Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


NIE POSZŁY W ETER ZDJĘCIA Z NASZEJ AKCJI

czwartek, 31 maja 2012 2:55

 

Zamiast jak wszyscy pójść do wojska, załatwiłem sobie służbę w Zmilitaryzowanych Oddziałach Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Przygoda i kasa, bo o studiach w mojej sytuacji finansowej, nawet wtedy nie mogłem marzyć. Czas tej służby faktycznie był wielką przygodą i zarazem niesamowitą szkołą życia.

     Zabezpieczaliśmy wielkie zadymy na Wiejskiej, mecze reprezentacji skopanej na śląskim-narodowym, ściągaliśmy ekologów z drzew blokujących inwestycje i postęp zarazem. Nie macie pojęcia, jakie to było uczucie gdy mój dowódca wedle pamiętnego meczu z Anglikami krzyknął: ROZPIERDOLIĆ! Nie trzeba nam było tłumaczyć, sytuacja absolutnie groziła drugim Hazel. Byliśmy jak szarża husarii. Rozj…..śmy kibolstwo w p..du. Pamiętam jak jakiś idiota, operator telewizyjny, krzyczał byśmy się zatrzymali, bo on chce powtórzyć ujęcie! Mój towarzysz walki odbił się biegnąc i z wyskoku roz..bał mu tą kamerę w drobny mak. Wtedy dziennikarze byli normalni i taka sytuacja nie miała się prawa zdarzyć. Ten debil został zwolniony i potępiony przez swoje środowisko.

      Nie poszły też w eter tak zwany zdjęcia z naszej akcji na Górze Świętej Anny, kiedy to zwyczajnie odpaliliśmy piły motorowe i zaczęliśmy ścinać wysokie drzewa, do których przywiązali się ekolodzy. Jakoś się odwiązali, a zeskakiwali jak gruszki ulęgałki, z pełnymi majtami żywiołu z jelita grubego. Było ciche porozumienie między nami, a telewizjami, że takich rzeczy się nie pokazuje i o takich rzeczach się nie pisze. Upadły obyczaje, nadeszły wajraki i telewizje dwudziestoczterogodzinne.  Wskutek czego giną ludzie rozjeżdżani przez tiry, ale hujka plujka ma się dobrze, bo nie przepłacono ekologów, bo nie ścięto ich z drzewami. Wstyd dla zomowca, to hańba.

     Codzienna służba w koszarach to ćwiczenia, ćwiczenia i jeszczio raz ćwiczenia. Potem perfekcyjnie sprawdzaliśmy ich efekt zabezpieczając dziesiątki imprez na Górnym Śląsku i gościnnych występach, na imprezach i podczas demonstracji w Polsce całej. Zagraliśmy samych siebie w filmie „Śmierć jak kromka chleba”, pana Kutza!

     Po pewnym czasie, gdy moja pozycja ugruntowała się, kiedy stałem się fachowcem od zabezpieczania imprez masowych, a ZOMO stało się oddziałami prewencji, dostałem zgodę na studiowanie. Oczywiście wybrałem psychologię, by choć w części uszczknąć z bestii jaką jest człowiek. Bracia moi, starsi w Panu Zomowcy, skierowali mnie też na kurs mediatora i rzecznika prasowego. Pokurczowe policyjne kursy językowe nie interesowały mnie. Tu na Śląsku sam nauczyłem się niemieckiego, czeskiego i angielskiego. Tak z nudów i konieczności zarazem.

     Byłem już typowym psem wojny, kiedy z pewnego czterdziestotysięcznego miasta (też na Śląsku, ale trochę niższym) odezwał się do mnie jeden z moich byłych dowódców. On wprowadzał mnie w arkana i sztukę zomozy. Teraz pełnił funkcję zastępcy komendanta w tym mieście i odpowiadał za prewencję. Mnie upatrzył sobie na funkcje inspektora do spraw nieletnich. Wiedział, że ja nie będę się bał zrobić akcję-prowokację w dyskotece, gdzie młodzieży diluje się na kilogramy. Nadto był pewny, że dotrę do nich w szkołach i będą mnie słuchać.

     Nim tam pojechałem, musiałem wyszkolić swego następcę. Tam niechętnie pozbywano się takiego żołnierza jak ja, ale swój szedł pomóc swemu, więc dostałem zgodę. Praca w tym miasteczku była fajna, ale wilka zawsze ciągnie do lasu. Dlatego zawsze w sobotę czy niedzielę wynajmowałem się do zabezpieczenia meczów trzecioligowej drużyny w pewnym wojewódzkim mieście, lub jechałem na wyżej położony Śląsk.

