Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


PŁOŃ NIE ZA BLISKO NIEBA I NIE ZA DALEKO

niedziela, 22 czerwca 2014 21:47

Rzecz o pewnym namysłowskim koncercie

Kościół św. Apostołów Piotra i Pawła w Namysłowie był 19 czerwca br. miejscem interesującego koncertu, zatytułowanego „Płoń nie za blisko nieba i nie za daleko”. Na koncert złożyły się teksty Karola Wojtyły, do których muzykę opracował ks. Piotr Nowicki (twórca zespołu Follow Him). Wystąpili: Zespół Follow Him, Orkiestra pod dyrekcją Marka Kudry i trio w składzie ks. J. Hołowacz, Sz. Chudy, M. Dwornik – tu warto wiedzieć, że orkiestra wystąpiła na zaproszenie Zarządu Powiatu Namysłowskiego. W koncercie zaprezentowano czternaście różnorodnych pod wieloma względami wierszy Karola Wojtyły ze zbioru Pieśni o Bogu ukrytym.

Namysłowianie na koncert przybyli tłumnie, obficie zapełniając nawy kościoła, bo też i istotnych powodów było sporo: wiersze ukochanego przez Polaków papieża, dzień świąteczny, kościół jako miejsce koncertu, a i forma utworów niecodzienna (nieczęsto spotykana). Wątpię natomiast aby przychodząc na koncert Namysłowianie pokazali, że wartościowe propozycje kulturalne bronią się same, wszak o wartości mieli się dopiero przekonać podczas koncertu.

Z satysfakcją muszę przyznać, że utwory były znakomicie, z ogromnym polotem przygotowane, doskonale opracowane melodie, świetna aranżacja, wspaniale brzmiące głosy… Krótko: serce i profesjonalizm.

Za tym wszystkim nie nadążało, niestety, nagłośnienie – w bocznych nawach było kiepskawe, a przy końcu nawy głównej prawie żadne. Jeżeli w przyszłości nie da się takim kłopotom technicznie zaradzić, to może warto trochę tekstów wydrukować i rozdać je przybyłym?

 

Dla tych, którzy na koncert z różnych powodów przybyć nie mogli, albo z powodu wad nagłośnienia słów nie dosłyszeli, zamieszczam kilka wykonywanych wówczas wierszy.

 

***
Z wolna słowom odbieram blask, 
spędzam myśli jak gromadę cieni, 
- z wolna wszystko napełniam nicością, 
która czeka na dzień stworzenia. 
To dlatego, by otworzyć przestrzeń 
dla wyciągniętych Twych rąk, 
to dlatego, by przybliżyć wieczność, 
w którą byś tchnął. 
 
Nie nasycony jednym dniem stworzenia, 
coraz większej pożądam nicości, 
aby serce nakłonić do tchnienia 
Twojej Miłości.

Mysterium Meum Mihi
Pan, gdy się w sercu przyjmie, jest jak kwiat,
Spragniony ciepła słonecznego.
Więc przypłyń, o światło z głębin niepojętego dnia
I oprzyj się na mym brzegu.
 
Płoń nie za blisko nieba
I nie za daleko
Zapamiętaj, serce, to spojrzenie.
W którym wieczność cała ciebie czeka.
 
Schyl się, serce, schyl się, słońce przybrzeżne,
Zamglone w głębinach ócz,
Nad kwiatem niedosiężnym,
nad jedną z róż.
 
&
 
Aż dotąd doszedł Bóg i zatrzymał się krok od nicości,
Tak blisko naszych oczu.
Zdawało się sercom otwartym, zdawało się sercom prostym,
Że zniknął w cieniu kłosów.
 
A kiedy uczniowie łaknący łuskali ziarna pszenicy,
Jeszcze głębiej zanurzył się w łan.
- uczcie się , proszę, najmilsi, ode mnie tego ukrycia.
Ja, gdzie ukryłem się , trwam.
 
Powiedzcie, kłosy wyniosłe, czy wy nie wiecie,
Gdzie się zataił?
Gdzie Go szukać - kłosy, powiedzcie,

  Gdzie go szukać w tym urodzaju ?



Do tekstów dołączam również albumik ze zdjęciami i kilka klipów z fragmentami koncertu - jeden, prawie godzinny, nagrany jest przez Telewizję Powiatu Milickiego (Fakty Milickie).

 

FOLLOW HIM - Pan gdy się w sercu przyjmie

http://www.youtube.com/watch?v=W-HCOf04kWA

 

FOTOALBUM – PŁOŃ NIE ZA BLISKO NIEBA I NIE ZA DALEKO

http://www.webalbumy.nok-namyslow.pl/follow-him/

 

FOLLOW HIM - Z wolna słowom

http://www.youtube.com/watch?v=r3Hpxdk03Ws

 

FOLLOW HIM - Aż dotąd doszedł Bóg

http://www.youtube.com/watch?v=Zjz3mLuGYwM

 

Koncert Zespołu - FOLLOW HIM – TPM

http://www.youtube.com/watch?v=oGP9pmcBUOE

 

Kazimierz Jakubowski


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

KLAN ZERWANYCH Z UWIĘZI, CZYLI ŚWIETNY POMYSŁ PROFESORA NOTY

niedziela, 22 czerwca 2014 21:33

Tadeusz Nowak (nom de guerre Profesor Nota) jest nauczycielem w namysłowskim Ogólniaku. Z początkiem 1994 roku wpadł na znakomity pomysł i natychmiast zaczął go wdrażać w życie. Oto skrzyknął sporą grupkę młodych ludzi i wspólnie utworzyli Klan Zerwanych z Uwięzi. Ani przedtem, ani potem nie było takich klanów w okolicy.

W planach Klanu ujęto wszelakie wyprawy, spływy kajakowe, eskapady pozwalające dobrze poznać uroki Ziemi Namysłowskiej, jej zabytki i przyrodę – było tam dużo więcej punktów, ale poprzestańmy na tych najistotniejszych.

Na klanowym proporcu widniał spory latawiec z uczepionym doń dzieckiem. Zerwani z Uwięzi mieli  nawet swój hymn! – (sam go im wymyśliłem, to wiem) a do niego dodałem z czystej sympatii taką nibyszantę. Działalnością Klanu byłem szczerze zainteresowany przede wszystkim z dwóch powodów:

  1. Ten Klan, to był znakomity pomysł;

  2. Członkiem Klanu był mój syn, Mirek.

     

    Oto słowa wspomnianego hymnu:

    KLAN ZERWANYCH Z UWIĘZI

Póki są najmarniejsze dowody,

Że nie wszystko można skuć i spętać,

Podążamy za głosem swobody:

Wolnym być - rzecz święta!

 

Jeszcze starej Ziemi kula

Wciąż wiruje, chociaż rzęzi!

