Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


JEMIOŁA TO ROŚLINA PASOŻYTNICZA

wtorek, 26 czerwca 2012 23:39

 

rezydująca na pięknych okazach drzew liściastych jak: dęby, lipy czy topole. Jemiołą spokojnie można nazwać mundurowych funkcjonariuszy Kościoła Rzymsko-Katolickiego czyli księży, prałatów, biskupów, kardynałów czy całe zastępy zakonnic i zakonników, sióstr i ojców maści wszelkiej. Jemioła czerpie soki do życia ze swego żywiciela poprzez szereg ssawek, wrzynając się w niego i stając się jakby jednym organizmem.

Kościół katolicki wysysa narody, społeczeństwa, państwa, budując miliony kościołów, klasztorów, szkół społecznych, nawet szpitali, narzucając konkordaty gwarantuje utrzymywanie przez państwo tych budynków, instytucji i swoich funkcjonariuszy, doprowadzając do tego, że z biegiem dziesięcioleci następuje zatarcie tego co świeckie, z tym co katabasiarskie. Potem sami otumanieni politycy i działacze samorządowi czy społeczni, nawet ci wykształceni mówią: Polak znaczy katolik. Nieważne jaka Polska, byle katolicka itd. Te przykłady pokazują jaką zarazą jest KRK dla polskiego społeczeństwa i skutkiem tego jest brak rozwoju cywilizacyjnego krajów takich jak Polska, Włochy, Hiszpania, Portugalia czy Meksyk.  

Jemioła bywa, że doprowadza do śmierci nawet najtęższe drzewa, na przykład wielkie, kilkusetletnie dęby. Bo pasożyt ten czerpie z niego zbyt wiele, a drzewo nie ma jak, mimo swej teoretycznej okazałości, czerpać z ziemi tak wielu minerałów, gdyż jego korzenie nie są przez Boga przysposobione do wyżywiania tylu pasażerów na gapę, a jemioła ma to do siebie, że się rozrasta.

Kościół katolicki przyczynia się do tego, że całe kontynenty tkwią w biedzie i zacofaniu myślowym, kulturalnym, światopoglądowym, gospodarczym. Są regiony w Polsce na przykład, gdzie spokojnie można powiedzieć, że króluje ciemnota i to niesiona na barkach ludzi, których czerepy mają tytuły magistrów i doktorów, ale wcale nie są nawet rubaszne. Jest to zatrważające, bo to oznacza, że ciemnogród spod znaku KRK się zinstytucjonalizował i czuje się pewnie. Żąda, by ciemność szerzyć przy pomocy telewizji i radia na nowoczesnych platformach cyfrowych, błyszcząc przy tym i pożerając wciąż więcej kasy. Ta jemioła buduje ciągle nowe pomniki nowych świętych, powołuje instytucje które mają rzekomo pomagać, a kasę ciągną zubażając społeczeństwa, bo miast lekarza rodzinnego kasa z Unii idzie na renowacje figurki świętej bzdety z 17 wieku. A figurek ci miliony w całym ogłupiałym działaniami jemioły kraju. Jemioła jest strojna. Zimą jej wieczna zieleń wydaje się piękna na tle bezlistnych, szarych konarów.

   Funkcjonariusze KRK są bardzo strojni w szaty, często je zmieniają, na coraz bardziej kolorowe, zdobione, złocone itd. Auta mają coraz bardziej bajeranckie, powodując, że młodzianek myśli, a niech mnie tam molestują w seminarium - odbiję se później w taki cennik i takie cyce dziewicze, że ja wam qrwa pokażę! Ich świątynie coraz bardziej złocone kopuły mają, coraz więcej obrazów, figur, witraży, a potem to wszystko (i jeszcze więcej) trzeba konserwować i kasa płynie z kasy państwowej, samorządowej, unijnej czy ostatnio (o kuriozum!) sami muzułmanie dają kasę na utrzymanie tzw. dóbr kultury! A życie przeciętnego parafianina jest za 1200 złotych, dzięki takim właśnie inwestycjom państwa zasiłek rodzinny to 50 złotych, ale za to naród może obejrzeć paradnych katabasów na defiladach z okazji konstytucji czy wypuszczenia wąsatego z Magdeburga, bo ordynariat mamy!

