Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


PROPONUJĘ TROCHĘ KOMPLETNEGO ODLOTU

poniedziałek, 30 lipca 2012 11:34

 

Miałem w ten dzisiejszy, upalny i duszny wtorek pisać opowiadanie o blokersach reymontowskich, ale był popiątek i ja wolę o tym, bo do namysłowskiej rzeczywistości wrócę jeszcze. Tymczasem kompletnego odlotu trochę proponuję.

Wieczorem w piątek wybrałem się z A i K do bratniego i po sąsiedzku Kluczborka, na koncert Budki Suflera za jedyne pięć złociszy wstępu. Letnie koncerty, organizowane na stadionach czy w parkach mają to do siebie, że wykonawcy grają i śpiewają same hity. I tym razem było tak samo. Zawsze jest niewiadoma czy oleją taki koncert, czy podejdą poważnie. Poważne podejście było ze strony Budki i publiczności. Jedni grali świetnie, a wokal Cugowskiego ciągle świeży! I on naprawdę dawał z siebie wszystko! Publika zaś bawiła się cudownie i efekt taki, że będzie to niezapomniane przeżycie dla nas, którzyśmy to widowisko i ten bal współtworzyli. No i goście: Andrzejczak i Trojanowska! A i K nie wytrzymały zapachu intensywnego zioła i wycofały się gdzieś daleko od sceny, tymczasem ja bawiłem się świetnie i niczego nie poczułem, bo ja przychodzę na takie imprezy by zaznać właśnie odlotu, ale jak zawsze powtarzam, nie potrzebuję do tego kadzideł, wódy, piwa i zielstwa, tudzież prochów donosowych na przykład - i tak zawsze jestem najruchliwszy pod sceną!

Było cudownie, a potem poszliśmy parkiem jakimś, bo nie znam Kluczborka wypełnionym cudownym zapachem lip, takim zniewalającym, przypominającym te najlepsze chwilę pierwszych miłości. I taka też była atmosfera tej nocy, kiedyśmy spacerowali wokół stawu dźwięczącego rechotem żab. Wiele par leżało na gołej trawie czy fragmentach garderoby i delektowało się sobą i tą nocą, jej niesamowitymi odgłosami. zapachami. Wracaliśmy szczęśliwi latem, wakacjami, które już tak naprawdę nas nie dotyczą, ale były wtedy w nas.

Sobota nastąpiła po piątku, a to czas kiedy udałem się na swoją działkę, którą określam jako barokowa, bo jest taka bujna i obfita, wręcz przesycona barwami kwiatów, ich zapachami. Swoistą nadobfitość tworzą rozety konarów drzew i krzewów rosnących pod nim. Zieleń tak przytłacza, taką ilością odcieni się mieni, że czasami wydaje się to wszystko niemożliwe. Celowo utrzymuje działkę w tej bujności roślin, bez betonów i kostek, bo to psuje ten efekt dżungli, gaju, ogrodu smaków. Smaki teraz są przesmaczne na działce, bo jeszcze nie skończyły się truskawki i czereśnie, a już domagają się by je rwać maliny, porzeczki, agresty, borówki i jagody, a za nimi krzyczą „bierzcie nas” wiśnie! I o to w tym wszystkim chodzi, by mieć swój tajemniczy ogród, ogród dla siebie, który nas zna i my go odkrywamy ciągle i wciąż. Co roku obserwować jak tworzą się liście, kwitną kolejne kwiaty, dojrzewają owoce za owocami. To jest najwspanialsze widowisko świata, w którym mogę uczestniczyć i czuję się jego elementem. Przełom czerwca i lipca to niesamowita paleta barw i ich odcieni, które mieszkają w kwiatach lilii, liliowców, maciejki, stokrotek, margaretek i całej serii innych roślin, które tak bardzo cieszą i wzruszają, a jakie dają zapachy! Wieczór, kiedy maciejka jest tak intensywna, że tylko w niej się rozpłynąć i zostać tam na wieki częścią takiej cudownej harmonii i doskonałości. Ranki kiedy chodzę bosymi stopami po rosie i wsłuchuję się w ptasią orkiestrę, a próbuje położyć mnie na dywanie trawy bijąca spod stóp wilgoć wypełniona żywicznym zapachem iglaków. Noce świętuje w towarzystwie żab i miliardów gwiazd, które czynią tę noc elementem jakby dnia, bo takie jasne i takie niesenne, wręcz życie wdziera się we mnie i nie pozwala mi spać.

