Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


NIGDY NIE STAWIAŁAM OGRANICZEŃ WYOBRAŹNI I MARZENIOM

poniedziałek, 29 sierpnia 2011 19:02

 

Elżbieta Dzikowska jest autorką przewodników, książek podróżniczych, albumów powstałych z fotografii podróżniczych, jak również pozycji książkowych poświęconych historii sztuki. Na jej dorobek literacki składają się: „Niełatwo być Indianinem”, „Limańskie ABC”, „Tropem złota, HombrVilcabamba” - ostatnia stolica Inków, „Czarownicy”, „Dom Słowa Polskiego”, „Polacy w sztuce świata” - książka wyróżniona w konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek na Najpiękniejszą Książkę Roku 2000, „Groch i kapusta czyli podróżuj po Polsce” (tomy 1 – 3) „ Uśmiech świata”. Pasjonuje się fotografią, dzięki  temu powstało wiele wystaw, które są eksponowane w całej Polsce. Do nich należą: 1977 -„Peru”, 1978 - Meksyk - ziemia i ludzie", 1978 – „Ameryka Łacińska z bliska”, 1994 – „Ars erotica”, 1996 –„ Z bliska”, 1999 – „Sąd Ostateczny” 2001-2002 – „Angkor - miasto zagubione”, 2004 – „Mali”, 2002-2005 – „Megality,” 2005 - Świat na korze, 2005 – „Świat na wodzie”, 2006 - Odniesienia, 2006 - Na ziemi i wodzie, 2007 - Uśmiech świata.

Nagrody, wyróżnienia i odznaczenia:

1985 - Złoty Ekran (z Tonym Halikiem), 1986 – Nagroda „Wiktor", 2006 - Nagroda Bursztynowego Motyla im. Arkadego Fiedlera, „Peruwiański Order za Wybitne Zasługi” (dwukrotnie) i „Meksykański Order Orła Azteckiego”.

 

Z Tonym Halikiem, jako małżeństwo przygotowali wspólnie około trzystu filmów i programów telewizyjnych z cyklu Pieprz i wanilia. W 1976 roku wraz z Tonym Halikiem byli pierwszymi Polakami, którzy dotarli do ruin zaginionego miasta Vilcabamba, ostatniej stolicy Inków. Razem odbyli wiele wspólnych podróży do prawie wszystkich krajów Ameryki Łacińskiej, Europy, 27 stanów USA, jak również do: Chin, Australii, Nowej Zelandii, Tajlandii, Indii, Sri Lanki, Rosji, na Tahiti, Hawaje, Galapagos, Wyspę Wielkanocną, do Kenii i Tanzanii, do Maroka, Libii, Egiptu. Po śmierci Tonyego w 1998 roku zajęła się głównie popularyzacją ciekawych miejsc w Polsce realizując krajoznawcze programy telewizyjne z cyklu Groch i kapusta  i tworząc cykl książek Groch i kapusta, czyli podróżuj po Polsce. Dzięki jej staraniom w 2003 roku powstało Muzeum Podróżników im. Tony Halika w Toruniu. Jest wiceprezesem polskiego oddziału The Explorers Club, członkiem polskiej sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA) oraz honorowym członkiem Polonijnego Klubu Podróżnika

W jednym z wywiadów powiedziała:

„Nigdy nie stawiałam ograniczeń wyobraźni i marzeniom. A poza tym umiałam się cieszyć z małych rzeczy – pięknej pogody, uśmiechu innych ludzi, spotkań z przyjaciółmi. Jeśli umiemy czerpać szczęście z rzeczy drobnych, to zdarzą się nam też te wielkie. Moje życie jest tego doskonałym przykładem. Kiedy byłam na studiach, piękne, fascynujące miejsca na świecie mogłam poznawać z książek. Kiedy czytałam o Wielkim Zimbabwe czy świątyni Angkor Wat, marzyłam, by je zobaczyć na własne oczy i to pragnienie w sobie pielęgnowałam. Opłaciło się. Do Angkor Watu dotarłam po 30 latach, a do Wielkiego Zimbabwe po 35 latach od momentu, kiedy postanowienie we mnie zakiełkowało. Co ciekawe, kiedy wreszcie stanęłam przy Wielkim Zimbabwe, był piękny zachód słońca i czułam się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi...”