Zaprawdę powiadam, jemioła watykańska narasta i wysysa coraz więcej w imię tego, że ktoś wymyślił sobie, iż na nigdy nie widzianym Bogu i życiu pozagrobowym (na co nie ma absolutnie fizycznych namacalnych dowodów) można żyć niczym Alfonsi z nierządu. Tu chociaż korzyści są namacalne i nawet dogłębnie można je poczuć!

Jemioła symbolizuje obfitość, bogactwo, zdrowie, dobrobyt, płodność. KRK jest bogaty, żyje się jego funkcjonariuszom w dobrobycie, emanują oni zdrowiem, obfitością i nadobfitością. Płodni są w takie chore inicjatywy jak walka z in vitro, czy narzucanie poprzez zdewociałych agentów, bądź cyników inicjatyw typu klauzula sumienia czy dziewictwo aż do ślubu. Te i setki innych pomysłów, powodują tragedie ludzkie na skale holokaustu! Biedę faktyczną i umysłową setek milionów ludzi na całym świecie, ale mnie jest bliska umiłowana moja ojczyzna i jak widzę te marsze w obronie telewizji Trwam (tej ciemnoty parafialnej, a Tusk wprowadza tym ludziom 67 lat wysługi dla wyzyskiwacza-kapitalisty), to mnie przeraża. Przeraża mnie tępota i zaślepienie narodu zapatrzonego w celebracje, stroje i zasłuchanego w puste kazania, a nie biorącego własnoręcznie biblii i nie studiowanie jej i zadawanie sobie prostych pytań:

Co mnie obchodzi historia narodu wybranego?

Skąd tam tyle zboczeń okrucieństwa?

Dlaczego tyle polityki i cwaniactwa?

Kto do cholery i dlaczego to napisał?

A stąd już krok do wzięcia w łapy innych dziwnych ksiąg świętych, dzieł filozoficznych i zwykłych książek i do myślenia, qrwa, myślenia! A wtedy nie pozwoli naród by katabas doktor myślał za niego i wymyślał mu prawdy, dogmaty, nazywał je świętymi, i nie da się złapać na co niedzielne kadzidła, i celebracje, i klękanie.

Jemioła przydatna była i jest przy produkcji wielu medykamentów, ale myślę, że da znaleźć się jej zamienniki gdyby wyginęła.

KRK każdemu zdrowemu organizmowi podnosi ciśnienie i uzależnia jak najtwardszy narkotyk. Zniewala całe narody, a zwłaszcza los kobiet czyni podłym. Gdyby ten gatunek jemioły wyginął, dałoby się uratować wiele istnień ludzkich od cierpienia i chorób. Oj, qrwa, wiele dobra by się za taką kasę dało uczynić!

 

mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

PATROL MUSIAŁ BYĆ

wtorek, 26 czerwca 2012 23:33

 

W owym czasie kardynał Glemp był prymasem w najlepsze. Miejscowy władca ani myślał o jakiś powszechnych spisach ludności. Wolał blatować się z dziennikarzami na rautach wydawanych przez fundacje jego żony. A na osiołkach to już nawet w Andaluzji przestali podróżować. Zaś rodzenie w ogóle przestało być trendy. W takim to czasie przyszło mi jechać do pracy, a ja wtedy byłem qrewsko nawiedzony i gdyby jakiś anioł kazał mi porodzić, czy zapłodnić czymś którąś, to zrobił bym to na pewno, nie pytając się o dobry seks przy tym. Kiedy z moim partnerem Armi Triem przyjechałem do komendy rozdzielili nas, bo ktoś normalny był chory i przyniósł przy pomocy małżonki idącej do pracy L-4 i leczył się. Armi sam został na radiowozie interwencyjnym, a ja miałem wspomóc funkcjonariusza ruchu drogowego Pendżi Dżaba i jechać z nim na autostradę A-4.

Było przed szóstą rano, na zewnątrz temperatura ze 20 stopni celsjuszowych na minusie. Mnie rozbierało w przysłowiowy polski ch... Miałem 38 i pół stopnia gorączki, ale nadambicja i głupota spowodowała, że przyjechałem. Jednak poprosiłem naczelnika Klaustro Ducha by pozwolił mi pójść do lekarza, bo zaczynałem srebrne gwiazdki widzieć wokoło swojej łepetyny pełnej poświęcenia i wtedy jeszcze kościelno-narodowego patriotyzmu. To były jeszcze prawie świetlane czasy Policji, kiedy przy każdej komendzie rejonowej był lekarz, a nawet dentysta!