Kiedy już nad ranem powitałem słońce, wraz druhem pająkiem krzyżakiem zapragnąłem innego rodzaju wrażeń, choć tej samej matki-królowej natury, więc wyruszyłem do ogrodu króla świtu, czyli do lasów leśnictwa Świty, a tam miałem nadzieję spotkać w runie zielono-brązowym grzyby, z których można by przyrządzić królewski, acz w poetyczne smaki obiad. Grzyby były, ale wyłącznie te, które każą podziwiać swoje kształty i barwy, ale broń Boże je smakować, bo karzą śmiercią okrutną profanów. Ale za to powitały mnie zielone w granatowość pełne skupiska jagód i na kilkadziesiąt minut przykląkłem w nich, by nazbierać ich smaku ożywczego i pełnego witalności późniejszego życia. Potem ruszyłem, jak to ja, przed siebie. Porażały moje oczy zielonością swą paprocie i rudbekie z nimi zmieszane, niektóre osiągające półtora-dwa metry wysokości, a między nim trafiały się krzaki malin, z idealnym smakiem maliny, bo to te leśne są kwintesencją smaku i zapachu. Popatrzyłem oczywiście w dół idąc duktem, a tam znalazłem poziomki – tak, prawdziwe poziomki. Kwitną już borówki i jeżyny, a więc późne lato i jesień również będą bogate w smaki i barwy, i ich intensywne zapachy. O tej porze las jest pełen motyli różnokolorowych, które tak pięknie wirują przed nami, sprawiając, że cisza jaka nas tam spotyka jest żywą ciszą i może to sprawia, że wychodząc stamtąd mamy takiego kopa do życia. Najfajniejsze są te polany nietknięte ręką drwala, gdzie las jest niby dżunglą, gdzie mieszają się ze sobą paprocie, rudbekie, czeremchy, jeżyny, a przez nie przedziera się światło słoneczne, tworząc niesamowite rozety barw, niczym pokaz laserowy, a to sama natura takie piękności i cuda tworzy.

Żałuję, że w tym roku jest sucho i nie ma wody w rowach, bo wtedy te refleksy świetlne są jeszcze bajeczniejsze. Dlatego warto odwiedzać las by uchwycić różne jego momenty i wielość boskości jakie w nim istnieje. On za rok będzie inny, jak inny był rok temu. Jeszcze na koniec sarna, która wybiegła spod moich stóp i zatrzymała się po kilkunastu metrach, aby się obejrzeć - i to jej zadziwienie zmieszane z niepewnością i lękiem, to ostatnie zwyciężyło. Nie wytrzymała mojego wzroku i pobiegła w poszukiwaniu innej oazy spokoju, bo tę ja jej zburzyłem szukając własnego spokoju. Ja go odnalazłem. Ale ja to przecież wariat jestem, a wariaci zawsze są w lesie i dostrzegają Boga w zwykłym liściu czeremchy - ale powiadam: lepiej być wariatem, niż niewolnikiem cyfr, procentów, burżujów czy własnej ignorancji dla piękna i pogardzać wrażliwością i otaczającą nas poezją.

Potem znowu była działka, a z nią Brecht i Stachura, i Jakubowscy, i Biegańska i La Rocha też się zmieściła - i tym samym to były piękne dni, klęczałem tylko wobec jagód, a nikt z bóstw natury tego nie żądał ode mnie, co najwyżej samo się tak to układało, że się wyrażało zachwyt nad tym pięknym słowem, które gdzieś się ze mnie wyrywało. Naturo, Ojczyzno moja, ja Ci zachwyt ślę!...

 

Dużo, dużo zachwytu, a to zdrówko uczyni!

 

mk

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

KOŃCZĘ 44 LATA,

poniedziałek, 30 lipca 2012 11:29

 

czyli idąc normalnym torem tej magicznej i tak mesjańskiej w tym kraju liczby, winienem teraz zamówić od kilku do kilkunastu mszy. I tak: za Boga, honor, ojczyznę, marszałka, kasztankę....! Powiedzmy, że zamówiłbym 10, to po upuście jaki dałby mi ksiądz-biznesmen, bez podatku zarobiłby ze 4-5 stówek. No i tu pytam się, który Bóg odpowiada za skarbówkę?