 

     Był początek czerwca. Zadzwonili do mnie z tego wojewódzkiego, ale miasteczka. Szykował się mecz pomiędzy dwoma trzecioligowymi drużynami, które jednak miały bogate tradycje i to pierwszoligowe. Wiadomym było, że ściągnął za nimi bandy bandytów czyli tzw. kiboli. Oczywiście poproszono mnie o udział w planowaniu i samym zabezpieczeniu meczu. W onym czasie byłem osobą samotną i takie propozycje przyjmowałem z dziką namiętnością! Byłem niczym cyborg, perfekcyjnie planowałem i perfekcyjnie realizowałem to co zaplanowane.

     Do wojewódzkiego miasta pojechałem w dzień meczu już rano. Jeszcze raz musiałem wszystko sprawdzić i omówić, poczynić ostatnie korekty i ustalenia. Dyżurny komendy miejskiej poprosił mnie, abym podrzucił grupy na miejsce włamania, bo jak zwykle w Policji, albo brakuje ludzi albo sprzętu. Oczywiście chętnie się zgodziłem. Do meczu było jeszcze kilka godzin, a ja nie byłem głównym bezpiecznikiem, więc czemu nie. Zawiozłem ich na blokowisko - to znaczy grupę: czyli technika, dochodzeniowca i detektywa wydziału kryminalnego. Były to jedenastopiętrowe wieżowce. Ekipa poszła by wjechać windą na siódme piętro, do mieszkania, do którego włamano się. Ja zaparkowałem pod wiatrołapem, na szerokim chodniku. Potem zabrałem się do czytania kolejnego rozdziału Mistrza i Małgorzaty. Starałem się przynajmniej raz na dwa lata przeczytać tę książkę. Dla mnie była drogowskazem. Mówiła do mnie o naturze człowieka, tłumaczyła naturę zła. Człowiek i zło pod jej wpływem było dla mnie jednym. Wierzyłem, że o dobro tak trudno, a zło jest zawsze tuż tuż i tak łatwo przylgnąć doń, uznać za swoje. Nie chciałem nieba. Pragnąłem  tylko spokoju.

     Moje rozmyślania w zaczytaniu przerwał potężny metaliczny huk, a wraz z nim radiowozem wstrząsnęło okrutnie. Spojrzałem na szybie leżała czerwono-szaro-biała galareta. Wyskoczyłem z auta jak oparzony. Na masce leżało ciało, od razu oceniłem, że jest to ciało kobiety. Wskoczyłem ponownie do środka auta, po krótkofalówkę. Powiadomiłem przez nią ekipę na siódmym piętrze, by zablokowali windy i klatkę schodową. Chodziło mi o to, czy spadła z własnej woli, czy ktoś jej „pomógł". Potem dałem znać dyżurnemu, by natychmiast przysłał ludzi do zabezpieczenia tego co się stało. Automatycznie z tylniego siedzenia wziąłem metalowe stojaki i taśmę z napisem Policja. Porozstawiałem je i przywiązałem taśmę by objąć całość radiowozu i miejsca gdzie rozleciały się fragmenty ciała, przynajmniej te co widziałem. Działałem w takich sytuacjach jak automat. Na razie nie było nikogo, dopiero po kilku chwilach w oknach ukazały się głowy pierwszych spragnionych krwi. Pojawili się też pierwsi przychodnie i natychmiast próbowali przejść pod taśmą, jakby chcieli zajrzeć do wnętrza brzucha dziewczyny, z którego pękniętego krateru widać było spore dziecko. Znalazłem w końcu rękawiczki. Zakładając oganiałem się od natrętnych przechodniów, z których jeden starszy domagał się bym zdjął ciało z maski, bo to nie po katolicku aby ono tak leżało. Kiedy już założyłem rękawiczki, przeszukałem zwłoki i znalazłem w kieszeni marynarki portfel z dokumentami. Był też list, a więc samobójstwo. Była to Karolina Molnar, a treść listu?...

„Mamo, Tato, po rozmowie z wami jestem szczęśliwa, że to robię. Mała Karolcia nie będzie oglądać was i tego świata, gdzie rządzą tacy jak wy i wasze święte zasady. Bo jeśli jest, jeszcze raz zrozumie jak się pomylił tworząc człowieka. Powinien był zrobić sobie dwa dni wolnego. Idźcie do diabła! Karolina.”

