Niestety, pomimo tablicy informującej, że jest to teren prywatny i grząskiego dojazdu wciąż są tam wywożone śmieci. Ukradkiem. A to jakieś fragmenty mebli i różnorakich urządzeń domowych, a to zwały szkła. Tego szkła jest chyba najwięcej, wyziera zewsząd, bo to i zza budynku dawnego biura, i spomiędzy krzaków… Jego ilość wskazuje na to, że swoje śmieci „zamiata tu pod dywan” jakaś firma dla której surowcem do produkcji jest właśnie szkło. A i ta grząskość oraz fetor bijący pod niebiosa pozwala podejrzewać, że ktoś tu sukcesywnie wylewa nieczystości płynne, zamiast je wywozić na oczyszczalnię ścieków.

Co z tego wszystkiego wynika? Ano, chyba nic, bo proceder trwa od dłuższego już czasu. Czy jest to zgodne z prawem? A jeśli jest to bezprawie, to czy ściga się „twórców” dzikich wysypisk?

 

Tuż za Namysłowem i tuż przed Ligotką, niedaleko od szosy znajduje się inne wysypisko śmieci – oczywiście jest to kolejne „dzikie wysypisko”. Pamiętam, że przed bardzo wieloma laty w niewielkim znajdującym się tam stawku można było łowić ryby. Później zaczęto przywozić tutaj śmieci. Różne. Wywożono nawet ażurowe resztki mikrogumy spod wykrojników fabryki obuwia.

            Kilka lat temu próbowano zapobiec teren uporządkować i gromadzono tam gałęzie i liście przeznaczone na kompost. Ale porządkowe plany zawiodły, bo prawdopodobnie pod osłoną nocy śmieci nadal były tutaj przywożone. I chociaż rzecz działa się tuż pod miastem, problemowi nie zaradzono. Być może zabrało właściwego nadzoru służb porządkowych, odpowiadających za taki stan rzeczy.

            Próby „porządkowania” zapewne są podejmowane nadal – wskazują na to ślady topienia w stawku różnych paskudztw i dymy unoszące się nad zwałem gałęzi. Moim zdaniem są to próby mało radykalne i dlatego mało skuteczne. Przypominają zamiatanie śmieci pod dywan. I mało eleganckie to jest – i niebezpieczne.          A mogłoby być pięknie.

 

            Za przejazdem kolejowym na drodze do Łączan też jest dzikie wysypisko – bardzo rozlegle i bardzo pozarastane zielskiem. Ale o nim opowiem w osobnym artykul, bowiem jest to swego rodzaju „poligon dla kukułek-śmieciarek”.

 

Żeby było sprawiedliwie dodam tutaj, że po serii artykułów o „zamiataniu pod dywan” i po staraniach służb miejskich, wspomniane wyżej dzikie wysypiska przestały się rozrastać w obłędnym tempie – ale, niestety, wciąż istnieją.

 

Vide galeria: Dzikie wysypiska, czyli zamiatanie pod dywan

Kaj


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

SPRAWIEDLIWOŚĆ NA SKRÓTY

sobota, 21 maja 2011 20:39

Pewien mój znajomy pracują­cy w budżetówce, dostał wypo­wiedzenie i wszystko wskazuje na to, że wkrótce zasili szeregi bezrobotnych. U źródeł owej sy­tuacji nie znajdują się bynajmniej sprawy związane z naruszeniem dyscypliny pracy, a raczej słaba kondycja finansowa całej naszej budżetówki. Ot, przyszło polece­nie: Macie zlikwido­wać tyle to a tyle etatów, bo forsy nie damy i już!

I już. Wprawdzie w rozwiązaniu umowy o pracę napisano, że chodzi o reorganizację, ale i tak prze­cież wiadomo, że cała reorgani­zacja wynika z przyczyn ekono­micznych.

Ponieważ ów znajomy wykonu­je szereg różnorakich prac niezbędnych do funkcjonowania jego zakładu pracy, a jest przy tym pracownikiem kompetentnym i dyspozycyjnym, toteż sporo pod­ległych i współpracujących ko­mórek zaprotestowało przeciwko takiemu stanowi rzeczy, a on sam otrzymał obietnicę dalszej pra­cy — chociaż może nie w tym samym miejscu i nie na tym stanowisku, ale przy tych samych mniej więcej obowiązkach.

Obiecać było łatwo, gorzej z dotrzymaniem słowa. A tu okres wypowiedzenia właśnie mija, na horyzoncie nędza, bo i czynsze, i uczące się dzieci, i opłaty różnorakie, i żywność nie najtańsza, a facet jest już dobrze po czterdziestce… Jego stan psychiczny pominę milczeniem.

- Ojtam ojtam, też mi mecyje! — zawoła ktoś. — Nie on jeden znalazł się w podobnej sytuacji. Takie są czasy i trzeba się do tego przy­zwyczaić!