Jeszcze wiatr po polach hula,

Za nic mając wszelkie więzi!

Jeszcze dyszą, poprzez wieki

Zniewalane oceany!

Jeszcze toczą wody rzeki,

Pokonując śluzy, tamy!

Jeszcze mają swoje szlaki

Wilki, rysie, myszy polne

I wpisane w błękit ptaki

Wiatroskrzydłe, śmigłe, wolne!

 

Konwenanse, przesądy, zawiści łańcuchy...

Jak wrzeciądze u lochów bram -

Odrzucamy, zrywamy, bo wolne my duchy!

My - Zerwanych z Uwięzi Klan!

 

WYRUSZAMY POPRZECIERAĆ  NIECO  SZLAKA!

 

Wiele osób w głowę zachodzi,

Chcąc wyjaśnić problem zawiły:

O co chodzi, no, o co chodzi,

Że młodziaki w trasę ruszyły?

 

A tu przecież cała sprawa prosta taka,

Że zrozumieć chyba każdy ją potrafi:

Wyruszamy  „poprzecierać  nieco szlaka”,

Żeby nas czasami szlag nie trafił!

 

Czemu właśnie zaczynamy od Widawy?

Bo piechotą nad Missouri za daleko!

Jest Widawa - to spływamy, nie ma sprawy!

Póki rzeka jeszcze jest w ogóle rzeką.

 

„Opętana” przestrzeń dawno nam obrzydła -

Wyruszamy, wiedzie nas szczęśliwa gwiazda.

Żeby umieć rozprostować swoje skrzydła,

Trzeba najpierw chcieć po prostu wypaść z gniazda.

 

Pierwsza wyprawa, to był „kajakowy spływ Widawą”. Mam film z owej wyprawy – film bardzo interesujący i porządnie zrealizowany, chociaż nie przez zawodowych filmowców.

Kiedyś wybrałem się do Przyjaciół mieszkających w Głogówku i tam im film pokazałem. Bardzo im się podobał „pomysł na Klan”. Podobał się do tego stopnia, że do obejrzenia filmu zaprosili swoich przyjaciół również nauczycieli. Z satysfakcją wysłuchałem kolejnej porcji zachwytów.

Nie wiem, dlaczego Klan Zerwanych z Uwięzi przestał istnieć. Być może zadziałały tu jakieś mechanizmy zawiści. A może pomysł rozbił się o kasę?

 

W każdym razie strata jest ewidentna i szkoda niewątpliwa.

KaJ


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PRZYPADKI KURWY SPOŁECZNEJ TUTEJSZEJ

niedziela, 22 czerwca 2014 9:12

mk-polemiki.jpg

Siedzieliśmy na ławce, pod rozłożystą czereśnią, której liście były już mocno zrudziałe, pordzawione i przerzedzone. Był sierpień wieku dwudziestego pierwszego. Patrzyliśmy jakoś tępo na drwa z jabłoni śliw skrzące się w palenisku grilla. Na ruszcie powoli dochodziły ryby w aranżacji przypraw Cioci Zosi i szaszłyki warzywno-owocowe, pomysłu Wuja Stacha. Zrobiło się trochę smętnie i Ciocia Zosia wnet wyczuła to i zaproponowała!

-  Proponuję jak temat luźnej, ożywczej rozmowy kurwę społeczna tutejszą, na przykładzie waszych doświadczeń. Ty Fyrflu zaczynaj! Od razu na myśl przyszła mi pewna sytuacja, gdy remontowałem kuchnię...

-  No więc było to tak - bez wahania zacząłem. -  Mój fachman docinał sobie spokojnie kafelki i podśpiewywał. Akurat nucił „Jak" Edwarda Stachury na melodię Starego Dobrego Małżeństwa, gdy nagle do drzwi zaczął ktoś mocno walić, jak gdyby mu gorący pręt inkwizycji do dupska wpychano lub był to bohater wiersza Broniewskiego - ten z kolbą. Spokojnie otworzyłem. Był to mój sąsiad Haim Kristoffullos. Piana mu leciała z warg i strasznie zapluwając się zaczął głośno seplenić z bezzębia.

-  Panie sąsiedzie! Jak pan śmie! Przecież Ojciec Święty głosi słowo boże?! Jest pan Polakiem czy nie?! To skandal, pójdę do spółdzielni! Po czym zaczął cały drżeć i pokazywać coś dłońmi.

-  Panie Kristoffullos. Jestem Polakiem, a nawet Niemcem, jak wielebny Be-16, ale ja służę mojej ojczyźnie (byłem jeszcze policjantem), a nie Watykanowi. Nadto sam sobie czytam Biblię i ją sobie interpretuję, dlatego żegnam sąsiada.

-  Tfu! - wydał dźwięk sąsiad i biegiem, naprawdę biegiem, poleciał ku swemu M-3 i telewizorowi. Ja zaś do dziś mówię mu dzień dobry... bez odpowiedzi.

Mój majster zaproponował by przerwać pracę na czas celebry. Posłuchaliśmy z nudów Benego, ale nic sensownego chyba nie powiedział, bo nic nie zapamiętałem. Teraz ty Wuju Stanisławie. Przekazuję tobie „kurwie szydło” do snucia opowieści.

Wuj dokończył pić Harnasia i rzekł:

-  Skoro jesteśmy przy remontach, to pozostanę i ja w tym temacie. Kiej remontowałem salon i moi majstrzy zbijali krzywe, postgierkowskie tynki, to moja sąsiadka, emerytowana prostytutka, pobiegła do spółdzielni i złożyła skargę na mnie, że zakłócam jej spokój. W sekretariacie jej wytłumaczono, że pora zmienić tryb życia z nocnego na dzienny i zostawić ten przywilej sowom, złodziejom, policjantom i młodszym przedstawicielkom jej ofiarnej profesji. Nie dała za wygraną. Następnego dnia poszła i skazała, że w wyniku mojego remontu w jej mieszkaniu popękały ściany. Tu już panowie z remontowego pofatygowali się i stwierdzili, że nic takiego nie ma miejscą. Ostatecznie finalny głos zabrałem ja, mówiąc (być może przyszłej świętej i patronce grodu), że jeśli nie powściągnie za uzdę swojej wrednej jadaczki, to za każdym razem, kiedy tłucze ją jej klient lub się awanturuje, gdy ta nie wprawnie robi mu loda, będę dzwonił na Policję. Wtedy mamuśka szybko wycofała się do swego gniazdka-miejsca pracy i zatrzasnęła drzwi. To był koniec jej pretensji i teraz nawet uśmiecha się i odpowiada na dzień dobry.

Uśmiechnęliśmy się radośnie po jego opowieści.