44 lata to liczba tajemnicza w tym kraju i czyniąca cuda. Może więc mi odbić i wspomogę fundację Lux Veritatis rentą w całości! Powieszę biało-czerwoną na 15 sierpnia, czy pojadę na Krakowskuju Płoszczad’ i pozostanę tam do 10 kwietnia. Papierska na to mam, oj mam!

Tymczasem jednak, siostro i bracie, nogi na v, a dalej szkwał. Proponuję więc naukę prokreacji od poczęcia aż do śmierci. W ramach kompromisu ze skrzydłem gowinowskim zgadzam się, by pominąć tych poczętych in vitro. Techniki radosnej prokreacji spowodują, że potomstwo będzie szczęśliwe i zaprogramowane na luz, pracę dającą tylko zadowolenie i niekoniecznie zysk, wolność i anarchię. To potomstwo zrodzi potomstwo, które z mlekiem matki nie wyssie li tylko antysemityzm,  rusofobię, germanofobię, deptanie i kopanie biedniejszych i mniej wykształconych, brak szacunku do prawa, wszelkiej wszechpolskiej wredoty. Zamiast tego siorbać będzie potomstwo natchnionej wszeradosnojebliwej prokreacji: chęć dzielenia się wiedzą, majątkiem, by parafia była wspólnota na zasadach rodzinnych, czyly chrystusowych, każdy wiedziałby, że jak zdobył władzę, to po to by poświęcić się szczęściu innych, że zasadą państwa jest, iż wszyscy muszą mieć godną pracę i płacę, opiekę darmową zdrowotną, że polityk to wsza i na wybory się nie chodzi.

Tymczasem jest jak jest. Żyjemy pod okupacją katolicką i powszechnego polskiego chamstwa i cwaniactwa oraz złodziejstwa. Naród niewolony jest przez banki i lumpenbiznes, i będących na ich zdrad-usługach polityków. Więc póki co nie radzę się rozmnażać. A rządzącym krajem purpuratom i próżniakom radzę już budować tysiąc meczetów na 1100 lecie państwa czy polskiego? Sprowadzić sobie milion muzułmanów, ot np. z bratniej Albanii. Ci lubią się tradycyjnie rozmnażać i pasują do mentalności i wartości przez was wyznawanych. Wot i ekumenizm!!! A żeby całkiem namieszać proponuje wiersz o tym skąd wasz ród.

 

Był niezłym esbekiem

Katował wszelkich ludzi

Czyhał na ich błąd

Bez ich wiedzy i za nich

Pisał lojalki

 

Szybki kurs i już oficerem

Milicji a potem Policji

Usadowili go w PG

I dalej w górę się piął

Przetrwał trzy weryfikacje

Zwolnili za niego młodego dzielnicowego

Resztę młodego narybku po komendach zesłali

By bracia z SB spokojnie trwali

 

Biskupi wojewodowie minister

Windowali go

Wciąż wzwyż

Komendantem powiatowym był już

Poniżał łamał gnębił, a nawet bił

By mu donosili zmuszał

Autorem kilku samobójstw

I chorób psychicznych on

Ale trwał i wprzód parł

 

To już za IV RP

Tu dopiero przyjął się

Wojewódzkim czempionem miał być

Gotowe były generalskie epolety

Kierowca i totumfaccy już ślinili się

Ale ta słabość do dzieci

Prokurator była młoda i uczciwa!!!

Sędzia miał i kochał dzieci

Gnije więc i póki co

Dupsko mu prują równo

 

Inny znowu większym sukinsynem był

Ale droga ta sama

Tylko towarzysze w szkole Policji

Zadekowali go a tam był i był

Narybek uczył o

Dumnej przedwojennej policji

Odszedł sam z emeryturą pułkownika

Teraz dyrektorem w firmie ochroniarskiej jest

I znowu może grozić i grzmieć

 

Tamten zaś był skurwiel nad skurwiele

Sadysta z urodzenia

Weryfikacji nie przeszedł

Wraz z kolegą z informacji

Pomogli im szpiony z MSW

Założyli firmę ochrony osób i mienia

Teraz gnębią a hordy

Byłych mundurowych

Co na umowę-zlecenie poniżają się

Za 5 zeta na godzinę

No i naprzód prą

Już na giełdzie są

 

