Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


MOŻE ŻMIJE KIEDYŚ POWRÓCĄ

sobota, 30 lipca 2011 18:09

 

W przyszły wtorek muszę znowu jechać po koleżankę, na ten sam dworzec. (Jak to się mówi z amerykańska na powrót do tematu starego filmu?...) Najgorsze, że to proza życia, a nie literacka.

Dlatego byłem w niedzielę na grzybach w naszych Borach Namysłowskich. Grzybów jadalnych było sztuk dwa, ale sam las to istna zajebioza kosmosem tętniąca. Lasy są wodą podsiąknięte i są tam rowy melioracyjne, w których się kryją zaskrońce! Naprawdę byłem w szoku, bo to oznacza, iż one (te rowy) są czyste. Może żmije nasze kiedyś powrócą? Chodziłem po tym lesie trzy i pół godziny. Niesamowita zieleń, przy rowach półtorametrowe rudbekie za niedługo zakwitną i to będzie raj. Jeżyny już dochodzą i jeszcze dwa tygodnie a będzie można nacieszyć podniebienie. Pod sosnami jak cudownie komponują się pomarańczowe i czerwone jarzębiny, i teraz w tym wszystkim rudobrązowa sarna z zaciekawieniem na mnie patrząca. Jednak nie dość interesującym obiektem widać byłem, bo niespiesznie pobiegła w świerkowy las.

W połowie mojej wycieczki usłyszałem straszny „wrzask” co mnie wręcz podnieciło, bo taki koncert już kiedyś, kiedy byłem nastolatkiem, słyszałem. Powoli zbliżyłem się w to miejsce. Wszedłem na wywrócony konar i zobaczyłem to, co wiedziałem, że zobaczę. Rodzinę jeży w harcach, gonitwach. Zwłaszcz te małe nieźle swawoliły. Około piętnastu minut temu się przyglądałem, a potem odszedłem zostawiając je swemu szczęściu. To wszystko dziesięć, dwanaście kilometrów od Namysłowa się dzieje i warto, warto ruszyć na bezkrwawe łowy. Tym bardziej nie rozumiałem pewnej rodziny, która szybko obiegnąwszy znajome grzybomiejsca i stwierdziwszy, że niet podgrzybków szybko udała się do samochodu i odjechała.

Jeszcze muszę napisać o potężnych kopcach mrowisk, co na słońcu się wygrzewały i są przy drogach - a warto popodziwiać armie mrówek pracujące, czyszczące las z tych przdstawicieli fauny i flory, co już wspomieniem i co po sobie zostawiły energie - rzekł bym - pozytywności, czystości?

Muszę jeszcze oddać cześć błonkówkom, pszczołom, trzmielom, motylom co na kwiatach przeróżnych na polanach, pośród olch rozłożonych. Piękne niedzielne przedpołudnie, prawda! Cieszę się, że Panu mogę to opisać, bo Pan mnie zrozumie. I jakoś pewny jestem, że nie nazwie mnie Pan odjechanym pierdolcem, co często i gęsto smakuję. Z radością i poważaniem oddany fan -

M.K


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

WCZORAJ NICZYM - DZIŚ (no, jutro!) ŚWITEM MY!

piątek, 22 lipca 2011 17:40

 

Opiszę Panu kolejną podróż antyglobtrotera i mam cichą nadzieję, że kiedyś wrzuci Pan to na któryś ze swoich blogów, bo Pana czytają i jest Pan „nośny". Wiele mówi o nas, Polakach, ta podróż po mieście, które stolicą europejskiej kultury chce być.

Było to w ubiegły piątek. Poprosiła mnie koleżanka, bym zawiózł ją do Wrocławia, na Dworzec Autobusowy, skąd miała odjechać do Huelwy w bratniej, katolickiej Hiszpanii (prowincja Andaluzja). Byłem z wycieczką emerytów we Wrocławiu trzy dni wcześniej, więc wiedziałem, że boj to będzie straszny, bo Wrocek jest rozkopany, a tym samym rozrypany duchowo i emocjonalnie. Ruszyliśmy około czternastej z Namysłowa w bajecznych nastrojach, uśmiechnięci i szczęśliwi! Nic nam objazd w Oleśnicy! Problem zaczął się i cała przygoda radosna na estakadzie słynnej, co ją teraz remontują. Ja prowincjusz, nie znam tego miasta, cudownego i najdalej dojeżdżam do Pasażu Grunwaldzkiego. Raz jechałem do rodziny przy dworcu, ale remontów nie było i jak się przejechało estakadę, to zaraz był wjazd na Pułaskiego i potem hyc na Dyrekcyjną, czy Glinianą. Teraz remont i żadnych znaków, że możnaby skręcić w kierunku dworca. Jadę, jadę, mijam centrum - i dupa. W końcu na jakichś światłach zapytałem niewiasty, którędy do dworca. Z uprzejmością rzekła mi, iż przejechałem zjazd dwa skrzyżowania nazad. - No to się zaczyna! – powiedziałem. - Ale nie martw się Koleżanko! Wspomnij alternatywy pomarańczowej czasy. Damy radę!