Stary poczciwy Klaustro mnie z kolei poprosił bym mu tego nie robił! Dał mi oryginalne dwie aspiryny bajerowskie i błagalnie powiedział: Jedź! Wtedy wierchuszka w Łorsoł miała hopla na punkcie tej autostrady. Patrol musiał być - choćby się na mieście Godzilla pojawiła z życzeniami od cesarza Aki Hito, to pierwej autostrada! Sam jeden policjant z WRD nie mógł jechać. Musiało być ich koniecznie dwóch.

Okazało się, że Pendżi Dżab był takoż samo chory jak ja. Z aresztów policyjnych wzięliśmy więc czyste koce i pojechaliśmy przetrwać tę służbę na chwałę Niepokalanej i Najjaśniejszej. Zatrzymaliśmy się na pierwszym węźle autostradowym od naszej powiatówki i przeprowadziliśmy kilka kontroli „na odp…..l się". Potem rozpisywaliśmy je co 20 minut w notatnikach, grzejąc się w aucie przy włączonym silniku. Musiał być też przebieg, więc pojechaliśmy na następny węzeł. Tam znowu kilka kontroli i zjechaliśmy na krajówkę. Kilkaset metrów asfaltu i w lesie był bar całodobowy. Tam darmo podawali kawę i herbatę policjantom i z cholerną zniżką jedzenie, bo dawaliśmy im darmową ochronę przed mafiami, których nigdy w ojczyźnie papieża nie brakowało. Trochę żeśmy się rozgrzali. W środku było kilka osób, w tym nasi bułgarscy znajomi, opiekunowie pań z Mołdawii i Bułgarii, które nieopodal zarabiały na rodziny pozostawione w ich jakże malowniczych hosudarstwach.

Wracając z baru zobaczyliśmy, że pań nie było przy drodze. Wjechaliśmy w pobliski zagajnik i to co zobaczyliśmy ciut nas osłupiło. Nasze znajome z Kiszyniowa spychały śnieg szerokimi łopatami z „placu boju". Bo swobodnie musiało wjechać auto osobowe, a nawet TIR. Ubrane w kozaki, body i ciemne futra sumiennie odśnieżały, mając widocznie w kontrakcie utrzymanie miejsca pracy w pełnej gotowości i komfort klienta.

Zjechaliśmy w dół. Znowu kilka kontroli. Słabliśmy. Pojechaliśmy na dziki zjazd z autostrady i tam w polu usnęliśmy. Wcześniej słuchaliśmy radia Zet. To były czasy kiedy rozgłośnia ta nadawała dużo piosenek np. R.E.M, Crannberries, Cohena czy Queen. Czasy muzyki śmieciowej jednak były już blisko.

Około trzynastej obudziło nas stukanie w szybę radiowozu. Wygramoliliśmy się spod koców i zobaczyliśmy gwiazdki na pagonach. Wiedzieliśmy, że jest źle. Otworzyliśmy szybę i usłyszeliśmy klasyczną formułę rozpoczynającą się od słów: Dzień dobry, patrol oficerski...

No i mieliśmy pecha w pechu, bo kontrolowała nas major Wdodupka Wytrysić, zwana Wszcząć Postępowanie Dyscyplinarne, od zdania kończącego najczęściej jej raporty z kontroli takich żuczków jak ja i Pendżi. Poprosiła nas o notatniki, wcześniej zmuszając nas do przejścia na tylne siedzenie ich wypasionej Lancii. Przejrzała notatniki i zapytała mnie.

- Sierżancie Kwaki zgadza się pan z tym, co pan ma napisane w notatniku?

Zapadło milczenie. Więc odwróciła się do mnie i pomachała mi dłonią przed oczami, mówiąc jednocześnie:

- Dlaczego mnie pan ignoruje?

- Bo nie jestem żaden Kwaki.

- Przecież pan się tak podpisał w notatniku.

- Mogę zobaczyć? - zapytałem.

Podała mi notatnik i faktyczne z tego, co tam było wyhieroglifowane wszystko było można odczytać, nawet najnowsze przesłanie Matki Boskiej Oławskiej, ale na pewno nie moje nazwisko.

- Rzeczywiście to ja pisałem, ale nie wiem co napisałem. Nazywam się Żao Poltergajst.