-  Teraz moja kolej - rzekła Ciocia Zosia.-  Pozostanę w klimacie remontów. Renowacji poddałam jeden ze swoich pokoi i wtedy nastąpił przedziwny incydent, o którym opowiedziała mi sąsiadka mieszkająca nade mną. Przewijała swojego synka, gdy do jej mieszkania, bez pukania, wpadła inna sąsiadka, mieszkająca pode mną i zaczęła wrzeszczeć:

-  Co pani sobie wyobraża! Proszę remonty ze mną uzgadniać, to wyjadę na urlop!

Dziecko zaczęło płakać, więc sąsiadka wypchnęła z mieszkania degeneratkę słuchową, mówiąc jej: - Wypieprzaj, zasuszona kurwo! A remont jest nie u mnie tylko piętro niżej! Zaznaczam, że termin "zasuszona kurwa" jest prawdziwy, bo łechtaczka sąsiadki była odskocznią dla wielu tutejszych, tak zwanych zacnych mężów i ojców rodzin.

Naszemu krotochwilnemu rozhoworowi przysłuchiwała się uczestniczka pielgrzymki do Częstochowy, która jak jeszcze kilkoro pielgrzymów rozbiła swój namiot na naszej gościnnej działce.

 

-  Czy mogła bym opowiedzieć swoją historię? - zapytała.

-  Ależ oczywiście! - rzekła Ciocia Zosia - będzie nam miło.

Kiedy tutaj mieszkałam, remontowałam łazienkę. Moi majstrowie dzięki rurom słyszeli, od sąsiada mieszkającego pode mną, że jestem kurwą, szmatą, dziwką, suką, a oni są chujami, no i, że Bóg powinien zesłać na mnie tyfus, syfilis, a najlepiej by te plagi połączył ze sobą. W końcu mój majster nie wytrzymał i krzyknął do dwunożnego: - Jak się mendo społeczna nie uspokoisz, to celowo się przewiercę do ciebie i naszczę ci na ten wredny, parchaty i niewyparzony ryj! Wiecie siostry i bracia, ze podziałało! -  powiedziała pielgrzymkowym zwyczajem katoliczka o bujnym czarnobylskim biuście, którą mogliśmy gościć i podziwiać atrybuty jej kobiecości. Zauważyłem, że nawet ślimaki starały się wejść na gałęzie drzewa pod, którym rozbiła namiot, aby jej się przyglądać.

-  Pozwolicie towarzysze, że głos jeszcze ja zabiorę - powiedział leciwy już mężczyzna z cygarem „El Commandante" w ustach.

-  Kilka lat temu, mieszkałem jeszcze tutaj i nawet na tym osiedlu. Bardzo lubiłem ukwiecać balkon, a zwłaszcza w pelargonie kaskadowe. Cieszył mnie ich widok i przebywanie wśród nich jak wspólnota jaką tworzyliśmy w ramach ZSMP! Płatki, czerwone płatki, jak robotnicza krew przelana przez wieki, przeszkadzały tak samo, kurewsko wrednej sąsiadce, na której balkon niestety spadały. Próbowałem z nią negocjować, zapraszać na kawę, ale ona twierdziła, że z powodu moich pelargonii, nie będzie kupowała odkurzacza. Pewnego ranka, kiedy Bóg i socjalizm, całkowicie ją opuściły, wpadła bez pukania do mojego mieszkania, czerwona jak surdut biskupa i krzyczała: - chodź, kurwa, chodź! Ci kurwa pokażę! Jej lumpen-robotniczo-pijacki ryj fioletowiał z nienawiści. Puściła mnie dopiero przed swoim balkonem krzycząc: - zobacz, kurwa, zobacz! Na jej balkonie leżało pięć, dosłownie pięć czerwonych płatków pelargonii. Wtedy nie wytrzymałem ja. Wpadłem w totalny szał. Krzyczałem na nią: - Ty kurwo antyspołeczna, ty suko, ty jędzo, ty brudasko (faktycznie w domu miała totalny syf i brud), ty raszplo, nawet w d… nie rypana, żeby cię 1000 byków waliło przez cały rok!

I z tym repertuarem wycofałem się do domu kipiąc. Wyrzuciłem z wściekłości swojej skrzynki i doniczki z pelargoniami przez balkon, na trawnik. Po tym zdarzeniu ciężko mi było dojść do siebie. Za kilka miesięcy sprzedałem mieszkanie w tym kołchozie i kupiłem stary poniemiecki domek, na zapadłej wsi dolnośląskiej i tam w spokoju oddaje się pasji hodowania kwiatów, a nawet mam warzywnik i sad.

Wszyscy obecni na działce zaczęli mu bić brawo. Następnie Ciocia Zosia zaintonowała Boże coś Polskę. Potem popłynęły następne bogoojczyźniane pieśni. Było tak podniośle i familijnie, i budująco zaczęło się dziać w naszych sercach, że nie zauważyliśmy jak do repertuaru wkradły się międzynarodówka, warszawianka a nawet Wenceremos!

Pod wieczór pielgrzymi udali się na opuszczone działki na mszę. Nasza Trójca oddała się tymczasem medytacji socjalistycznej i staraliśmy się dostąpić nirwany absolutnego komunizmu. Pielgrzymi powrócili i poszli spać do swych namiotów, ale kilkoro z nich obserwowało wraz z nami piękny, pastelowy zachód słońca, podkreślony przez lecący samolot jasnym szlaczkiem dymu. Pewne młode małżeństwo neurochirurgów pielgrzymowało w intencji bezinvitrowego poczęcia potomstwa, a najlepiej bliźniaczej ciąży. Z ich namiotu dochodziły więc odgłosy wniebowziętozawziętego zbliżenia, które zakończyło się szczytowaniem w okrzyku: Maryjoooooo, doooopooooomóóóóżżżżżż! Zaraz potem wyszli przed namiot i nadzy pląsali w tańcu, śpiewając mantrę: za nowe le haim, za nowe le..., by następnie odmówić jedną z tajemnic różańcowych, aż w końcu ponownie rozpoczęli grę miłosną. Nie zrobiło się ciemno, bo niebo było gwiaździste. Przypatrywaliśmy się mu i było nam dobrze, spokojnie, kolorowo.

 mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

DROGA CEGŁO W PRZEDMURZU!

niedziela, 22 czerwca 2014 9:06

Witam serdecznie drogich Siostry i Braci… we wszystkim (już wy wiecie w czym). Wiosna hula jak namiętny ksiądz w sypialni parafianek, ale to dobrze, wszak marzec to garniec. Szukam w sobie miłości i na szarych chodnikach pomiędzy szarymi blokami, bowiem szukajcie a znajdziecie, jak mówią grzybiarze, i mam nadzieję, która może być przekształci się w uduchowiona wiarę, na końcu tego tekstu i miłość spłynie Wam ode mnie przeze mnie i z Matki Ziemi. Przeglądając swój notatnik z 2012 roku znalazłem parę tak zwanych notek, które sami oceńcie, czy jeszcze są aktualne.