Jadziem, a tu pas nam się kończy. Strzałki pokazują, co trza w prawo delikatnie. Z lewej grubaśna jak krecha Mazowieckiego, ciągła biała linia i torowisko tramwajowe, oraz nowe Skody śmigające po szynach. Kierunkowskazik… i lekko w lewo, i klasyka kulturaliów się zaczyna. Trąbią, mijają, wygrażają, a ja z opowiadań kuzyna i jazdy z nim po tym mieście kibolami słynącym wiedziałem, że chamem trza być i się delikatnie lecz stanowczo „wpier…ić”. Godnego przeciwnika znalazłem, za co mu z perspektywy czasu dziękuję. Miał jakieś 25 lat, sterował wypasioną Hondą. Świtę jego stanowiła blond niewiasta i dwaj z tyłu siedzący kompani, w których włosach było tyle żelu, że słońce ukazało w nim całą swoją jaskrawość. Nie wpuścił mnie oczywiście, jeno zatrzymał powóz w koni mnóstwo zaprzężony i z natężeniem mocy swego pojazdu eksplodował: Ty chamie, ty ch.ju, jak ku..a jeździsz, debilu zasrany?! W tym momencie rzekłem: Pakoj tiebia (nie do końca wiedząc co mówię). Moja małżonka rzekła, że zaraz chu..wi przypier… Ja jej rzekłem: Pokój siostro - i tak ruch wstrzymany.

Jego cudowny bluzgot płynął, ze trzydzieści klaksonów wyło. Prawie jak Orawa Kilara! - pomyślałem i wyszedłem z cytryny, co mam ją ze Strasburga. Podszedłem do jegomościa, widzę, że jąka się chyba czy co, bo słyszałem tylko „ch..u” i „pier..lcu”, i tak wciąż. Dziewczyna spuściła głowę, chłopaki z tyłu widać było, że im wstyd i najchętnie to okopali by się w torowisku obok. Grażdanin! – zagrzmiałem. - Kuda nachoditsa autobusnyj wakzał?

Moje Panie znały mnie, więc automatycznie ryknęły śmiechem! Dookoła świat wrocławskiego penclubu kierowców wrzał i trąbił, trąbiiił. Mój brat Polak-wrocławianin na chwilę zamilkł zamurowany. – Ja, Grażdanin, łer ar bas stop, skażi mienia,  ja toże sławianin, ja russkij, ja twoj brat. On wtedy: Ty ruski ch..u, ty putinowski pier…cu, ty katyński bandziorze!…

Dookoła wrzało, więc należało się spodziewać, że zaraz drogówka się pojawi. Zobaczyłem, że tramwaj z naprzeciwka stoi, ten z tyłu jest bardzo daleko. Pasy samochodów po drugiej stronie ulicy były wstrzymane światłami, więc pokazałem mu znak krzyża i wskoczyłem do cytronety i mentos. Przez linie, torowisko - i na drugiej stronie byłem. Panie powiedziały mi, że jeszcze od samobójców mnie nazwał i mnóstwo „chu..w” i „pier…ców” za nami leciało w to upalne europejskie popołudnie.

Na światłach poprosiłem jakiegoś pana, by oświecił umysł mój prowincjonalny w kwestii dworca. Mówił, że droga w prawo i tak też było. Maja padruga skazała: A czy ten kutas nie mógł to zwyczajne „Ken aj chelp ju?!” I znowu ryknęliśmy śmiechem. Potem przypomniałem sobie te rozmowy z kuzynem-wrocławiakiem - co to w onych latach siedemdziesiątych opuścił zadupie podnamysłowskie i jak on mówił, że w „Breslau” to jak się nie wje..esz, to nie pojedziesz, tu nie ma miejsca dla frajerów i dla tych co dbają o opony! Acha - i mówił to w innych słowach, ale chodziło mu o to, by w stosunku do innych kierowców język był giętki i posyłał to, co pomyśli głowa, bo tu muszą czuć, żeś ty cwańszy, żeś ty stąd i  tyś panem tej drogi.