- Pan nie szanuje siebie - usłyszałem jej zgryźliwy jazgot.

- Jakoś całkowicie się z panią zgadzam - odrzekłem znużony.

- Lekceważąco pan podchodzi do służby. Dokumenty świadczą o pana kulturze osobistej.

Ja przypomniałem sobie poranna odprawę. W starym notatniku była tylko jedna wolna kartka. Odprawiający mnie naczelnik dał mi nowy i szybko podpisałem go „na odp…..l”, bo już byliśmy spóźnieni z wyjazdem na autostradę, gdzie poprzednia zmiana z utęsknieniem czekała na podmianę.

- Pan wie, że pan sfałszował zapisy.

- Tak wiem, ale w tej zaszczytnej służbie prawda prowadzi do bliskiej znajomości z prokuratorem, dlatego za pewnym poetą powiem pani major, że doskonale wiem jak pisać wspak, by nie pisać wprost.

- O! Jest pan widzę poetą i filozofem, więc może pan dla dobra tej zaszczytnej służby opuści jej szeregi?

- Może i bym chciał, ale mój komendant proszę szanownej szarży nigdy na to nie pozwoli.

Widziałem jak zaciska zęby i charakterystycznie dociska wargi, jednocześnie w jej oczach błysło pytanie: Jaśniej!

- Bo widzi pani w kolekcji mojego szefa jestem Leonardem, a jego „Dama z łasiczką" jest tylko jedna.

- Zobaczymy - syknęła. -No żegnam panów i weźcie się do uczciwej pracy.

W tym momencie wywołali nas nasi zmiennicy. Zmęczonym oczami popatrzyłem swojej prześladowczyni głęboko w oczy i powiedziałem:

- Przykro mi. dziś wszystko jest przeciwko nam: wirusy, pogoda, komenda wojewódzka i czas. Jednak życzę pani miłego popołudnia.

- Wie pan, ma pan tupet. Obserwowaliśmy was od godziny dziewiątej i raport będzie napisany wbrew pana podejściu sumiennie.

- Nie wątpię, ale konsekwentnie życzę miłego popołudnia.

Przymknęła oczy i pokiwała głową. Kiedy wracaliśmy do komendy Pendżi powiedział:

- Żao mnie wyjebią, bo niedawno byłem karany.

- Spokojnie - odrzekłem mu - teraz ja faktycznie jestem Leonardem dla naszego starego.

 

Raport był długi niczym ekstaza knura i takiejże ekstatycznej treści. Po miesiącu zapadł wyrok: Winni bez orzeczenia kary!

 

mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

PIELGRZYMOWAŁEM W PIĄTEK DO ŚWIĄTYNI SMAKU

wtorek, 26 czerwca 2012 23:25

 

czyli do restauracji Brzeska w Brzegu, u zbiegu ulic Piastowskiej i Łokietka. Sam zaś Brzeg leży w dolnośląskiej czyli polskiej części Opolszczyzny. Bóg tam objawia swą boskość pizzą - najsmaczniejszą pizzą na Śląsku, z najsmaczniejszym sosem czosnkowym na południe Polski. Polecam w ciemno, by tam wybrać się po niedzielnej sumie, na taki właśnie obiad i ten jeden raz warto zdradzić rosół, jak zdradza się małżonkę, czy męża, podczas turnusu w sanatorium czy na wczasach, delegacji, ot tak zwyczajnie i po bożemu, dla dobra sprawy i zabawy. Najlepiej w ogóle zrezygnować z sumy i zahaczyć o zamek z kaplicą królowej Jadwigi, tam zdaje się o jedenastej toże msza. Po zjedzeniu owego obiadu polecam przyjrzeć się napisowi ogromnemu, który znajduje się na ścianie budynku łączącego się z restauracją brzeska, który biegnie wzdłuż ulicy łokietka. Napis ma treść: DEMOKRACJA I DYSCYPLINA NIEROZŁĄCZNE. Pochodzi jak mniemam jeszcze z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Gorąco namawiam (jak Pan Kazimierz tekst ten umieści na blogu, o co proszę) by szanowni czytelnicy w rubryce komentarze pisali swoje przemyślenia na temat, co autor hasła miał na myśli? Ja moim sposobem pojmowania świata kompletnie nie nadążam. I niech ktoś powie, że PRL był szary i nudny. Próbuję jednak i odnajduję w tym tekście szczytowe osiągnięcia trupy Monty Pythona, lub jakąś wskazówkę dla poszukiwaczy bursztynowej komnaty. Kompletny odjazd tekstu i przewrotność wskazują, że autor tekstu był wcześniej klerykiem, bo tylko funkcjonariusze siedmiu wzgórków nad Tybrem mają tak pokrętny tok myślenia. Za mordę na przykład by wszystkich trzymali i wszystkich w dyby kuli, ale nie pozwalają Penetratora Kobiecej Dogłębności w kaganiec czyli prezerwatywę zakuć. Siostry, bracia, daj wam Boże i kochajcie się. Na masową skalę. Bo to wzmacnia ducha i uśmiech czyni od ucha do ucha. Przyjrzyjcie się Waszym biustom i torsom. Uczyńcie z nich dar małżonkom, a czas przesilenia wiosenno-letniego jest wiecznym odpustem, więc kiedy w JANOWĄ NOC DAR TEN PONIESIECIE KU WIELU NIEWIASTOM I MĘŻOM, to będzie to Wam za zasługę w niebiesiech zapisane, a na ziemi ma być zapomniane. Bo miłość, jeśli jednemu dajesz, jednej to czemu nie nieść jej wielu spragnionym?