Ten pedofil wyjdzie też

Będzie u nich dyrektorował

Dalej dzieci spokojnie gwałcąc

To pewne jak w

Watykańskim banku jest

Oczywiście ta opowieść to fikcja

Ale ile się tu życiorysów odnajdzie

Teraz już mogą

Bo rządzi króliczek

A oni stworzyli go

 

 MK

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PRZYJEDZIE DO NAS METROPOLITA MOSKWY I WSZECHRUSI

poniedziałek, 30 lipca 2012 11:25

 

Dziewiętnastego sierpnia przyjedzie w Polszu metropolita Moskwy i Wszechrusi, don Cyrillo. Z abp. Michalikiem podpiszą i ogłoszą list z cyklu: Przepraszamy, wybaczcie, kochajmy się!

Tak myślę, że interesik z listami ma szansę kręcić się kilkaset lat i panowie w purpurowych myckach, jarmułkach, szlafmycach, czy jak to tam zowią, długo będą udowadniali wzorem literatów, że są potrzebni, by mącić i mieszać. Bo że szkodę ten list przyniesie, to jest pewne, jak przyniósł ów list do biskupów niemieckich. Ale będąc funkcjonariuszem obcego państwa reprezentuje się jego interesy, a nie narodu, który kolonizuje się chorymi ideami czy pomysłami. Tak więc za parędziesiąt lat będzie list do Czeczów, potem zaś do kolejnych graniczących z Polską narodów, a właściwie biskupów, bo narody? Te, qrwa, słuchać mają! No jeszcze jest parę państw, co graniczymy z nimi przez Bałtyk, a kiedyś byliśmy od morza do morza. Będzie kogo przepraszać, a wystarczyłoby kochać od zaraz.

Powody się znajdą do przepraszania i jaka celebracja będzie! Celebryci jacy strojni, kolorowi, tłuści i krasomówczy! Pytania: Na ile to zryćka stosunki polsko-rosyjskie? Co Polacy stracą? No i czy czasem w pracach katabasów nie brali udział doradcy opcji aktualnie rządzącej? To by oznaczało, że legitymizuje się model religii państwowej i brak rozdziału państwa od kościoła. No to z progiem, a próg to dziś 67. Tylko nieliczni są na tyle odważni i wolni, by ich progiem było 69, a szczególnie podziwiam tych ceniących sobie ten próg, którzy mają już próg 67!

Ci, którzy czytają ten tekst niech mi wybaczą - i ja wam wybaczam! Wspólnie zapalmy świece pokoju i miłości, i nieśmy jej płomień do serc i ....

Bo po co wypalać nim trawy?

 

MK

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

WSZELKIE ZASADY NIEWOLĄ

poniedziałek, 30 lipca 2012 11:22

 

Moja przyjaciółka (cytaty info-sprajtka) napomniała mnie, że limeryki mają ścisłe zasady, a ja ich kompletnie nie przestrzegam. Napisałem we wstępie do ostatniego, że to genetycznie zmodyfikowany organizm jest. Magellan wiedział, że ziemia jest płaska, ale popłynął dookoła świata. Wszelkie zasady niewolą. Wolność nie ma przymiotnikòw. Mam zasadę jedną: łam zasady. Burzę więc formy, naigrywam się z autorytetów. Jebliwych powołuję do świętości. Świętych na nowo czynię ludźmi. No i ważne są dla mnie traktory, ich zespolenie z Duniaszą traktorzystką!

Mamy tyle przykazań, grzechów, cnòt, złotych reguł, pięknych zasad, cnotliwych norm, Świętych mężów, są setki Bogów - i co? I ludowa mądrość odpowiada: I gówno. Raju nie było, nie ma i nie będzie.

Miłość? Znajdziesz w słowniku, a jak kochają się ludzie? Odpowiedź daje popularność filmòw porno i komedìi romantycznych! Oraz statystyki rozwodów i coraz większa bogatość zer na kontach mecenasów. Gorset, stanik uciska. Prezerwatywa zabija miliardy. Rozwiązłość jest przynajmniej wielością.

Módlmy się teraz. Teraz medytujmy. A nie lepiej zrobić najbliższej osobie gdziekolwiek jesteśmy Puuuuuu?! Z wesołością przyjąć to na piersi i torsy, a w ekstazie to, co potem nastąpi?