     Przeczytałem go dyżurnemu. Przyjechały dwa busy z chłopakami z zomozy. Podszedł do mnie człowiek około osiemdziesięcioletni i powiedział: Wie pan, a ja widziałem jak ona leci i przysięgnę, że ona uśmiechała się! Zanotowałem jego nazwisko i poprosiłem chłopaków by zawieźli go do KMP. Sam  pojechałem napisać notatkę. Chłopaki utworzyli krąg i zabezpieczali miejsce zdarzenia, przed ludźmi.

     Po południu spotkałem tych chłopaków pod stadionem. Jeden z nich powiedział mi, że trochę po moim odjeździe podeszła do niego koleżanka Karoliny Molnar i opowiedziała mu historię samobójczyni. Karolina pochodziła z bardzo znanego śląskiego rodu. Po zakończeniu renomowanego gimnazjum, gdzie na pewno nie uczestniczyła w zajęciach typu słoneczko, zgodnie z rodzinną tradycją poszła do liceum katolickiego. Po jego ukończeniu rodzice załatwili jej studia na KUL-u. Tam nagle dziewczyna odżyła o d bogoojczyźnianych klimatów i kiedy tylko wyjechała na pierwszą wycieczkę-pielgrzymkę do Fatimy, urwała się i dotarła do Londynu. Tam pracowała w misji katolickiej, ale macki rodziców wymacały ją i ksiądz - chcąc nie chcąc - nie mógł przeciwstawić się przełożonym i z żalem pożegnał Karolinę. Poznała wcześniej chłopaka i zamieszkała z nim. Miała przyjaciółki i dobrze radziła sobie jako barmanka w pubie. Zaszła w ciążę. Gdy miało się ku rozwiązaniu, jej narzeczony zginął podczas zamieszek po jednym z meczów jednej z kilku drużyn londyńskich grających w Premier Lig. Kompletnie się załamała. Postanowiła wrócić do rodziców. Jej londyńscy przyjaciele odradzali jej to, ale uparła się. Żuża Balint, opowiadaczka całej historii postanowiła z nią wrócić. Wiedziała, że spotkanie z rodzicami będzie klęską i ciosem dla Karoliny. Była pewna, że tu nie może mieć miejsca powtórka z historii o synu marnotrawnym, tam jednak chodziło o Żydów bodajże! Po przylocie zameldowały się w hotelu i pojechały taksówką do Molnarów. Na ich spotkanie wyszli oboje państwo Molnar. Widząc zaawansowaną bardzo ciążę córki profesor Molnar wydzielił Karolinie siarczysty policzek, a pani Molnar zakrzyknęła: Mój Boże taki wstyd! – i zakryła sobie dłońmi oczy wycofując się do wnętrza domu. Pan Molnar dodał: Zdradziłaś wiele wieków naszej tradycji i zaparłaś się wiary! Wynoś się!

     Żuża szarpnęła ją za ramię i zawlokła oczadziałą Karolinę do taksówki. Wiedząc co się święci Żuża kazała zaczekać kierowcy. Potem Karolina wyszła z pokoju, niby że chce przemyśleć parę spraw. 

     Czemu nie wybrała powrotu do Londynu? Przecież miała tylu prawdziwych przyjaciół! Ciekawy byłem jej toku myślenia w tych ostatnich chwilach. Czemu jednak nie uwierzyła w ludzi i nie dała szans Karolci? Stojąc pod stadionem powoli rysowała mi się odpowiedź. Ciekawe czy Diabeł cieszył się ze zwycięstwa, czy Bóg przyznał się do porażki, jak o tym rozmawiali? Tu jej historia nie zmieniła nic. Ludzie są nadal źli, a kiedy łapią się na tym, że czynią dobro są tacy zażenowani i czują się z tym źle. - Bo powiedzą, żem taki słaby!

 

     

     Ja Ferenc Andraszi uważnie spoglądam w górę gdy zwiedzam katedry, wieże, przepływam pod mostami czy przechodzę ulicami pełnymi drapaczy chmur.