  

Fotoalbum - spotkanie z Dzikowską w namysłowskiej Bibliotece


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O KWIATACH, DIECIE CUD I BLONDYNKACH

sobota, 27 sierpnia 2011 11:37

 

KWIATY POLSKIE

 

Namysłowski Ośrodek Kultury zaprasza 9 września 2011 roku, o godzinie 17.00, na wernisaż wystawy przepięknych prac plastycznych (florystyka i haft płaski) Renaty Zagajczyk-Kociemskiej i Barbary Drygały. Wystawa znajdująca się w galerii „Na Piętrze” NOK, towarzyszyć będzie tegorocznym Dożynkom Gminnym - Krasowice 2011.

 

DIETA CUD

 

Tak jest zatytułowany spektakl Jana Jakuba Należytego, na który Namysłowski Ośrodek Kultury zaprasza 29 września br. o godzinie 17.30. W tej „Komedii odchudzającej” grają: Grażyna Barszczewska, Adrianna Biedrzyńska, Ewa Dałkowska, Ewa Kuklińska, Halina Rowicka, Grażyna Wolszczak, Mimi Kokoski, Alicja Dąbrowska, Kamila Sammler-Kotys. A wszystko jedynie za 80 zł.

 

 

BLONDYNKI WOLĄ MĘŻCZYZN

 

to farsa, rewia i kabaret z odrobiną liryki w jednym. Na spektakl, w którym grają Krzysztof lbisz, Michał Milowicz, Tomasz Stockingcr, Ewa Lorska, Julita Kożuszek, Alicja Dąbrowska, Namysłowki Ośrodek Kultury zaprasza 25 listopada 2011 o godzinie 17.30.

 

TO JUŻ BYŁO…

 

Asia & The Cool Cats – tak zatytułowany był koncert na płycie Rynku zorganizowany 14 sierpnia przez Namysłowskie Stowarzyszenie J&B, Browar Namysłów oraz Namysłowski Ośrodek Kultury.

Pielgrzymka do Ligoty Książęcej miała miejsce 15 sierpnia br. a uczestniczyli w niej również pracownicy NOK, dbając o właściwe funkcjonowanie oprawy nagłośnieniowej.

 Kaj

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PRZEKRACZAMY GRANICE (I INNE KWIATKI)

czwartek, 25 sierpnia 2011 17:14

 

Namysłowski Ośrodek Kultury i Kulturni Centrum Hlučin zapraszają 11 września br. do Krasowic, na program zatytułowany:

Moc kultury – 5 lat partnerstwa 

W programie:

  • Wspólne chwile - od 17.30 (scena): Występy sceniczne opisujące 5 lat partnerstwa, koncert zespołów polskich i czeskich, konkurs wiedzy o partnerstwie.
  • Zarys historyczny - od 15.00 (namiot): wystawa ukazująca 5 lat współpracy, pokaz multimedialny, publikacjia monografii ośrodków kultury.

Projekt jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz ze środków budżetu państwa w ramach Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Republika Czeska - Rzeczpospolita Polska 2007 – 2013.

 

  

 

NIEDZIELNY KONCERT ORGANOWY

 

W kościele św. Ap. Piotra i Pawła w Namysłowie odbędzie się 28 sierpnia 2011 r. o godzinie 16.00 kolejny koncert z XII Namysłowskich Letnich Koncertów Organowych.

Wykonawcy: Justyna Bachowska – sopran, Witold Zaborny – organy. W programie:

  • Cesar Franek (1822 -1890) III Chorał a-moll;
  • Johann Sebastian Bach (1685 - 1750): „Jesus, bleibetmeineFreude", Kantata „Hen und Mund und Tat und Leben" BWV 147, rec.   i  aria   „Wenn   die   Frühlings   lufte  streichen" Hochzeitkantate BWV 202;
  • Pietro Mascagni (1863-1945): „Ave Maria", Intermezzo sinfonico z opery „Rycerskość wieśniacza ", aranżacja B. Zepler;
  • Johann Sebastian Bach (1685 -1750): Preludium i fuga Es-dur BWV 552;
  • Charles Gounod (1818-1893):  „Repentir ";
  • Flor Peeters (1903-1986): „Wo du hingehst", Negro Spiritual, „NobodyKnows the Trouble 1 've Seen";
  • Edward Elgar (1857-1934): Imperiał March op. 32.