 

mk-polemiki.jpg

 

Uważam, że przywódcy polskiego kościoła katolickiego z premedytacja kolaborują z władzą świecką, zagłuszając sumienia przywilejami, a rezygnują z dobrego przykładu uczciwości, skruchy i skromności. Zamknięci w swych pałacach i rezydencjach są, jak ich totumfaccy czyli księża z wikarymi na plebaniach. Kąpią się we własnym sosie konformizmu i korzystają z uciech jakie daje pięć zmysłów. Uśmiechają się do prezydenta, premiera, ministrów, parlamentarzystów, którzy również w pałacach, rezydencjach i strzeżonych osiedlach oraz posiadłościach... daleko oddalonych od narodu. Za Jerzym Urbanem napiszę, że widzimy proces konstruktywnego współżycia pomiędzy władzą świecką i duchową. A Ciebie Siostro i Ciebie Bracie, ja dostrzegam i wznoszę modły za Was – ja katolikoheretyk.

 

LOVE, SEKS I DUREX, OTO TRZY FILARY WIECZORU W SYPIALNI

No oczywiście, to ostatnie może zastąpić spirala bezpłodności, zakładana przez Spidermana - i mamy pajęczą sieć, w której, niczym muchy na mej działce, dogorywa miliardy plemników, ku przerażeniu demografów, rozpaczy księży, bo się poczęcie w chrzest nie spienięży i radości tych normalnych z Marsa und Wenus, którzy to jako zwykli, chcą radować się swoją płciowością, cielesnością i zmysłowością - ot, możliwościami jakie daje bycie kobietą i mężczyzną w jednym łóżku. Możliwości jest wiele: normal, oral i anal. Znowu trójka mi wyszła! Ach te trójkąty!

 

EZOTERYKA, PARAPSYCHOLOGIA GŁOSZĄ,

że my jako dusza, sami sobie gotujemy w życiu wszystko! Pozytyw, negatyw, traumę, euforię, cierpienie, miłość, lęk, dobro, głód, poniżenie itd. Nie odpowiada na pytanie lub wymijająco: Na c.uj to wszystko?! Czemu nie wystarcza miłość, dobro, zachwyt, nasycenie? Czemu dusza jest tak bestialska wobec siebie, że każe swemu ciału wydłubywać oczy czy obcinać piersi? Żadne z ezoterycznych tłumaczeń się nie broni, dlatego czytam o nich, ale trzymam je na odległość kopa. Bo zawsze tłumaczy się to jakimś ułożeniem, sensem zaświatowym i sprawiedliwością czy innymi paranojami. Pachnie mi to jakimś zniewoleniem, tam po drugiej stronie również. Jest tam jakiś Wielki Brat, a nawet kilku i też trwa chocholi taniec.

 

NOTKA ŚTYRY

Późnym wieczorem, do północy już blisko, piłem piwo zamkowe, nie pasteryzowane, warzone w otwartych kadziach, no i oczywiście c.uja prawda, że na zamku w Namysłowie! No i o coraz mroczniejszej dacie jego początków - TERAZ WYPISUJĄ, ŻE JUŻ OD 1321 ROKU! Piwo doskonałe i mógłbym skończyć. Ale jego pierwszy haust, to jak wejście podczas podniesienia Tadzia Bułeczki z jego gromkim napomnieniem miejscowego prałata! Taki czad płynie w Twoje żyły, córko narodu i mojej Małej Ojczyzny, że ogień i zarazem delikatność tego uwarzenia, to jak kobieta, co zaufała swemu chłopcu i darowała mu klejnot dziewictwa, by razem z nim na końcu przeżyć ekstazę miłości zaklętą w dyskretnym, jednym kwiecie zaklętym w subtelnym smaku goryczki.

 

Teraz dorzucę garść anarchii tak zwanych limeryków, które się ciut uwolniły spode form.

 

Wena miast przyjść stawia kłody
Me wiersze już nie pierwszej wody
Zapomniałem o sprawach talentu
Bo wyrwałaś mnie z zamętu
Przez lody usty z Dziadowej Kłody
 
Marząc o piwie i golonce
Tam gdzie zachodziło czeskie słońce
Podkochiwały się dwa zaskrońce
W dwóch żmijach co kąsać nie chciały
Bo to zlewały i tylko wygrzewać się chciały
 
Pewien zgwałcony kleryk
Uciekł do miasta Limerick
Oprawcy go wytropili
I dalej gwałcili
Hersztem ich gwardian Eryk
 
W telewizji śniadaniowej pokazali panią prezydentową
I starą celebrychę - jak nową
Pod czerep aktoreczki świat też pojmują
Wszystkie one oczywiście świat qrwa ratują
I trzeciego pokolenia Kuroni zupkę już też gotową!
 
Na koniec wiersz mój, jeden z moich ulubionych, to kwintesencja mojej filozofii wolności, ale potwierdzają ją też poważni filozofowie i myśliciele, jak się przekonałem z innych tekstów.
 
Samotność (Wolność)
Inaczej to myśli
Których nigdy nie wyjawimy
Słowa które nie wypowiemy
Rzeczy których nie pokażemy
Entuzjazm którym nie zarazimy
 
Matek ojców żon dzieci
Córek synów kochanków kochanek
Partnerów partnerki przyjaciół przyjaciółek
 
Bo ukształtowani są
My też
Z ocen uprzedzeń wartości
Norm schematów zasad
 
Nie ma już w nich miejsca
Na to co jest sednem nas
To co dajemy drugiemu
Jest tylko naszą powłoką
Która do nas przywarła
Jak pajęcza lepka sieć
I w niej motamy się
Zwąc tą szarpaninę życiem
 
Niektórym nawet udaje się
Omotać tym swoją isotę
Niektórzy w tej lepkości
I akrobacji straszliwej
Dochodzą do godności
 
Przychodzimy tu wielką tajemnica będąc
I szybko uczymy się by nią pozostać
Esencja zawsze jest w nas
Uzewnętrzniamy pozory
Które kierują ludzkością
Zewnętrzność dusi
Wewnętrzność pali i rozsadza
I tak odchodzimy w śmierć
 
Dziękuję za pozor i mam nadzieję, w swym przeświadczeniu miłości k Wam, że dobrze bawiliście się. Proszę o opinię, co do aktualności tekstów - i w ogóle proszę o słowo Twoje Cegło w Przedmurzu! Zdrówka!
 