MK


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

HUMANITARA ZESZŁA DO PODZIEMIA

czwartek, 31 maja 2012 2:47

 

Około roku 1997 do formacji zwanej od ustawy z 1990 roku Policją, zaczęły dopływać ogromne głupotą kretynizmy. Można by to po dzisiejszemu nazwać kołczingami. Na tych zajęciach o wątpliwym poziomie fachowości zaczęto wbijać uczciwym zomowcom, co z niejednej pały chleb jedli, że mają się do lumpa czy menela zwracać per Panie! Wszelkiej ludzkiej skunksiźnie należy pokazywać legitymację, pomimo noszenia niebieskiego mundurka i z grzecznością tłumaczyć, że legitymuję WAŚCI na podstawie artykułu 15 ustawy o Policji, z odpowiednimi podpunktami i paragrafami, by dojść do tego wreszcie, że ów ment popełnił wykroczenie z art 43 ustawy o wychowaniu w trzeźwości, czyli napił się w miejscu publicznym, co jest wykroczeniem.

      Nawracające spotkania owych oaz prowadził wtedy szef rewiru dzielnicowych Gojko Miticić. Chora ambicja, plus czworo dzieci - i z człowieka był zamordysta. Wsławił się tym, że rowerem jeździł za patrolami i kontrolował czy łapią za burżujskie kłódki ich burżujskich sklepów. Zasadzał się w krzakach tuj czy cyprysów i robił notatki odnośnie pracy policjantów, a nawet zdjęcia, po czym z satysfakcją podpierdalał do przełożonych. W nagrodę był beneficjentem kwartalników, czyli specjalnych pieniędzy, jakie szły dla kadry nadzorczej pod stołem, aby ci zapierali się własnych sumień i gnębili zwykłych policjantów.

    No więc Gojko bardzo się podpalił do tych szkoleń, ale ze mną (czyli Isztwanem Drago) i Zoriko Papatecem - moim partnerem nie szło mu za skur….na. Scenki z legitymowań kończyliśmy glebą delikwenta szybko i skutecznie. Potem następowały spięcia słowne z Miticiciem. On by nas do prokuratury… a że kiedyś i tak nas zamkną. Że nie mamy szacunku dla ludzi, że godność człowieka, że prokurator, że zawsze dobro obywatela. My zlewaliśmy z niego, co doprowadzało go do szału, ale nic na nas nie miał. Byliśmy najskuteczniejszym patrolem interwencyjnym w mieście, którego sława sięgała województwa. Służby były wtedy dwunastogodzinne i z nami jeszcze pracowało siedem par takich jak my prostych, acz skurwysyńsko skutecznych glin, bo doświadczenia nabieraliśmy na ulicach Wrocławia i Warszawy czy Katowic, oraz na stadionach tychże miast. Kultura była stosowana tam, gdzie trzeba i zasady, i to każdy o poziomie IQ 30 wie jak i z kim należy rozmawiać. Mówiono nam że Miticić wstawi nas na minę i pójdziemy pod prokuratora, ale za nami stał Goran Primoracz, czyli komendant. Człowiek, który do tego stanowiska doszedł od zera, czyli z ulicy przez dzielnicę, służby kryminalne, by wreszcie być naczelnikiem i Komendante. Z prokuratorem rejonowym Zoranem Ljubiciciem znali się i rozwiązywali wszystkie skargi na nas między innymi przez telefon. Te szesnaście osób, które wtedy pracowało w interwencjach to byli prości, ale uczciwi ludzie i nigdy nie przekraczali granic bestialstwa. Wkrótce jednak zaczęto przyjmować nowe pokolenie. Jeden z nich adept miejscowej szkółki policji powiedział mi, że nie wyobraża sobie życia bez pubów na Piotrkowskiej w Łodzi, skąd pochodził. pensje w Policji są i były niskie tak, że realnie o pubach nie ma nawet co myśleć. Skutek to frustracje tych nowych, amfetamina, współpraca z gangami czy okradanie zatrzymanych. No i wkroczył prokurator.

    Jednak do tych kołczingów ogromnie podpalił się też naczelnik prewencji Franjo Daglasić. Było to dla nas dziwne i niezrozumiałe, bo z punktu widzenia tzw. normalnych policjantów on był swój. Ta sama droga, te same metody pracy? Może chodziło o to, że bardzo chorowały mu dzieci w owym czasie, a jedno było w hospicjum. Może pod wpływem takich przeżyć pokonała go pseudo humanitara?