 

 TRZYNASTA PREMIERA „BEZ ATU”

 

  

 

Na przełomie października i listopada br. istniejący przy Namysłowskim Ośrodku Kultury teatralny zespół „Bez atu” planuje premierę sztuki Wiktora Budzyńskiego pt.: „WAITING - ROOM”. Akcja widowiska rozgrywa się w latach sześćdziesiątych, w ciągu jednej mglitej nocy, na londyńskim lotnisku. Problemy bohaterów – zarówno Polaków zamieszkałych po wojnie w Anglii, jak i obywateli byłej PRL pozostają jednak ponadczasowe.

- Sztuka, wbrew sugestiom autora, nie jest typową komedią – mówi opiekunka i reżyser „Bez atu”, Aleksandra Patelska. - Humor sytuacyjny i słowny balansuje tutaj między nostalgią i patosem. Sama jestem ciekawa, jaki będzie efekt końcowy. Obsada aktorska niech na razie pozostanie moją tajemnicą, tajemnicą reżysera. Mogę zdradzić jedynie, że w sztuce wystąpią nieznane dotąd namysłowskiej widowni osoby: Aleksandra Dubińska i Ala Szulakowska.

 

Pytanie o efekt końcowy powinno być, moim zdaniem, pytaniem retorycznym, bowiem dotychczas ekipa „Bez atu" dawała znakomite popisy aktorskie,  nawet w trudnych sztukach teatralnych.

 

Wg inf. wł. – Kazimierz Jakubowski


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

KOBIETY ROZMIARÓW POWYŻEJ 42 SĄ TEŻ PIĘKNE

wtorek, 23 sierpnia 2011 13:58

Witam serdecznie w ten upalny namysłowski dzień targowy! Na wstępie zapytam,  czy w piątek będzie Pan  (lub któś) w pokoiku Weny w bibliotece, bo zaopatrzyłbym się w ostatnie tomiki.

Tymczasem mój żywot jest prosty i fajny. Jeżdżę do lasu w celach pozyskiwania jeżyn i mogę głowę dać, że kompot z tych boskich owoców bije na łby końskie Tymbarki i Fortuny! Poza tym jeżdżą tam ze mną różni znajomi i zamienia się to w wielkie spotkanie towarzyskie, na którym i ja mogę pobrylować. Pokazuję im sosny już dumne i okazałe, z których w końcówce lat osiemdziesiątych pozyskiwałem żywicę! Pokazuję lasy, które nastolatkiem będąc sadziłem, a teraz to już historia, sentyment i piękne wspomnienia.

Miałem szczęście mieszkać w środku lasu. Miłości do przyrody uczyłem się więc z pierwszymi kroplami mleka matki. I tamtych dni nikt mi nie odbierze! Faktem jest, że za leśne pochodzenie byłem wyszydzany, a nawet popychany, ale z perspektywy czasu wygląda to tak, że dziś znajomi mi mówią: Tu mieć tylko telefon i samochód odpowiedni - i to jest raj!

Tak, są ludzie z Wrocławia, którzy w środku tego lasu obok mojego byłego domu wybudowali altanę i tam żyją od maja do pażdziernika.

Ale, ale - żeby nie było za anielsko, to koleżanki syn był w Madrycie, w świcie Benedykta i z tej okazji postanowiłem świadomie włączyć telewizję Trwam - a nawet dlatego, że formalnie to ja katolik jestem i warto posłuchać co mówi szef. A on jak winyl co się zacion i wkoło to samo: Drogie Junge, wy broń Boże nie szukajcie swoich dróg do Jezusa! Broń was Bóg, nie myślcie. No, nie powiedział tego wprost, ale mówiąc „szukajcie Chrystusa w grupie” moim zdaniem naprawdę miał na myśli: Chodźcie z nami – doktorami kościoła, nas słuchajcie i idźcie jak cielęta na naszych powrozach do rzeźni, a my was urobimy w komformizmu katolickiego beton!