MOŻNA UPAŚĆ, ALE NIE WOLNO KLĘKAĆ
Jeśli choć raz uklękniesz, całe życie będziesz krzywdził. Jeśli piszesz poezje dla odbiorców, to pisz
zrozumiale, no chyba, że piszesz sobie i dla tak zwanych Muz, w takim razie możesz nawet rzęzić. Jak bardzo musi być człowiek chory i zdewaluowany, co tak zwanej miłości szuka w internecie, lub nawet zrozumienia. Niestety Bóg obsadza nas w takich rolach, w których są takie sceny, których nawet przy
minimum wrażliwości nie możemy zapomnieć, a tym bardziej ich sobie wybaczyć.
72 hurysy po śmierci?! Jakimi więc frajerami są terroryści, którzy w swej tępocie pozbawiają życia siebie i innych, a po tej debilnej akcji, po drugiej stronie czeka ich... zbiorowy gwałt. Dobrze jest gdy wagina jest elementem kobiety, a nie głupiej p..dy, i tak samo powiadam, gdy penis jest częścią mężczyzny, nie zas kawal c.uja! Pisze poezje by ci zetrzeć bielmo z oczu, a nie założyć opaskę z chmur. Wolę poezje, która rodzi bunt, krytycyzm i ironiczny śmiech, od tej bujającej w obłokach naiwności.
Mówią, że się zapętliłem, a to oni duszą się moją wolnością. CIA mówi Polakom kto jest bohaterem i patriotą, Watykan funduje nam świętych i edukację seksualną, a Polki w dodatku gżą się z Arabami, nawet Rydzyk kasę ponoć z zagranicy w reklamówkach woził. Wychodzi na to, że sens odnajdę  w
Dziadowej Kłodzie nad Widawą. Chciałem od Ciebie buzi, a Ty tylko mnie kochasz.
Miłością zmysłów nie nasycisz.
 
LUDZIOM BEZ SERCA ŻYJE SIĘ SPOKOJNIEJ
My ludzie jesteśmy pięknymi istotami, kiedyś to piękno uświadomimy sobie i zaczniemy zeń
czerpać, wszyscy wszystkim. Wyobrażam sobie Podhale bez Poronina, ale nie wyobrażam sobie Poronina bez Lenina. Można zarosnąć syfem, ale nie powinno się go łapać. Polska bez Maryi -wyobrażalne, ale bez wódki katastrofalne. Szwajcarią nigdy nie będziemy, ale nie wolno nam zatracić
ogórka kiszonego. Polska to bigos i kaszanka! Niektóre z moich myśli są jak niepowstrzymany erotycznie traktor. Małżonkowie zawsze się okłamują, na szczęście dla możliwości. Dzisiejszy świat oparty jest o pieniądz i wyścig do niego. Tak wiec jest sprzeczny z Przykazaniem Miłości Chrystusa, a to wprost prowadzi do braku szczęścia i radości z życia u zdecydowanej większości ludzi. Jedyne zakony jakie miały kiedykolwiek sens, to komuny hipisowskie i tabory cygańskie. 
Cale życie był skurwysynem, a umarł na zawał serca! Skąd je miał? Pewnie lekarz sfałszował wpis, dla lepszej polisy. Pragnę przypomnieć, że szwagrowi i wdowie się nie odmawia. Celibat nie sprzyja monogamii.
Ogólnie jestem dupa, ale gdybym był c.ujem, to nie byłbym sobą. Człowiek jest skomplikowany i nawet nie potrzebuje drugiego człowieka, by sobie namotać w życiu. Cel nie może uświęcać środków. Rywalizacja jest głupotą, prowadzącą do zdziczenia i ofiar. Z ludźmi zasad żyje się trudno, bo nawet mój szczery uśmiech może nie spełniać ich kryteriów.
 
Dlatego Słowo Odwieczne
Śmiem odmówić człowieczeństwa
Temu co ma fizys ludzką
A psyche podłą i karykaturalną
 
Dlatego mówię zakonnicy
Suszącej piersi i sutki sterczące
Dla bóstw wszelakich
Nie tryskającej sokiem waginy
W usta tych soków pragnące
 
Dlatego jest człekokształtnym ścierwem
Siedemdziesięcioletni oblech zboczeniec
Kupujący dziewięcioletnią żonę
Z mocy chorego zakonu
Chorej religii
Bestialskiej tradycji
Sadystycznej dzikiej chorej chuci
Odwracający cwanie kota
Zwąc to barbarzyństwo
KULTURĄ
Dlatego...
Dlatego...
Dlatego...
 
Wreszcie nie zachwycili się
Lwią październikową grzywą
SŁONECZNIKA
Przeszli nie otwierając ust
W słowie zachwytu i wzruszenia
No  strącam ich do mordoru
Z mojego Olimpu
 
Bo ja nie muszę być poprawnym
I kochać tolerować przemilczać
Który skrzywdziłeś masz poczuć
Która więdniesz w nawiedzeniu
W okrucieństwo - samo zło...
 
Tym którym, tak zwani ludzie zgotowali
Ten los na całej ziemi i gotują wciąż.
 
Niech kukułki zmartwychwstania, podrzucą Ci chociaż parę pisanek, z których
wykluje się Oblubieniec Los, nim światło z oliwy rozbłyśnie w dym, który 
w nicość przehula wiatr. Niech codzienności słony pot i gorzkie lzy 
z kolejnej pisanki Gość przemieni w najsmaczniejsze 
czerwone wino na weselu, które będzie trwało po Twojego czasu kres.
A z tej tam pisanki - Twojej, a niech sie kłują Twoje marzenia,
najskrytsze, najwartościowsze i niech budują Ciebie, jak z
brzydkiego kaczęcia w piękny, idealnie skrojony Twój każdy dzień, że
będziesz zachwycać siebie i świat. 
Jeszcze może pisanka niech otworzy się, a z niej na każdą noc niech zstąpi 
w Ciebie sen w ramionach z namiętności, rozkoszy, aż po spokojny świt 
i poranek rześki, pewny bez opaski z mgły leku na oczach, sercu i duszy.
Wiec idź zmartwychwstanie w Ciebie. Powiadam ci i nakazuję - się dziej!
No może jeszcze świątecznej baby każdy kęs niech roztopi się w miłość.
Może mazurka każdy kęs niech stworzy miesiąc uśmiechu.
Niech żurku każdy łyk stworzy nowe coś, piękne, nieprzewidywalne 
w możliwościach dobrego, szalonego, niemierzalnego i niemającego 
kresu w niezwykłości. Dorota, Michał i Mirek Kurowscy życzą!
Ps. Niech Pisklę zmartwychwstania jak to kukułcze dzieci narozrabia w Twoim
gniazdku i wyrzuci kilka zniewalających Cię srok, których ogony przywarły
do Ciebie i ciągniesz je nie wiadomo po co? Zaprawdę powiadam kukułcze jajo
prawdę Ci powie! A teraz baw się!
 