   Pod moją i Papateca pałą czterdziesto tysięczne miasto drżało, a mniejszości uciekały na wyspy. Jednak dla szarego uczciwego obywatela mieliśmy poszanowanie okrutne, czego dowodem to, że zapraszano nas na kawy, śniadania i obiady do wsiech lokali w tym mieście, bo zwyczajnie uczciwi mogli na nas liczyć. No ale Daglasiciowi się zachciało i wsiadł na pokład owego volkswagena, co to jego sprowadzacz od razu po transakcji wskoczył na listę najbogatszych pewnego tygodnika. Ruszył z nami w patrol i nie trzeba było długo czekać na okazję do sprawdzenia teorii kołczingowskiej w praktyce. Na przystanku komunikacji miejskiej przy wielkiej rzece zobaczyliśmy dwóch ludków, którzy grali hejnał czyli na zmianę pociągali wino z buteleczki. Daglasić powiedział byśmy z nim wyszli i wsłuchali się, i może powali nasz sceptycyzm. Podszedł do nich i zaczął: - Dzień dobry! Aspirant Daglasić z Komendy Powiatowej. Popełnili Panowie wykroczenie z artykułu....

- Co Ty kurwa pierdolisz - nastąpiła szybka riposta jednego z żuli.

- Wypierdalej stąd chuju, bo cię zajebie! - rzekł drugi.

- Panowie, panowie brać ich! - zapiał Daglasić. - To ja jak do ludzi, panowie szybciej aresztować ich, to znieważenie funkcjonariusza.

Nie muszę dodawać, że w tym czasie do naczelnika od strony (jak chciał: obywateli) leciał potok chui i cweli, kutasów i zomowców.

Papatec śmiał się tak, że uklęknął i trzymał się za żołądek. Ja byłem trochę poważniejszy i ryknąłem do braci Kalinić: - Spokój, kurwa! - i cisza była jak makiem zasiał. Założyłem obu kajdanki, przeszukałem i umieściłem w trzeciej klasie radiowozu. Daglasić rżał czkając: - Ja, ja sam napiszę, sam, kurwa, napiszę notatkę. Wy ich kurwa zamknijcie.

Wepchnąłem Papateca do radiowozu. Ten nadal rżał jak koń i sam musiałem prowadzić, choć on tego dnia był kierowcą. Tak na wiele lat humanitara zeszła do podziemia w mojej komendzie, choć po czasie debilizm ostatecznie zwyciężył, to jednak nie było to moim udziałem!

 

LOSY

Drago - jestem emerytem i korzystam z Kultury.

Papatec - jest emerytem i prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Bieszczadach.

Daglasić - emeryt, działa w polskim związku kolarstwa.

Bracia Kalin - nie żyją. Spłonęli w swojej melinie.

Miticić - Pies mu mordę lizał.

Primoracz - pisze książki i często spotykamy się tu i tam!

Ljubiicić - Wykłada na uniwersytecie w pewnym wojewódzkim mieście.

 

 

MK


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

KRÓTKIE WIERSZOBRANIE MIROSŁAWA K.

czwartek, 31 maja 2012 2:36

***

 

Dobre Słowo buduje

Człowieczeństwo człowieka

dobre słowo potrafi

Miłością wybuchnąć

Jak maj porazić

Bujnością fioletu bzów

Składam z dobrych słów

Gwiazdy wrześniowych słoneczników

One odwdzięczą mi się

Dodając ciepła

Odchodzącemu w jesień

Słońcu

 

Gdzieś w Bytomiu

Pani Beata

Z dobrych słów

Doprawi Rosół

I niedzielę zmieni w zachwyt

 

Z dobrych słów

Można usnuć myśli

Które wprawić można

W wir codziennych codzienności

Obdarzając siebie, Ich

Bezbólem szczerością

 

Z dobrych słów na pewno

Nie był zbudowany

Jej samobójczy dziesięciopiętrowy lot

Biegły patolog zasmucił

Bo wśród dobrych słów

Nie pobiegną ich dni

Lotniczki Wieżowcowej

I córeczki rozprysłej

Na szybie radiowozu

Zabrakło dobrych ciepłych słów

 

Dobre słowa?

Znaczą coś?

 

 

 

 

***

A cóż tam trup naszej cioci

Ubierz się bo to warto mieć styl

Ten to na pewno będzie odjebany

Jak kurwa nie masz garnituru

Na pogrzeb cioci w wycierusach

To nic że są od Mustanga

Ale to moja ciocia i co powiedzą

Na pogrzebach są zasady

No biegaj do Dallasa

Zresztą pójdziemy razem

Sama muszę obejrzeć dotknąć ocenić

 

A czy to na pewno polskie

A na pewno bawełna

A Vegas to firma z tradycjami

A nasza polska

Na pewno z Breslau

No i koszula niech będzie czarna

Ale ona polska jest

Naprawdę szyta we Wrocławiu

No będziesz jak ksiądz

Ale garnitur i tak musisz

Bo wiesz jakby twoi moi rodzice...