Piszą do mnie Supermarkety. I w jednej z reklamówek wkurw… mnie typowym dla siebie (moim zdaniem) rasizmem! Reklamowali se bestie burżujskie jakieś stroje na tęższe kobiety i zauważ pan - zdjęć to już nie było. Jak na anorektyczki, to zawsze są piękne cycaste dupy! A tu nic. Wkurw.. mnie to niemożebnie. Kobiety rozmiarów powyżej 42 są też piękne, o nierzadko duszach poetyckich. To samo do cholery jasnej z mężczyznami. Kiedy tylko będę mógł, będę piętnował takie triki i jeb.., a co!

Za kult jednostki przepraszam! Faktycznie, może lepiej jak go pod żadnym pozorem nie będzie. Ale indywidualizm sobie cenię. Jak krzyczą chodźcie z nami, to od razu robię się wygrzbiecony jak kot i prycham! Jak chcę być w jakimś towarzystwie, to se sam je dobieram.

I tu kończę napisaniem, że Pana opowiadania bardzo mnie uspokajają i zastanawiają, i wcale nie chcę panu kadzić - szwagierka mówi to samo, więc coś na rzeczy jest.

Mirosław K.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

RADUJĘ SIĘ MIEJSCOWĄ PRZYRODĄ

czwartek, 11 sierpnia 2011 5:27

Mam działkę,

którą kocham równie jak poezję, a jestem w fazie kampani buraczano-ogórkowej, co objawia się tym, że słoiczymy z moją Dorotą non stop, ale efekty są smaczne, zapewniam pana. Ta działka mnie uspokaja, bo kolory jakie daje i słońce, to jest to czego mi potrzeba, by mieć luz i myśli grzeszne i szalone, co je czasami przekładam w tekst wyrzucany kilkudziesięciu przyjaciołom esemesem w Polskę i chyba to dobre, bo ich to cieszy, bulwersuje, zastanawia. Namawiają mnie, bym to wydał w formie jakiejś książeczki. Muszę kiedyś pójść do jakiejś drukarni i zapytać, ile by kosztowało poskładanie w zeszycik i wydrukowanie dla nich tych kilkudziesięciu sztuk. Ja za bardzo nigdy parcia na szkło nie miałem. Te moje pisanie ułatwia mi życie i raczej bawi, i cieszy mnie to, że zmuszam choć przez chwilę innych do bycia szalonym i nieprzewidywalnym. Wysyłam im zazwyczaj w niedziele takie moje „Słowo na niedzielę", w którym pozwalam sobie być szalonym, ale czasami też po prostu zastanawiam się nad światem i ludźmi (czy jeszcze są ludźmi itp.). W ostatnią niedzielę wysłałem im tekst napisany około połowy czerwca. Pewien aptekarz opowiadał mi o tym, że tego dnia sprzedał takie różne plastry, i skłoniło mnie to do napisania czegoś takiego:

 

Plastry na tytoń
Plastry na ciąże
Plastry z morfiną
Czy wymyślą plastry
Na dwadzieścia lat
Zgodnego pożycia w związku

Ksiądz miast obrączek
Podaje im plastry
A w nich wszystko -
Katolicki uniwersytet
Pięcioro zdrowych dzieci
Katolicka spółdzielnia mieszkaniowa
I domek z widokiem

Na kopułę Lichenia

 

Cieszę się niezmiernie i raduję miejscową przyrodą.

Wczoraj wybrałem się na długi spacer do lasu za elektrownią. Ten las sosnowy, tuż za warsztatem pana Kozłowskiego jest kapitalny. Czy ktoś zwrócił uwagę, jakie wspaniałe kształty mają tam sosny. Wychodzą ziemi i rozwidlają się w trzy czy cztery drzewa. Niesamowite dzieła - jak rzeżby nawiedzonego artysy. No i ta cisza. Ona poraża. Pewnie ludzie się jej boją, bo można prawdziwego siebie usłyszeć i wtedy następne dni mogą być nieznośne, nim znowu przyzwyczaimy się do autorytetów, religii, skundlenia, włazidupstwa, konformizmu, co powoduje, że kompletny ateista, zdeklarowany wróg kościola rzymskiego chrzci swoje dzieci, po to by w przyszłości nie były sekowane przez „lepszą" część ludzkości namysłowskiej.