I nie smucić się, bo wszystkie dzieci nasze są!

 

mk


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

TO BYŁY BARDZO PROSTE CZASY

poniedziałek, 30 lipca 2012 11:17

Lenin był Bogiem i wiadomo było, szto zdiełał ziemliu! Stalin zaś był słoneczkiem i rozdawał dzieciom cukierki, co zresztą cudownie ukazała prawie oskarka Agnieszka Holland w filmie Jewropa Jewropa. PRL- kraina szczęścia, łagodności i uczuć, i cech, o które dziś w czasach tzw. Trzeciej RY Pniętej, podgryzanych przez szaleńców pełnych nienawiści z Czwartej Raptownie Pojebanej tak trudno!

 

     Biegałem po podwórku radośnie, popychając koło od rowera, gdy zajechał komarkiem  leśniczy D. i zaraz zaczął jebać Tatę, że dzieci jeszcze na kolonie nie zapisał. Bo taki to był zły i niesprawiedliwy czas, że pracownicy nadleśnictwa mieli darmowe wczasy w ośrodkach Lasów Państwowych, a ich dzieci darmowe kolonie, a było to niezależne, czy ojciec był drwalem, gajowym czy leśniczym, a matka pracowała na szkółce fizycznie czy też była sekretarką czy księgową. Pamiętam, że ojciec mu wtedy odpowiedział, że ma kłopot, bo nas już zapisali w szkole na obozy harcerskie. To nic - odpowiedział leśniczy:- Pojadę do szkoły i uzgodnię terminy! Dzieci pojadą tu i tam!... Oj, bardzo niedobrze było!

     Kiej miał żech 15 roków, już inny leśniczy przyjeżdżał łazem i pytał mnie i braci, czy chcemy sobie dorobić sadzeniem drzew, kopaniem rabatek, czy obkaszaniem młodych nasadzeń? Pewno, że chcieliśmy pracować! Tak zarabiałem pieniądze na teatr, kino, pokaźną bibliotekę i np. bilety na mecze Śląska Wrocław! Skoncentruję się na kinie. Chodziłem na wszystkie filmy w tamtej epoce, bo kochałem kino i było mnie na to zwyczajnie stać! Uwielbiałem październik z miesiącem filmu radzieckiego, za co dostawałem wpierdol od kolegów, a i rodzina na mnie jakoś dziwnie patrzyła. Odchowani w ciemnocie i nienawiści do Rosjan stracili wiele, bo czymże byłoby kino bez Anzensztajna, braci Konczałowskich, niezapomnianych kreacji Ljubow Orłowej. Kto nie widział „Wołga, Wołga” czy „Świat się śmieje”, to jest jak sierota! Często na sali byłem sam, a potem z dziewczyną podle „Lecą żurawie” - poezja!

     Do kina musiałem dojechać 6 kilometrów, ale wtedy autobusów było jak nasrał! W sobotę i w niedzielę, kiedy tak zwana zbiorówka robotnicza nie jechała o 23.00, to musiałem zapodawać z buta. Kiedyś wracałem z „paczką" po późno zakończonym seansie i zatrzymała nam się Nyska, tyle, że milicyjna. Jechali na nocny patrol po wsiach i zabrali nas. Tak pewnie podświadomie zaczął się mój bogaty w łorgazmy romans z niebieskim mundurkiem. Panowie Milicjanci zaoferowali się, że jeśli w sobotę czy niedzielę będziemy tak późno wracali, to mamy zawsze zajrzeć na komisariat, to oni nas podrzucą do domów. I tak robiliśmy. Mnie syna drwala i gospodyni domowej stać było na wypad do kina kiedy chciałem! Nadto nie odpuszczałem żadnego koncertu rockowego, który odbywał się w małej mieścinie jaką był S. I tak trzepałem się przy: Cytrusie, Bajmie, Republice, Lombardzie, Budce Suflera, Turbo, Perfekcie, Klausie Mittfochu!... Oj, niedobrze było! Oj, gnębili!