OCZY PYTAJĄCEGO WIDZĄ WIĘCEJ OD OCZU WIERZĄCEGO. 
Matka najczęściej bywa teściową, i tu rodzi się pytanie; Czemu Bóg pracował tylko tydzień? 25 lat kopulować jedną panienkę… Pytanie o piekło na ziemi jest uzasadnione. Możesz kochać człowieka ile chcesz, ale nigdy mu nie ufaj. Puściłem się wczoraj z niepełnoletnią whisky, a dziś mam kaca nie tylko moralnego. 
Kobieto z Cytatów, tyle razy w smutku skąpana. 
Tylekroć łzami samotności rozmazana. 
A dziś, jakie jest dziś - czy jest cud? 
I jest ów, któremu wreszcie biust do ust? 
Może to wiele nie pomoże. 
Ale Fyrfl dla Ciebie orze jak może! 
Za Cię modlitwy i mantry wznosi. 
Dają Perun i Weles, że te usta wyprosi. 
Będziesz w bliskości skąpana. 
Od popołudnia przez noc do rana. 
Fyrfle nie gwarantują od razu miłości. 
Ale chociaż orgie w perwersyjnej namiętności. 
Moje damy nasze twórcze Panie, 
niech nam się według potrzeb stanie. 
W opinii swej zostaw mi Info. 
Moja Muzo Weno Rusalko i Nimfo.

Jeżeli mężczyzna poszukuje wyłącznie duchowego piękna w wierszu, kobiecie czy szerzej - w życiu, to jak on musi być stłamszony przez los, albo jest zdefektowany psychicznie, ale myślę, że najczęściej jedno łączy się z drugim, pozostaje jeszcze zniewolenie umysłu w prawdach, doktrynach, ideach... Pełno Was tu, buszujących w złotych kłosach internetowych portali. Połamańców i wagabund jak ten walczący z Tiną Turner pod kopułą gromu. Husarią Don Kichotów jesteście, na widok której wiatrakom opadają skrzydła... ze śmiechu i zażenowania. Obleczeni we Włosienicę poprawności, nie jesteście weseli jak Sancho Pansa.

 
mk
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

JAŚ KOWALSKI TEJ NOCY

niedziela, 22 czerwca 2014 8:59

mk-polemiki.jpg

poprzedzającej wielki i świąteczny dzień, spał bardzo źle z niecierpliwości i wstał już o szóstej rano. Podniecony, kręcił się po domu, przyglądając się rozwieszonym, wyprasowanym i wykrochmalonym, świątecznym ubraniom mamy, taty i swojemu. Bo dziś było wielkie, polskie święto - 22 lipca! Jaś nie mógł doczekać się wielkiej i uroczystej akademii w szkole, z udziałem władz gminy i przedstawiciela województwa, na której odznaczenie odbierze też jego tatuś. Wychowawczyni już tydzień wcześniej obiecała Jasiowi, że to on będzie trzymał w swych rękach drzewce z wielkim, czerwonym sztandarem, symbolem przelanej krwi robotników na całym socjalistycznym i tym zniewolonym, kapitalistycznym świecie.

Tymczasem Jaś ubrał się w inne ubranie i rowerem pojechał do miejscowego kościoła parafialnego, gdzie miał służyć do mszy porannej jako najprawdziwszy ministrant. To rozdwojenie ideowe Jasia było efektem kompromisu pomiędzy tatusiem a mamusią. Mamusia cieszyła się wprawdzie, iż tata jest wziętym działaczem PZPR, będąc jedynie zwykłym drwalem, bo i wczasy w Bułgarii były i maluch! Wiedziała jednak, że trzeba się umieć ustawić i jednocześnie z ludźmi żyć, toteż koniecznym było by Jaś był ministrantem. Łechtało to nawet ambicje proboszcza, że syn takiego zapartego komucha do mszy służy, a i jakimś sposobem tata Jasia zawsze na plebanie przynosił duże sumki pieniędzy na potrzeby wspólnoty od skruszonych grzeszników jak to określał. Mama Jasia mówiła, że rodzina jest najważniejsza. Dla niej zrobi wszystko! Jak trzeba to piekło poruszy i się diabłu nadstawi! Jaś jeszcze nie dywagował w sobie o co tak naprawdę mamusi chodziło. Słuchał z czułością rozmów matki i ojca. Ona mówiła mu:

- Kaziu! Kochany czerwony knurze, samo włażenie komuchom w tyłek nie wystarczy, i dlatego z czarnymi trzeba żyć, i ludzi wkoło widzieć, baczyć na dewoty cholery, bo te qrwy namieszać umią nawet księdzu! Ale ja je biorę na siebie i katabasa też! Widzisz, qrwa, co pojebańcy wyprawiają w  Radomiu! Ja ci powiadam ten jebnięty naród nigdy nie zawierzył Maryjce Częstochowskiej i qrwa nie czeka aż Jezusek na osiołku zajedzie, tylko oni, qrwy w konie wierzą! A ściślej, qrwa, dwa.

Ojciec Jasia zawsze tych tyrad mamusi słuchał z podziwem i uśmiechem szacunku i zrozumienia.

-  Te pierdolce wierzą - kontynuowała mamusia - że Józiu Piłsudski na kasztance, a Andersik na białym ogrze przygalopują zmartwychwstali! Oni, qrwa, myślą, że będzie im lepiej na pańskim chlebie i bez ubezpieczenia zdrowotnego! Duraki myślą, że ekonom da im, opartym o szpadle, osiem godzin stać w robocie.

Ojciec Jasia uśmiechał się wtedy i raz powiedział do żony piękne słowa, które Jasiowi zapamiętały się i, które stale w późniejszym życiu przypominał sobie i były mu jak droga do Mekki!

-  Pamiętaj Halina, że ze wszystkich świń knury i lochy żyją najdłużej! O tym każda baba i facet wiedzieć powinni najpierw, a i przed chrztem jeszcze! Trza tylko wiedzieć komu nadstawić i kogo kopulować, a życie może być rajem!

 -  Słusznie mówisz, knurciu! I Halinka mocno językiem weszła w usta pełne jajecznicy swojego męża. Byli arcyszczęśliwi, rozumieli się, znali swoje cele i środki do nich.

Jasio lubił swoje posługiwanie do mszy, bo ten część tacy dawał do podziału ministrantom, a i zawsze miał zachodnie cukierki i czekolady, którymi chojnie obdarowywał ministrantów. Kiedy przyszły dary do parafii, to zawsze prosił Jasia by ten przysłał mamę po konserwy, ubrania i inne rzeczy, nim reszta hołoty wiejskiej się zleci. Dlatego chodził Jaś pięknie ubrany, w eleganckie, markowe, innastrannyje ciuchy i buty, a nawet plecak miał Adidasa! Zawsze na ich stole królowała niemiecka kawa, likiery z całej EWG i proszki do prania toże! Mamusia odwdzięczała się sprzątając plebanię raz w tygodniu, a nawet dwa i Jaś nie przejmował się, gdy koledzy i koleżanki mówili mu, że ich tatusiowie i mamusie mówią, że jego mama jest świętością jebaną.