 

Genetycznie Zmodyfikowany Organizm

O trudnej historii pomiędzy

Dwoma bratnimi narodami

 

Które nie chcą poprawnych relacji

A zwyczajnych stosunków chcą

Prawdziwych każdonocnych stosunków

Jak ludzie co się kochają

 

Po tamtej stronie Odry

Już tysiąc lat temu

Chcieli Unii Europejskiej

Braćmi nam być chcieli

 

Dlatego saksowali tutaj

Rozkręcali wielkie biznesy

Warownie zamki kościoły

Wznosili w oczy im Płowce i Grunwald

 

Ile listów jeszcze trzeba

Biskupów i literatów

By nie było mostów rozstań

Na Odrze i Nysie

 

Tam była zawsze wola

By się łączyć krzyczeć WAJTA

I do przodu przeć

Krzycząc Wajta Szprycen

 

Łączyć narody w unie

Jak inaczej to zrobić

Jak nie  kochając się

Krzyczeć Wajta Szprycen Gut

 

Ileż lat już temu

Niczym Unia Lubelska

Mogła być Unia Drezdeńska

A nie tamtejsze - choć nasze - dziady

 

Donek ty nie być cham

Dmij w Angeli róg

Niemiecki papież nasz Bóg

Razem was czworo znaczit Sznel Cug

 

Do Europy szczęścia

Pod czwórki przywództwem

Tworzycie ekstazę ludu

Taką że wajta szprycen i jaaa und guuuut!

 

Będzie dobrze bo Bóg zrozumiał

Nie będzie już pochwalał

Jak ten trzeci się wpierdalał

W stosunki bratnie

 

Dwadzieścia lat później

Zbratany miłością lud

W ordnungu wykrzyczy swój miód

JA WAJTA SZPRYCEN GUT  

 

A limeryk brzmi tak:

 

Konrad Wallenrod Grażynę tarzał i za włosy szarpał

Ta nie protestowała konsumując miłosny szał,

Janko Muzykant skończył namawiać Anielkę,

By zdjęła z siebie wreszcie wstydu kamizelę

Wanda? Wolała Karola. Hans nie doczekał.

 

mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

NIE ZAWIODŁEM SIĘ

niedziela, 17 czerwca 2012 18:24

 

 

Wyczekiwałem na czwartek, co tez przyniesie kolejny spektakl Koła Teatralnego przy Gimnazjum nr 2 i nie zawiodłem się!

Tym razem była pełna sala, goście z innych szkół i instytucji oświatowych byli, rodzice nauczyciele i widzowie jak ja, na przykład. Znowu przedstawienie pomyślane tak, by wciągnąć w jego treść zgromadzoną publiczność i myślę, że wyszło bardzo dobrze. Wszyscy obecni pośmialiśmy się z siebie, i mam nadzieje, że trochę pomyśleliśmy, co tak naprawdę jest ważne. Sztuka Lilianny Bardijewskiej w reżyserii pani Małgorzaty Górniak i entuzjastycznym wykonaniu młodych aktorów i zgromadzonej publiki jest o wpływie telewizji na współczesnego człowieka, który sam sobie nie potrafi nic zaoferować i szuka gotowych wzorców w najpopularniejszym z mediów tracąc w sumie wartości najcenniejsze, bo rodzinę, prawdę, piękno czy wreszcie sztukę myślenia.