 

A ja pierdolę te imprezę

Szefowa dała mi wolne

Jebnę się w hamaku i odpocznę

Potem pogmyram w ogródku

 

Ławeczka przed kaplicą

Odpływam i myślę o zmarłej

Przywołuję resztę bliskich

Co odeszli ale wierzę że tu dziś są

A sama bohaterka księżej

Odklepawki i bylejakctwa

Którą i tak zagłusza

Zbuntowany telefon

Mimo jednak w myśli płynę

Czy ocenia mnie za strój

Obchodzą ją nasze żale

Szczere czy nie szczere

albo ta zaduma moja

A ja gdy odejdę

To na tą swoją półkę

Ze spokojem i ciszą

Czy będę chciał tu być

Pośród płaczących a nie tańczących

Słuchać śpiewów których nie cierpię

No chyba że zrozumieją wreszcie

I odpalą Bregovicia, Bacha, Haendla

 

Dumam że prochem Ciociu nie jesteś

Siostra Twa Bracia

I tylu tylu innych

Jesteście z nami

W nagłej myśli

W kuriozalnym acz pięknym śnie...

 

Klękam wstaje klękam

By nie wkurwiać

Małpuję i swoje myślę

Ojcze nasz jedyna sensowna modlitwa

I prawdziwa z nakazanych

Taca znowu taca

Na kolejną mszę

By znowu taca

Już za 30 dni ta taca

A na tacy ze ćwierć tomika

Pomyśleć że ta kasa...

 

Ale numer Ciociu odjebałaś

Się skremowałaś sztucznoszczękuszczek

Rośnie i nie ucichnie

Przez następne trzy pokolenia

Pchają mnie i trącają

Patrz patrz widzisz

Ta z Kanady tyż jest

Zobacz zobacz jaka dziura

a głęboka aby ino

A ja się tak zamyślałem

W te inne światy odpłynąłem

Nie przyjrzałem się

Kto i z kim

W czym i z czym kto

Co więc na stypie powiem

 

I jeszcze jedno myślę

Piękny stosuneczek

Czasu pracy do zysku

Minut do kwoty

45 do 900

Cudowne rozmnożenie

Powie uczony w piśmie

Lichwa zaś uczony w prawie

 

Co tam w Kanadzie

Ciągle pachnie żywicą

Jak się żyje

wiesz to już nie to

Bo odkrylim że tam Kaszubi są

Ale za tygodniówkę tu przyleciałam

Odlecę i dwa tygodnie zabawię się

A w Bytomiu jak tam

Bytom wali się

Ale syny w doktory poszły

Tu w Namysłowie jak

By przetrwać pół roku

Trza trzy miesiące

Dupsko ucierać i nie Karolci

A frau Karlajn

Rosół schabowy ciasto kawa

Rozmowom nie było dna

I ja tam byłem

I obliczyłem

Dół, msza, stypa

Poszło się jebać dziesięć tysięcy

 

W domu się napiłem

Po wytrzeźwieniu powyższe skreśliłem.

Naschled

Zdorowia

 

MK

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

IV edycja Ogólnopolskiego Otwartego Konkursu Literackiego O RÓŻĘ KAROLINY

środa, 30 maja 2012 23:35

 

 

§ 1

Organizator konkursu:

Namysłowski Ośrodek Kultury, 46-100 Namysłów, Pl. Powstańców ŚL2

 

§ 2

Cel  konkursu:

Upamiętnienie  pamięci  i  twórczości   opolskiej   poetki   Karoliny  Turkiewicz-Suchanowskiej

§ 3

Patronat:

Konkurs odbywa się pod patronatem Wojewody Opolskiego, Pana Ryszarda Wilczyńskiego, Starostwa Powiatowego Namysłów, Urzędu Miejskiego w Namysłowie oraz Namysłowskiego Ośrodka Kultury.

 

§ 4

Uczestnicy konkursu:

Dzieci i młodzież (do lat 18) oraz osoby dorosłe (powyżej 18-tego roku życia).