Wrócił do domu ze mszy i przyniósł trzy belgijskie czekoladki dla nich trojga, które doprawiły smakiem ich śniadanie, wspólne, pełne pikantnych rozmówek rodziców. A Jaś słuchał i jak gąbka mądrością życiową nasiąkał. Po śniadaniu wszyscy wesoło ubrali się w świąteczne ciuchy i nowym czerwonym Fiatem 126p pojechali do nowo wybudowanej, zbiorczej szkoły podstawowej, gdzie w pięknej, nowej i funkcjonalnej sali gimnastycznej, miała się odbyć akademia ku czci 22 lipca, czyli Manifestu Lipcowego, który przywrócił ludziom pracy godność, a Polsce cześć! Uhonorowani mieli być na niej przodownicy pracy socjalistycznej i aktywiści ludowi. Jaś z dumą i drżeniem rąk i mocniej bijącym sercem trzymał drzewce z ogromnym czerwonym sztandarem. Czuł, jakby jedną rękę wspomagał mu Bóg Ojciec, a drugą Marks Karol i wręcz promieniał na twarzy! Uroczystość rozpoczęła się od gromkiego odśpiewania przez wszystkich zebranych hymnu państwowego, a grała hucznie strażacka orkiestra. Najsamważniejszym punktem uroczystości dla Jasia było, i łzy mu poleciały, kiedy jego tatuś, młody przecież człowiek, odbierał krzyż zasługi i branżową, leśniczą odznakę zasłużonego przodownika pracy socjalistycznej! Jak zwykle w takich wypadkach, imprezę uskuteczniły występy dzieci przedszkolnych, szkolnych i orkiestry dętej, a na koniec wszyscy odśpiewali niczym chór Aleksandrowa „Wyklęty powstań ludu ziemi”. Potem wybrańcy, orły epoki sukcesu, udali sie do remizy na obiad z udziałem władz gminy i przedstawiciela województwa. Pośród zaproszonych był oczywiście ojciec Jasia i mąż pani Haliny. Były toasty za PRL, PZPR, Edwarda Gierka i na pohybel warchołom! Panie z koła gospodyń wiejskich krzątały się, podając do stołów własne dzieła wszelkiej wiejskiej, pysznej kulinarności. Gotowały też i usługiwały kucharki ze szkoły zbiorczej, dostając za to specjalną premię i talony na gorące posiłki i lody podczas wieczornej zabawy, która jak każdego roku odbyć się miała w oddalonym o 2 kilometry parku gminnym, zwanym „Małpim Gajem". Takie talony też dała Jasiowi w trakcie obiadu mama. On zaś wesoło biegał wśród stolików i był brany na kolana, głaskany i częstowany cukierkami przez naczelnika, sekretarza gminy, dyrektorkę szkoły, nadleśniczego, szefa OSP czy komendanta posterunku milicji.

Pan naczelnik gminy, w pewnym momencie wyszedł z tatusiem Jasia na papierosa poza remizę.

-  Kaziu, z województwem dogadałem twój kontrakt w Iraku, tam będą budowali cukrownię i pojedziesz jako spawacz.

-  Dobrze Karolku, ja juz nawet papiery „wyrobiłem" i szwagier uczy mnie co i jak w tym fachu!

-  A jak moje drzewo się ma?

-  Się ma dobrze i jest piękne i najlepsze, a nawet glejt nadleśniczy bumagnął! Jest więc czyste jak łza radości dziewictwa, co kończy w objęciach księcia z bajki! W niedzielę będzie nad jeziorkiem.

-  A se będziemy biby Kaziuchna robić! Ta firma co z nią do Iraku jedziesz, to za rok będzie budować na Węgrzech, a później w Bułgarii, no to się spraw w tym Iraku! A moja i Julka w tym łbawica by Cię tam nie zabrakło.

-  Dam radę!

-  Ty swój chłop jesteś, więc może byś chciał na kursy do Warszawy, a potem do Moskwy? Towarzysze z województwa widzą cię!

-  No to się śpiesz Karol, bo i nadleśniczy Gozdawa ma dla mnie widoki! Ale Karol! Ja to myślę papiery pozbierać, nauczyć się i prywatkę otworzyć jak u bratanków kasy zarobię. Szkoły i inne budynki trza remontować Karolku, a wtedy ty przy mnie też się obłowisz! Karolciu to będą kokosy!

-  Ty masz czachę! Genialne!

I Jasiu słuchał takich rozmów ojca z leśniczym, sekretarzem, nadleśniczym, a szczególnie ciepło tatuś rozmawiał z młodą, ładną i zgrabną dyrektorką szkoły, co jak wieść gminna niosła Jagielonkę kończyła i wierzby szumiały, że jest rodziną do samego przewodniczącego rady państwa. Po obiedzie w remizie nasi bohaterowie powrócili do domu weselsi o kilka kieliszków bałtyckiej i kilka literatek tej nie powtarzalnej, landrynkowej oranżady. Przebrali się i pojechali do Małpiego Gaju, gdzie Jasio miał wziąć udział w turnieju piłki nożnej, a rodzice w biesiadzie i zabawie. Jaś reprezentował swoją szkołę, w swojej grupie wiekowej jako bramkarz. Socjalistyczna Polska to nie Ameryka więc rodzice nie szli podziwiać swojego syna na boisko, ale od razu zabierali się za biesiadowania z ówczesnymi elytami gminnymi, wspomaganymi tłuściutkim przedstawicielem województwa.

Małpi Gaj był zieloną wyspą pośród pól uprawnych. Prowadziła do niego żużlowa droga, odbijająca od drogi powiatowej, łączącej wieś gminną z pozostałymi sołectwami. Jak na tamte lata był to nowoczesny park, pełen żużlowych alejek do spacerowania i zatoczek z ławkami. Posiadał dużą scenę dla przygrywających zespołów, czy występów dziecięcych grup śpiewaczych i tanecznych. Parkiet stanowił duży asfaltowany plac, a wokoło niego było dużo stolików. Nad stolikami i parkietem była wiata, aby biesiadnicy nie zmokli. Wokoło tego wybudowano kilka drewnianych bufetów, z których sprzedawano pieczoną kiełbasę, kaszankę, lody czy oranżadę, no i wszelkie alkohole. Na obrzeżach parku były boiska do piłki nożnej, ręcznej, koszykówki, siatkówki, a nawet kort i plac zabaw. Wtedy nikt nad tym nie pomyślał, ale myślę, że dziś można by tam urządzić znakomity park linowo-wspinaczkowy. A same zaś drzewa? Skąd się tam wzięły? A to proste! Było to ogromne cmentarzysko ofiar dżumy i czarnej ospy z szesnastego i siedemnastego wieku. Może zabawa dlatego tam była tak prześwietna i zarazem ile kos tam sprzedano! Wokoło parku były wyżużlowane parkingi na samochody. Rozwój kraju i zamożności jego mieszkańców postępował zgodnie z wytycznymi kolejnych pięciolatek, więc pierwszego maja, 22 lipca i na zabawach OSP miejsca na parkingach brakowało, albo jednak one były mniejsze niż postrzegałem je pacholęciem będąc. Naszą rodzinę powitał na takim parkingu dzielnicowy, który starał się zachować porządek i jeśli kierowca nie mógł o własnych siłach wejść do samochodu, to proponował nocleg na którejś z wielu ławek w jakie wyposażono park, ale to tylko drażniło dumę POLAKA i jak już wsiadł, to pojechał. I tak jest do dziś. Dzielnicowy działał w dobrej, socjalistycznej wierze, bo nad ranem traktory zaprzężone do kwadratowych bud osobowych odwoziły radośnie zmęczonych zabawowiczów do ich sołectw. Na co dzień te ciągniki i te budy dowoziły dzieci do zbiorczych szkół gminnych.