Idzie się i widzi podgrzybka strzelającego swym parasolem z korzena sosny i wtedy się niechcący znowu wyrywa - Co ja ku..a robię w tym świecie? Przerzucam tysiące ram okiennych i jakiś kutas mówi mi, że ja jestem lepszy, bo świat jest nasz i naszej cudownej firmy światowej, że my jak Mc Donald solą świata! Potem wchodzi się w brzezinę na południe od cmentarza, usłaną dziesiątkami czerwonych muchomorów. Genialność Wielkiego Wybuchu wali w oczy, a z trzewi wyrywa się znowu: Co ja, ku..a, robię w tej dziwnej szkole. Ani oni się nie uczą, ani ja ich nie uczę. Patrzę tylko w laptop i interesuję mnie, kiedy kupię nową pralkę i za ch..a mi aby nauczyć ich fizyki! (…) Czym jestem i czy kiedyś będe Kimś?

Dalej idąc - na skraju lasów jaskrawieją czerwone już jerzyny, stado Bożych Krówek tapla się w łajnie jeleni. Idziemy aleją brzóz, która wyściełały dywany rdestu, a wpatrzone w nie rudbekie chylą czola przed nami dziękując, że zechcieliśmy je zauważyć, bo mówią nam: Wy, królowie drabinki pokarmowej 0,3 procent mózgu swojego wykorzystujecie… i pustka, jaka pustka!… W większości przypadków wybija z was szambo! Wiesz Mirku – widziałam jechał ksiądz w ciemnych okularach i on ślepy był, serce z kamienia wiózł - i cóż Ci w niedzielę da? Jakie słowo wygłosi. On Boga nie zna, więc Ci nic nie powie, To co dzwoni w koszyku na kolekcie to nie Duch, to pustka jego wnętrza!

Idę dalej, mrówki pracują - o! te pasują do świata, w którym marszałkiem mego kraju jest cinkciarz. Pracują, pracują, o zapłatę nie pytają, nie dostrzegają nic, tylko czują, że trzeba trupa znieść i czasami na chwałę królowej krwi upuścić pijanemu nektarem motylowi – jak istoty ludzkie (tzw. żołnierze), co w Afganistanie niosą chrześcijańskie miłosierdzie, krówki w zamian za wolność dając. Od czasu do czasu pokropią ich święconym możdzierzem, z armaty co ją pijany biskup („flaszką” przez kolegów zwany) święcił.

A więc na polanach malin i jerzyn widziałem w zanamysłowskim lesie Pazie Królowej i Bielinki. One się kochały i żyły tak, by te kilkadziesiąt godzin co Bóg im dał było jednym zachwytem, orgazmem na cześć siebie - i mnie, którym to zauważył i głoszę. Wracałem radosny i samotny. Samotność rosła w miarę zbliżania się do ulicy Noblistki, bo nie czułem chemii z tym, co tam ma być, ale będę tworzył nowe pierwiastki łączące mnie i to miasto pobłądzone trochę.

Polecam Panu spacer po tym lesie, gdyby tak nasze haziajstwo, co władze trzyma pomyslało na spółkę z leśnikami, że można by tam ławeczki ustawić z koszami, to raj by był, ale zdaję sobie sprawę, że nikt tego nie czuje tak jak ja, więc puszeczki, plastiki, butelki, worki po czipsach szpecić będą ten cudny manowiec. Miejsce na wspaniałe lekcje przyrody dla przedszkolaków, pierwszaków. Bo czym skorupka... Bo trzeba siłaczek... Są pewne odwieczne prawdy i wartości, za które trzeba walczyć. To jednak nie te, co słyszymy w szkołach i na kazaniach. Jeden spacer, tyle myśli. To był wtorek. Tych prawd nie ma na placu targowym. Na pewno nie.

Zdrowia dla Pana, Rodziny i wszystkich szukających Boga i Człowieczeństwa w stokrotce.

 

Mirosław K.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 328  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52328