Na swój własny użytek odebrałem ją tak, że jest to opowieść o robotnicy trzeciej zmiany, która z nocki wraca do domu i żyje dalej życiem zombie, włączając poranną telewizję śniadaniową - a tam profesor doktor mówi, że chipsy są zdrowe, że powinna mieć takietoatakie ubranko-wdzianko na sobie, i tak upiętą fryzurę, i na pewno jej „pięć minut” nastąpi. Wsłuchana i wpatrzona pije kawę, zajada czekoladę pełną antyoksydantów, no więc będzie żyła sto i jeszcze trochę lat w zdrowiu i seksapilu.

Potem dzieci przychodzą ze szkoły i nie ma wspólnego odrabiania lekcji, i rozmów budujących wspólnotę, i człowieczeństwo, ale jest mowa do synka (Izydorka załóżmy), któremu spodnie nie spadną na podłogę dzięki temu, że utrzymują je pośladki jędrne od wołu z żarcia, i jaja nadęte coca colą i modyfikowaną kukurydzą z pity, by ten ukazał swoje krwawe talenty i tępotę - ale cool tępotę w plastikowym świecie telewizji, czy też w wirtualnym świecie Internetu, pisząc na przykład kretyński blog.

Jeszcze atak na córkę, by wystartowała czym prędzej w castingu do show i aby mając nadwagę została top modelką, ewentualnie gwiazdą girls-bandu.

Po południu, już wypindrzona przez dwie godziny ślęczenia przed lustrem, ta „fucked mother” biegnie na misy tybetańskie, we wtorek na gongi znad Nilu, w środę na tai-chi, w czwartek na salsę, w piątek na plastry, które wyciągają resztki szarych komórek, w sobotę jest babski dzień, a właściwie noc, a niedziela?...

W niedzielę nie czytam Meandrów ino zapieprzam na mszę popatrzeć, rozejrzeć się, obmówić koniecznie i klęknąć przed konfesjonałem, i odsłonić markę butów. Tak tak, lampuceryzm doskoczy w drodze do domu i na pewno zapyta, jak ty je znasz!

Wieczorem wróci nieszczęsny małżonek i ciepła ciepłej kolacji nie zazna w pustym domu, pełnym kadzidlanego smrodu, ale znad samego Gangesu i Irtyszu. Wreszcie lafirynd powróci i przez szumiący jej w uchu tępy gong nie usłyszy ciepłych powitania słów z jego pragnących ust. Za to warknie mu: Chcesz ciupciać, porno jełopie, to medytuj i naucz się - dziś będzie anangaranga, ale podam ci ją w tantrze!

No i tracimy, szukając koktajlu bollywood, chińszczyzny i american dream -  tracimy możliwość Polaków nocnych rozmów przy parzonej kawie po polsku, by paść sobie w ramiona i cieszyć się tym co najważniejsze, byciem tu i teraz w cieple, namiętności i miłości oraz pięknie poezji i sztuki! Ostatecznie jest tak:

 

Są rzeczy ważniejsze od miłości

Kochanie daj mi pilota od telewizora

Są rzeczy od smaku ust ważniejsze

Wiesz kotku jutro zrobimy grilla

 

Są rzeczy ważniejsze od czułości

Musimy coś odłożyć na czarną godzinę

Są rzeczy ważniejsze od wspólnej kąpieli

Jak ci się podoba mój nowy smartfon

 

Są rzeczy ważniejsze od szczęścia

Wiesz u mnie awans będę robić karierę

Są rzeczy ważniejsze od namiętności

Nareszcie niedziela odpoczniemy w galerii

 

Są rzeczy ważniejsze od czułego szeptu

Opamiętaj się przecież nie mamy dwudziestu lat

Są rzeczy ważniejsze od mądrego słowa

Ty dalej czytasz wynurzenia tego pijaka

 

Są rzeczy ważniejsze od nut Bacha

Ty jesteś matołem nie nadajesz się do życia

Są rzeczy ważniejsze od wspólnoty uniesień

Weź skończ ze sobą  - kamień i w wodę

 

Jeden spektakl, tyle myśli, dziękuję pani Małgorzato i cała Trupo - życzę Wam powodzenia w „nowym”, dorosłym świecie.