Jasiu zaraz poszedł bronić barw szkoły, a tata i mama walczyć o pozycję rodziny. Zasiedli przy tak zwanym stoliku prezydialnym - dziś vipowskim. Jaś bronił tego dnia cudownie, mając decydujący wpływ na wiktorię swojej drużyny. Po meczu Małgosia z Ib podeszła do niego i wypaliła:

-  Janek daj mi talon na loda i oranżadę, wiem, że masz, a ja ci za to cipkę pokażę!

-  Wolę jak mi dasz tą serię z motylami, co twój tato przywiózł z Mongolii, ale po ci talony jak ty masz?

-  Bo chcę mieć więcej! Ale dam ci te motyle, ale daj mi na dwie oranżady!

-  No dobra! Ty to jakaś żydówa chyba jesteś co?

-  A co to?

-  Nie wiem ino tylko rodzice mówią, że jak kto się targuje to Żyd.

-  No to ty też jesteś Żyd!

Rozmowy dzieci są zawsze szczere i bezkompromisowe. A lody Bambino? Były cudowne i smakowite nad wyraz, może dlatego, że były faktycznie jedyne. Jaś i Małgosia cudownie bawili się przy oranżadzie i lodach. Szczęśliwa Małgosia sama pokazała Jasiowi cipkę! A nawet położyła na niej Jasiową dłoń, bo jak powiedziała tata mamie tako robi i oboje są tacy szczęśliwi, ale Jaś jeszcze nie okazywał jakichś emocji i zaproponował Małgosi karuzelę. Kilka dni później Jaś opowiedział o tym mamie, a ta mu powiedziała żeby trzymał z Małgosią, bo ta to córka komendanta i już wie po co natura jej dała to i da jeszcze więcej! Jasiu z nią nie zginiesz - ona jakby moją córka była! Pamiętaj! Cipka to droga do wszystkiego i nie słuchaj ludzi, nic ją nie zmydli! Lata mijały, a Jaś, Janek coraz więcej rozumiał i korzystał z tych matczynych rad!

Tymczasem rodzice Jasia bawili się w najlepsze. Jedli, pili, śpiewali, opowiadali tysiącletnie kawały, tańczyli z kim trzeba czyli z małżonkami naczelnika, komendanta, dyrektorów, prezesów! Gdzieś w tym widzie zabaw i alkoholu pogubili się. Pod wieczór zmęczony Jaś przyszedł do mamy i powiedział by tato zawiózł go spać do cioci. Mama zaczęła szukać tatusia, domyślając się gdzie może on być i jej intuicja, ba! - znajomość męża, życia doprowadziła ja do olchowych zarośli, spośród których usłyszała radosne sapanie i jęki przechodzące w spazmy rozkoszy. Zostawiła Jasia na alei, a sama poszła zobaczyć, co wiedziała, że zobaczy. Odsuwając krzaki wreszcie ujrzała swojego ukochanego knurka, jak go pieszczotliwie nazywała, a ten z furią napierał na to co było pomiędzy nogami w obcasikach zawieszonych na jego ramionach. Twarzy właścicielki nóg nie dojrzała, bo była nań zarzucona długa spódnica, ale wiedziała, że buciki i spódnica należą do dyrektorki szkoły. Wycofała się, a Jaś zapytał, co to tak piszczy?

-  To jeże bawią się!

-  A ja z Małgosią słyszałem już dziś te piski mamusiu w krzakach tam koło pola Malinowskich i poszliśmy je zobaczyć, a tam sołtys...

-  Dobrze Jasiu, ale nie mów o tym nikomu! Po prostu dorośli mają swoje zabawy.

-  Rozumiem mamusiu.

Tatuś Jasia zaraz przyszedł do prezydialnego i czule ucałował rozpromienioną mamusię. Potem odwiózł Jasia do cioci, czyli siostry mamusi. W tym czasie alkohol spowodował, to co zawsze powodował u mamusi czyli nawrót skłonności nimfomańskich. W godzinę Halinka trzykrotnie uderzyła we francuskie zakamarki raju i korzystała z hojnych przyrodzeń młodego gajowego po szkole milickiej, komendanta posterunku milicji i komendanta OSP, bo z opowieści koleżanek z KGW wiedziała, że tam znajdzie najobfitsze żniwo i wiedziała, że sama musi wykazać kunszt nim zazna tego nie do opisania smaku wytrysku. Musiała się spisać bo we wsi nic się nie ukryje!

I ja tam byłem

Oranżadę piłem

Lody lizałem

Życie podglądałem

No cóż, piłem za rodziców pieniądze i może nie skorzystałem z życiowych rad na których opiera się naszość, swojskość, religijność, tradycyjność, polskość, słuszność. Myślę, że czytelnik znajdzie w tym opowiadaniu potwierdzenie dla wielu narodowych prawd, wartości, które stanowią, że jesteśmy kim jesteśmy i w tym miejscu którym jesteśmy. Tak wykuwały się elyty trzeciej i czwartej ER PE, tak kształtowała się nasza religijność, kultura i to, że 75 procent nie znajut kak czitat’ knigi! A nasza rodzina ma się dobrze i prze naprzód, o czym jak Bóg da jeszcze zapewne nastąpi.

Dziękuję za cierpliwość i życzę długich, nocnych Polaków rozmów - nieście proszę te opowieści znad Widawy swoim znajomym, przyjaciołom, rodzinie w cały świat, który istnieje dzięki MFW i status quo panującym we wszechświecie! Zdrowia i Pokoju!

 

Ciocia Zosia, Wuj Stach, Fyrfl Gulgwanc

polecają się Waszym modlitwom i medytacjom!

mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 302  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52302