Dlatego Unia Europejska to dla nas ratunek i jeśli nie załapiemy się do salonu Weimarskiego, to chujnia, i Rydzyk, i dres przebrany w garnitur. Tak czuję. W chwili prezydencji przejmowania nabazgrałem więc:

 

Najsłodsze rzeczy niesiemy Wam
Pragniemy również najsłodszych prawd
Naszym dzieciom przecieramy szlak
Silni jak Dilajla i Penelopa
Zwierzęcych pełni w siedem sił
Rwiemy po dywanach kwiatów i autostrad
To my niesiemy entuzjazm
To my niesiemy optymizmu wiatr
By nasze dzieci piły wolności nektar
I by nigdy już dzieci wojny
Stąd nasza siedmiosiła
I żadnych spojrzeń wstecz
Nie potrzebujemy waszych ramion
Ciepłych lecz nieszczerych słów
Sami uczynimy się rodziną
Bez waszych błogosławieństw
Bo my czarujemy
Na jawę przenosimy wielki sen
Bez kłamstw i bezeceństw
Zbudujemy nowy europejski dom
Spełnienie dawno zgnębionych marzeń
Wskrzesiliśmy je z kolan pogardy
I to my idziemy wprzód
Wczoraj niczym
Dziś (no, jutro) świtem my.

M. Kurowski


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PODRÓŻE

środa, 13 lipca 2011 15:13

 

To co napisałem w tytule, to chyba zbyt wygórowane, ale wzięliśmy się z małżonką za poznawanie Opolszczyzny i Wrocławia. Tak naprawdę znam lepiej inne miejsca, od nam tu najbliższych, więc od kilku dni jeździmy do Wrocławia, by poznać i zobaczyć tamtejsze zabytki, muzea i ciekawe miejsca. Dotychczas to Gdańsk i Kraków znaliśmy lepiej. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Panoramę Racławicką, czy np. Katedrę we Wrocławiu. I jeszcze załatwiłem sobie wejście do miejsc, gdzie publiki się nie wpuszcza w katedrze, więc warto było.

Po raz pierwszy wybrałem się pod Biskupią Kopę, by chodzić tamtejszymi szlakami i zjeść w Moszczance słynne rybki, tak słynne i smaczne jak i drogie, więc uczucia są mieszane.

Zapisałem się do Związku Emerytów - już po tym fakcie dowiedziałem się, że są dwa ze sobą konkurujące w Namysłowie. To takie polskie. Ale nie zmienię, bo nie zmieniam poglądów, jak mnie ktoś nie przekona, a  tu chodzi o kasę. Poza tym czytam o Baczyńskim i Baczyńskiego, Coelha…

We Wrocku to ciekawe jest, jakiego się przewodnika dostanie, czy jest to osoba młoda czy np.z kręgów pewnego radia. Wtedy mamy zupełnie dwie inne wizje polskości i dziejów Wrocławia - czasami taka zwykła wycieczka przeradza się w ostrą dyskusję i mamy kilkunastu uczestników i dziesiątki zdań. Za to kocham ten tutaj lud! Niech Pan sobie wyobrazi taką grupkę, która walczy ze sobą w katedrze! Jaja, mówię Panu, JAJA - i co tam im najświętszy sakrament i modlący się parafianie. Gulbinowicz by im nie dał rady! Taaaa, to jest miasto spotkań!

Panie Kazimierzu, kondolencje z powodu śmierci pana Leszczyńskiego! Ja go osobiście nie znałem. A Panu i sobie dużo zdrowia życzę! Pozdrawiam!

 

Mirosław Kurowski


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

NIE WSZYSTEK UMARŁEŚ, TADZIU!

niedziela, 10 lipca 2011 19:32

 

Ze smutkiem pożegnałem 7 lipca br. Tadeusza Leszczyńskiego - dobrego i wrażliwego kolegę, wieloletniego przyjaciela (tak, bo zaprzyjaźniliśmy się kilkadziesiąt lat temu, w szkole podstawowej). Niegdyś pożyczaliśmy sobie nawzajem książki, wymienialiśmy się znaczkami… Później Tadek „podrzucał” mi interesujące tematy do Gazety Ziemi Namysłowskiej i zaśmiewał się do łez z moich dowcipów – a miał wspaniałe poczucie humoru.

I oczywiście wspominaliśmy różności – mogliśmy to robić godzinami, bo sporo zdążyło ich się uzbierać przez dziesięciolecia.

Żegnaj Przyjacielu! Wprawdzie bez Ciebie jest szarzej dookoła, ale przecież „nie wszystek umarłeś”.

 

Non omnis moriar

 

Kaj


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 358  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52358