Otóż nie, do jasnej cholery! Przyzwyczajenie się do zła jest niczyim innym, jak pogodzeniem się  z nim, zaakceptowaniem. Świadomość tego, że inni mają również źle albo i gorzej, ulgi nam nie powinna przynosić — i chyba nie przynosi, bo  ja się czuję z tym gorzej.

Ludzie, dlaczego zwolnienia z pracy mają być remedium na zakładowe troski i kłopoty? Zwalniać wszystkich, w czambuł, jak le­ci, bez koncepcji faktycznie po­zytywnej reorganizacji... Czy to jest jeszcze moda, czy już paranoja? Toż to jest łatwizna destrukcyjna, likwidująca nie tylko pracowników, ale i klientów.

Szanowni decydenci i geniusze od bezrobocia — to nie jest „piękna katastrofa", nie zatańczycie na gruzach. Nie można iść na skróty, omijając reguły sprawiedliwości proceduralnej. Przecież takie reguły są sformułowane w praktyce Sądu Najwyższego i Najwyższego Sądu Administracyjne­go:

  • jeśli ktoś działał w zaufaniu do prawidłowości informacji lub — co więcej — decyzji organu, nie może być z tego tytułu poszkodowany.
  • wszelkie niejasności czy wąt­pliwości dotyczące stanu fak­tycznego nie mogą się rozstrzy­gać na niekorzyść obywa­tela,
  • podejmowane przez administrację działania muszą się dać racjonalnie wyjaśnić okolicznościami konkretnego przypad­ku,                 
  • nie wolno kłamać, a danego przyrzeczenia trzeba dotrzy­mać.

No właśnie! Tego rodzaju za­sad jest więcej, ale poprzestanę tymczasem na naruszonych w sytuacji o której pisałem na początku. Co dalej? — zobaczymy i napiszemy, mając nadzieję, że garstka powyższych dywagacji przysłuży się w jakiejś mierze wszystkim tym, których sprawiedliwość ominęła idąc na skróty.     

Kaj


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

REFLEKSY I REFLEKSJE

sobota, 21 maja 2011 20:36

Chociaż jesteśmy już w UE, to podobno wciąż idziemy do Europy. Ale ja nie bę­dę się wygłupiał — przecież wcale z niej nie wychodziłem i jestem tam gdzie należy. Wczoraj sprawdziłem: satelitarna OK, radio OK, prasa jest taka jaką chcę, nawet bezpośrednio do Niemiec, Irlandii i do Francji się do­dzwoniłem. No to gdzie ja je­stem, w Chinach?

A gdyby nawet było inaczej, to kto ma tę pielgrzymkę do Ziemi Obiecanej poprowadzić? Ci plują­cy (i opluwani) gladiatorzy naszej demokracji? Kurczę, nie rozśmieszajcie mnie …

Przykład z ustawą antyabor­cyjną. Tyle dni i nocy temat nie schodził z anten — i co? Tyle dyskusji i sporów, a ledwie restrykcyjne przepisy dotyczące aborcji zostały opublikowane, bach! — anons w gazecie o bez­płatnych aborcjach w Czechach. Turystyka Aborcyjna jako od­powiedź. I znów się zaczęło, bo w parlamencie uparte chłopy — jak już na czymś położą łapę, to przecież nie dadzą sobie tego tak łatwo wydrzeć.

Albo zasady ideologiczne w Ustawie o RTV — fundamentalne dzieło dla powołania urzędu cenzora. No, musi teraz ktoś pilno­wać przed publikowaniem mate­riałów niezgodnych z „wartościami chrześcijańskimi". Zatem ko­niec z golizną, precz z karate, won z kung fu, precz z Hatha yogą i ikebaną.

Tylko, cholera, jak od tego od­ciąć grzeszne społeczeństwo? Je­żeli zabrać koncesje stacjom nadawczym, to wyjadą za granicę i wyemitują przez satelitę (WE, BBC, GA,…) to co zechcą, i to nie­koniecznie po polsku, bo naród się kształci. Zgłaszać wszystko jak leci też się nie da. Pozosta­nie tylko wydawanie zezwoleń na anteny — dostaną je  najbardziej prawomyślni. Tylko plebanie.

I tak  jest  ze  wszystkim: poobcinane przy aprobacie parla­mentu emerytury, przymusowe ZUS-y, bandyckie podatki, nierozsupłana mnogość afer, nad­używanie władzy, służba zdrowia puszczona z torbami, oświata w agonii, kultura, rolnictwo...           

Wiem, wiem, wiem, że znacie to wszystko również dobrze jak ja, ale myślę, że dobrze jest sobie czasami przypomnieć, co jest, normalne a co nie. Zwłaszcza teraz, kiedy już pojawiają się gło­sy sugerujące odejście od tematów związanych z bezrobociem, poszerzającą się nędzą, że niby nie trzeba zaraz na kolanach!

Rozumiem, że na względy cen­zury niektórzy zaczęli już praco­wać. Chyba  trochę za wcześnie.

A może jednak za późno?

 

Kaj


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 322  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52322