 

§ 5

Zasady konkursu:

Nadsyłać należy 3 niepublikowane utwory, bądź jedno opowiadanie - autorzy są zobowiązani do przesłania tylko jednego zestawu wierszy albo jednego opowiadania nieprzekraczającego 5 stron znormalizowanych (9000 znaków ze spacjami). Teksty, w czterech egzemplarzach (rękopisy nie będą brane pod uwagę) mają być oznaczone godłem autora, a w dołączonej kopercie - oznaczonej tym samym godłem - powinny znajdować się dane dotyczące autora (imię, nazwisko, adres, telefon, email) oraz podpisana zgoda na przetwarzanie danych osobowych, w zapisie: „Wraz z nadesłanymi tekstami przesyłam również zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla potrzeb organizacyjnych konkursu, ewentualnych działań reklamowych i marketingowych z nim związanych oraz dla potrzeb publikacji prasowych, w formach zwartych oraz elektronicznych będących jego następstwem. „Przez godło rozumie się słowo lub numeryczny zapis maskujący właściwą tożsamość autora. Utwory nie mogą być dotychczas publikowane ani nagradzane.

 

Termin nadsyłania prac: do 10 września 2012 r. (decyduje data stempla pocztowego), na adres: Biblioteka Publiczna; Ul. Bohaterów Warszawy 5; 46-100 Namysłów - z dopiskiem na kopercie: „Konkurs Poetycki" - tu podać należy także grupę wiekową.

 

Nagrody: Autorzy najlepszych tekstów z grupy „dorośli* uhonorowani zostaną nagrodami za l, II i III miejsce. Dla dzieci i młodzieży przewidziano interesujące nagrody książkowe.

 

Ogłoszenie wyników i uroczyste rozdanie nagród odbędzie się 25 października w Bibliotece Publicznej w Namysłowie. O wynikach konkursu organizator powiadomi tylko laureatów. Wszyscy laureaci zobowiązani są do osobistego odbioru nagrody - w innym przypadku przechodzi ona do następnej edycji konkursu. Organizatorzy nie zwracają kosztów podróży. Wybrane teksty nagrodzonych i wyróżnionych autorów zostaną opublikowane w pokonkursowym tomiku. Nadesłane prace nie będą zwracane. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do publikacji konkursowych tekstów oraz do cytowania ich w mediach bez gratyfikacji pieniężnych dla ich autorów. Nadesłanie prac jest jednocześnie zgodą autora na nieodpłatne wykorzystanie ich w formie publikacji pokonkursowych (w przypadku nagrodzenia bądź wyróżnienia przez jury).

Dodatkowych informacji można zasięgnąć pod numerem tel. 77-4101487 lub 77-4100566.

 

Organizatorzy

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

OCHRONA I OPIEKA NAD ZABYTKAMI - STAN PRAWNY I PRAKTYKA

środa, 30 maja 2012 23:15

 

 

15. maja w Starostwie Powiatowym w Namysłowie odbyła się Konferencja, której tematem była „Ochrona i Opieka nad Zabytkami. Stan Prawny i Praktyka”. Konferencja poświęcona była głównie zasadom właściwego zabezpieczania, przechowywania i rejestracji zabytków. Organizatorem była Komenda Powiatowa Policji w Namysłowie oraz Starostwo Powiatowe. 

 

Na terenie powiatu namysłowskiego znajduje się szereg zabytków ujętych w Rejestrze Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Niewątpliwie najcenniejsze z nich to między innymi kościoły drewniane. Najczęściej spotykanym zagrożeniem (nie tylko dla zabytków naszego powiatu) są kradzieże, akty wandalizmu, niewłaściwe przechowywanie i zabezpieczanie a także zniszczenia na skutek pożarów.

W celu zapobieżenia tego typu zdarzeniom Komenda Powiatowa Policji w Namysłowie wspólnie ze Starostwem Powiatowym 15 maja b.r. przeprowadziła z przedstawicielami Gmin, Ośrodków Kultury a także przedstawicielami parafii i dekanatów powiatu namysłowskiego konferencję, której głównym tematem była ochrona i opieka nad zabytkami. Poświęcona ona była głównie zasadom właściwego zabezpieczania, przechowywania i rejestracji zabytków.

Konferencja odbyła się w Sali Konferencyjnej Starostwa Powiatowego w Namysłowie, a rozpoczęli ją od przywitania i wprowadzenia w tematykę spotkania: Starosta Namysłowski - Julian Kruszyński, oraz I Zastępca Komendanta Powiatowego Policji w Namysłowie - podinsp. Zbigniew Dychus.