     Polska Rzeczypospolita Ludowa to czas wielkiej świetności Browaru w Namysłowie! Fascynacje Zamkowym i Rycerskim rozpocząłem w 1979 roku, w wieku jedenastu lat. Grupa mocna pod wezwaniem mieszkańców mojej leśnej osady wysłała mnie z kanką dwudziestolitrową po piwo do gminnej wsi po ów cud znad Widawy! W gminnej wiosce tylko pan B. dysponował ową ambrozją złocistą, dla której raz po raz ktoś z Trójcy przenajświętszej wymykał się z raju i potem widziano go nawet w Namysłowskiej Poloni, co było zawsze ryzykowne! Uparłem się wtedy i zażądałem, aby mnie wtajemniczyli współbracia leśni w smak tego eliksiru. Zgodzili się i pojechałem. Dodam, że w pozostałych sklepach i barach gminy były siury z browarów wielkopolskich. Moja gmina była wtedy pod okupacją pyrowską. Do macierzy, czyli Dolnego Śląska, powróciliśmy za reformy LO BUZKA! Niestety miastu z którego pochodzi płyn Trójcy Przenajświętszej ciągle przychodzi być germanoinym i trwać musi w łopolskich kajdanach zakamuflowanej opcji. Z niemałym trudem przywiozłem 20 litrów piwa. Uczta była przednia. Ognisko, ziemniaki, kiełbaski, kaszanki i to braterstwo, ten uśmiech i zjednoczenie mieszkańców osady! A ja wszedłem w dozgonny seks z NAMYSŁOWSKIM PIWEM! Ile było przez ten czas orgazmów, rozstań, zdrad, a jednak trwamy na dobre i na złe! Z jego strony przykrym było zachłyśnięcie się koszernym i jankesizmem, a ja uderzałem w EB i 10.5! Ale dziś razem zasiadamy do klawiatury komputera czy nad zeszytem i niesiemy miód ludowi utrudzonemu, nieznającemu swoich korzeni, i razem chlipiemy, gdy robotnica czy młotkowy otumanion walterowską TV głosuje w wyborach na PO! Trwamy już ze sobą 33 chrystusowe lata!

 

    Tak więc komuna, to był smutny czas! Na każdej ulicy stał T-72, a przy każdym drzewie stał zomowiec i czaił się by przypierdolić w durny zaprzański łeb! Te trzy wycinki to fragment tej straszliwej martyrologii i wynarodowienia. Konczę już! Jeszcze tylko niech mi będzie wolno przyjebać w prawdziwych ojców naszego dramatu obecnego.

 

Nowy holokaust nazywał się plan B

Narodem wybranym zostali traktorzyści i dojarki

Dwa miliony ludzi pozbawił człowieczeństwa

Skazał ich na nie amerykański sen - Arizone

Staruszkowie, Rodzice, Dzieci, Wnuki połączeni

W jeden nowy styl konsumpcji - Na zeszyt

Umierają powoli w kompletnym zapomnieniu

Tak by mogli bezsens swojego istnienia swój lęk

Poniżenie, wyszydzenie, odrzucenie, stres, duszący żal

Przekazać swoim dzieciom, a one wnukom

Tak by profesorowie mogli udowadniać słuszność

Swojego nowego świata ukazując skansen z nich

Bo to oni – źli, nie prący do przodu relikty PRL

A ja zauważam że cyklon B zabijał szybciej niż plan B

Na skali dla szaleńców i morderców naziści wychylają się w uśmiech

Poeta jak to poeta zawsze nie w czas

I głowa nie ta-durna chmurna i czupurna

Za nich więc piszę i pytam czemu zjebano im życie

Drogi B kiedy ten makiaweliczny plan pisałeś

W nocy w południe rankiem czy o świcie

Uśmiechałeś się gdy kradłeś i łamałeś im życie

Głoszę, że oni żyją w swoim niebycie i wyszydzeniu

Ja u nich byłem i z nimi to, coś napisał, przeżyłem

Są zdradzeni i jakie to ma znaczenie czy o świcie

Ja wskażę winnych ich nie losu - profesorowie elyty

Ojcowie narodu, posłowie i kreatury politycy

I moja w tym głosić głowa walić jak obuchem - Smoleńsk

To ich pomsta i sprawiedliwość dziejowa

Nie wstydzę się i nie przepraszam

Podejrzewam że syjonistycznie to brzmiało

Się syjonistycznie kojarzyło w profesorskich

Chorych KATO-lickich łbach jak w gardle ość

PGR-y izraelskim kibucem im były!

 

MK


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 323  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52323