 

MK

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

DZIĘKUJĘ PANU ZA „BECZKĘ”,

niedziela, 17 czerwca 2012 18:21

 

naprawdę oryginalna gazeta i chwała autorom - redaktorom, za odwagę i niezależność oraz wolność głoszonych poglądów. Tam jest taki tekst Pana Bernarda Sojki o ekscesach kościoła katolickiego w związku z TV Trwam i ekscesach na Krakowskim Przedmieściu. Pan Sojka przytoczył księdza Tischnera i jego słynną trzecią prawdę. No więc na kanwie tejże prawdy napiszę coś, co chodzi za mną od 2 lat, ale czytając o dokonaniach w tej antymaterii pana Macierewicza nie mam już zahamowań.

 

Dawno, dawno temu Książę Pan na Iczynie, nieopodal Żacholeckiego Lasu, dostał zaproszenie od swej cioci Babuszki Matrioszki, do złożenia jej wizyty w bratniej Republice Radzieckiej. Babuszka Matrioszka zapraszała go tam do spędzenia u niej (wraz z dworem) prawdziwej rosyjskiej zimy i do korzystania z takich uciech, jak bania czy prawdziwy kartoflany bimber.

Książę Pan wyruszył wraz z dworem jesienią, a do ochrony orszaku poprosił nie kogo innego, jak Rumcajsa i jego syna Cypiska, a do towarzyszenia Księżnej Pani zaprosił Hankę! Orszak z Moraw ciągnął do Rasyi długie jesienne miesiące, ale do Carskiego Sioła dotarł o czasie. Tam przez długie zimowe miesiące trwały zabawy, tańce, polowania, kuligi, czytania wierszy rosyjskich poetów, a Hanka i Rumcajs śpiewali ballady Karela Kryla i Piotra Wysockiego. Babucha Matrioszka, jak to ona, miała aż dwanaścioro dzieci, które rubasznie bawiły się z ich kuzynami dwunastoma miesiącami, ku radości ich ojca Dieda Maroza i Księcia Pana, którzy kochali dzieci. Szybko zleciały miesiące spędzone na radosnych pląsach wszelkiego rodzaju.

Z pierwszymi oznakami wiosny Książę Pan nakazał powrót. Powoli wracali do kraju Jozefa Szwejka i Krecika. Pewnego dnia postanowili zrobić postój na odpoczynek nocny. Było to jakieś lotnisko Siewiernyj. Schronili się w zagłębieniu przed lotniskiem. Z rana Rumcajs powiedział Cypiskowi, aby wszedł na pobliską brzozę i poćwiczył strzelanie z żołędzi do wron, które niemiłosiernie podkradały zapasy i krakaniem zakłócały spokój porannego spoczynku księcia, księżnej i dworu! Cypisek z lubością wspiął się na sam czubek onej brzozy i celnie dokuczał żołędziami jeszcze z żacholeckich zapasów. W pewnym momencie dostrzegł samolot lecący wprost na niego. To co zobaczył było niesamowite. W kokpicie ganiały się i krzyczały na siebie dwa zwierzaki. Pomimo ryku silników słyszał:

- Alik, qrwa, mówię ci, że to mój pan ukradł księżyc. Odpowiedź była druzgocąca:

- Durna kociuro, milcz! To mój i on opracował plan.

Cypisek rozbujał czubek i unikając zderzenia opuścił się na dół. Naprężona przez Cypiska brzoza z furią naparła na skrzydło samolotu odcinając je. Cypisek zobaczył jeszcze, że pomimo to w hallu samolotu wszyscy stali na baczność i z głośników słuchali podłączonych doń komórki Jego, a z tych głośników do brata mówił i do zebranych w baczności ON:

- Musimy elementy pomnika Chrystusa Króla, dwustumetrowego pomnika, dostarczyć naszemu sojusznikowi, i ustawić je na chwałę naszą i ICH na herbacianych polach Batumi, a potem zapanuje On nad lasami żywicznymi Kanady...

Tu samolot się rozbił. Kot i pies wyskoczyły i przerzucając się nadal argumentami pobiegły gdzieś, chyba w kierunku Lasku Katyńskiego, a może Miednoje... Książę Pan widząc co się stało zasmucił się i zamamrotał:

- Oj Lachy, Lachy.

 

MK


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 336  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52336