Po rozpoczęciu konferencji Instruktor ds. Muzealnych z Namysłowskiego Ośrodka Kultury Bartłomiej Stawiarski szczegółowo omówił i przedstawił w formie prezentacji zagadnienia związane z głównym tematem spotkania, gdzie na przykładzie obowiązujących przepisów wskazał w sposób przystępny na ich zastosowanie w codziennej praktyce. Kolejno asystent ds. prewencji kryminalnej z Komendy Powiatowej Policji w Namysłowie mł. asp. Katarzyna Ulbrych omówiła zagadnienia związane z obowiązkami właściciela zabytków oraz odpowiedzialności karną w przypadku jakichkolwiek form przestępczych skierowanych przeciwko dobrom kultury w ramach prezentacji „Ochrona Dziedzictwa Narodowego”. Przedstawiła także działania jakie mogą być podjęte przez prywatnych kolekcjonerów oraz obecnych na konferencji księży powiatu namysłowskiego na rzecz poprawy zabezpieczeń obiektów zabytkowych i sakralnych a także na  sposoby ich ewidencjonowania w ramach programu „Bezpieczne Zbiory - Bezpieczne Kolekcje”. W trakcie tej prezentacji zwrócono także uwagę na elementy wpływające na poprawę bezpieczeństwa oraz techniczne sposoby zabezpieczenia obiektów muzealnych przed kradzieżami i włamaniami.

Następnym istotnym tematem konferencji przedstawionym przez kpt. Andrzeja Prokopa z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej była „Profilaktyka Pożarowa”. Kapitan Prokop przedstawił prezentację dotyczącą  przepisów oraz zabezpieczeń p. poż.,  wskazując w niej na specjalistyczne sposoby zabezpieczeń oraz działania jakie mogą być podjęte  na rzecz poprawy zabezpieczeń kościołów drewnianych.

Na zakończenie konferencji Anna Pilarska, podinspektor z Lokalnego Punktu Informacyjnego w Namysłowie, omówiła temat dotyczący pozyskiwania środków zewnętrznych na Dziedzictwo Kulturowe.

Wszyscy uczestnicy spotkania otrzymali płyty z przedstawianymi przez prelegentów zagadnieniami.  Organizatorzy konferencji mają nadzieję, iż przekazane w ten sposób wiadomości w sposób wymierny wpłyną na właściwe zabezpieczanie, przechowywanie, a także  rejestrację znalezionych  zabytków.

 

 

 

BEZPIECZNIE CHCE SIĘ ŻYĆ - SEMINARIUM

 

W Namysłowskim Ośrodku Kultury, w ramach działań profilaktycznych realizowanych przez Krajowe Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przy współpracy z policją, odbyło się seminarium informacyjne: „Bezpiecznie chce się żyć”. Głównym tematem spotkania było propagowanie zasad bezpieczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem niechronionych uczestników ruchu drogowego.

 

24. maja br. w Namysłowskim Ośrodku Kultury, w ramach  ogólnopolskiego programu ,,Bezpiecznie chce się żyć”, odbyło się seminarium realizowane cyklicznie przez Krajowe Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, przy współpracy z policją. Głównym celem przeprowadzonej profilaktyki było upowszechnienie wiedzy o bezpieczeństwie oraz kształtowanie właściwych postaw wobec zagrożeń i sytuacji na jakie narażeni są uczestnicy ruchu drogowego, zarówno kierowcy jak i piesi.

Uczestnikom seminarium zaprezentowano na wstępie film pt. „Cisza”, nawiązujący do zdarzeń drogowych z udziałem pieszych, a następnie Kierownik Ruchu Drogowego z Namysłowskiej Komendy Powiatowej Policji st. sierż. Grzegorz Horwat przedstawił statystyki dotyczące wypadków i kolizji jakie zaistniały w minionym roku na drogach powiatu namysłowskiego. W swoim wystąpieniu policjant zwrócił uwagę na miejsca szczególnie niebezpieczne znajdujące się na trasach przebiegających przez nasz powiat. Jako główne przyczyny zdarzeń drogowych Kierownik namysłowskiej drogówki wymienił między innymi: niezachowanie bezpiecznej odległość między pojazdami, niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, nieprawidłowe skręcanie i cofanie, wyprzedzanie oraz błędy pieszych.

Pouczającym doświadczeniem spotkania był quizowy konkurs dla publiczności. Wszyscy widzowie mogli sprawdzić się z wiedzy o znakach drogowych i zasadach bezpieczeństwa podczas jazdy. Na zakończenie części edukacyjnej seminarium uczestnicy konkursu nagrodzeni zostali drobnymi upominkami.

 

 

W części artystycznej, kończącej spotkanie, swój program rozrywkowy zaprezentował Kabaret Skeczów Męczących

 

Kazimierz Jakubowski

Wg inf. mł. asp. Katarzyny Ulbrych


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 337  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52337