Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 249 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


NAJWIĘKSZA MRÓWA ŚWIATA

poniedziałek, 30 września 2013 11:36

Rzecz o kumplach z mojej kompanii

 kumple z mojej kompanii.jpg

Bramy koszar przekroczyłem wiosną 1967 roku. Gdybym nie był przestraszony na wylot tym, co wtedy zobaczyłem, pewnie próbowałbym zwiać. To był totalny chaos i kosmiczne zamieszanie. Kilkadziesiąt osób czekało na wpis, lekarza, fryzjera, pobranie mundurów i obowiązkowy prysznic… Ale wreszcie  poszliśmy do swojej kompanii, gdzie natychmiast „pożyczył mnie sobie” klnący z maestrią starego marynarza sierżant Skwierz, który z lubością „shepał” mnie – wprawdzie tylko słownie, za to „na wiele dni do przodu”.

I tak się zaczęła moja wojskowa przygoda.

Przez pierwsze miesiące było upierdliwie, ale wielkich atrakcji nie było. Co dnia o 6.00 pobudka, szybkie mycie się, golenie, zaprawa poranna (kilka ćwiczeń i bieg, obojętnie w jaką stronę, byle długo), poranny apel. Potem zajęcia na poligonie bądź w świetlicy kompanii jeżeli była to teoria – słowem nuda nie do wytrzymania – aż dziw, że do tej pory sporo tej teorii pamiętam. Już lepiej było na  poligonie, mimo kopania rowów strzeleckich, czołgania się, lub wrednego biegania w masce przeciwgazowej. Wprawdzie taki rzut granatem rękę mi z barku wyrywał (bo taki jestem rzutny), ale za to znakomicie zaliczałem strzelanie. Na marginesie dodam, że wszyscy Namysłowianie byli świetni z wyszkolenia bojowego (a i tak raz nie wykonałem strzelania, za co Skwierz wytłukł mnie po łbie woreczkiem z amunicją).

I teraz mógłbym snuć wielostronicowe wspomnienia, o poligonach, o „wycieczce” do Czechosłowacji w 1968 roku, o kilkunastogodzinnych jazdach w kolumnie, o tym jak „SKOT-em” wjechałem do gospodarczego budynku, albo jak czołgiem wyjechałem z koszar „z bramą przez bramę”, bo tak mnie podszkolił kumpel-czołgista (Raducki z Domaszowic)… Ale po co? Najważniejsze i najwspanialsze jest to, że poznałem wielu fajnych kumpli, z którymi przyjaźniłem się podczas odbywania dalszej służby (już po przysiędze) – a z wieloma utrzymuję przyjacielskie kontakty do dnia dzisiejszego, chociaż od tamtych dni upłynęło bez mała pół wieku.

W Kompanii Remontu Sprzętu Uzbrojenia i Środków Łączności (to znaczy: w mojej kompanii) znajdował się spory zbiór osobliwych indywidualności, niepowtarzalnych acz sympatycznych i już tylko przez to godnych upamiętnienia. I teraz będzie o tych indywidualnościach, bo chociaż opowieść swoją dedykuję nieżyjącemu już przyjacielowi, Maćkowi Mrówce, to wypadałoby zdań kilkanaście napisać o Maćkowym otoczeniu. Oto pierwsza indywidualność:

 

TIGER. Chudy, z posępną miną, a przecież znający setki dowcipów opowiadanych gwarą śląską. Jak miał na nazwisko, tego nie pamiętam - pamiętam ksywkę, którą zdobył podczas strzelania. Nieoczekiwanie cały przydział amunicji wywalił serią Panu Bogu w okno. Kiedy Skwierz zaczął naciskać: No, żołnierzu dlaczego nie strzelasz, kurwa, co?! Tiger burknął: No ja, strzyloj jak tiger, a kaj som patrony?

 

WACEK, to kolejna indywidualność.Potężne chłopisko (chyba z Bieszczad), mówiący powoli, z namysłem, ale za to z pięknym zaśpiewem kresowym. Chciałem kiedyś wykręcić wentyl z dętki „mojego” ZIS-a, ale wysiłki nie dawały spodziewanych wyników, nawet przy pomocy potężnych kombinerek. Nadszedł Wacek i wentyl najzwyczajniej w świecie wyrwał, bo łapska miał wielkości łopat do śniegu. A kiedy po capstrzyku zgasiliśmy światła i na przemian snuliśmy swoje opowieści, przyszła pora na opowieść Wacka: - Poszedł ja raz z Marysią na łąkę, a późno było, to nie chciał się ja długo włóczyć, ale od raz się dorwać do miodu – zaczął Wacek. - Polazłem z Marysią na stojący pod lasem stóg siana i zaczynam ją rozbierać (tu była „wysmakowana”  cała lista zdejmowanej z Marysi odzieży), nagle czuję, a tu się coś rusza… Ja się patrzę – a to niedźwiedź!...

Sala zawyła z uciechy, przestraszony podoficer wpadł z korytarza z ogłupiałą miną, a żołnierze z łóżek spadali… Skąd on wytrzasnął tego niedźwiedzia?

 

Było więcej takich „wynalazków”, ale zostańmy przy tych dwóch wspomnianych – pozostali nie byli ani lepsi, ani gorsi - po prostu też byli jedynymi w swoim rodzaju. Patrzę na stare fotografie i wyłaniające się z nich twarze. Jeśli z czymś mi się dzisiaj kojarzą, to z bohaterami „Cyrana de Bergerac” (Edmonda Rostanda):

„Wzrok orli, czapli chód, lwie kłaki,
Wąs rysi, głód wilczego kłu!
W puch walą podły gmin wszelaki
Wzrok orli, czapli chód, lwie kłaki!...
Ich kapelusze - to przetaki
Lecz za to czub - od diabłów stu!
Wzrok orli, czapli chód, lwie kłaki,
Wąs rysi, głód wilczego kłu!...”

I niech tak zostanie! – zwróćmy się zatem ku Maćkowi Mrówce.

Niech Was nie zmyli „niepozorne” nazwisko, bo to była Największa Mrówa Świata, wszak Maciek miał dwa metry wzrostu (ze sporym okładem). Był przy tym świetnym kumplem i żołnierzem obdarzonym swoistą, przywódczą charyzmą – z taką „przypadłością” trzeba się urodzić, bo w inny sposób jest ona nie do zdobycia. Spójrzcie na zachowane zdjęcia – kumple lgną do Maćka, otaczają go, a po jego minie widać, że to go cieszy (czasami nawet bawi, w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Łobuzerski błysk w oku i takiż uśmieszek czający się w kącikach ust oraz świetne poczucie humoru dopełniają całości wizerunku. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak się z dowódcami o swoich kumpli wykłócał. A bywało, że już nie tylko o kłótnie chodziło…

 - Kazik, już z przepustki wróciłeś? Będziesz wychodził? – zapytał mnie pewnego razu.

- Nie!

- To zakładaj pas!...

- Przecież mam założony…

- Oj, nie tu!... Nie na jaja ale na rękę zakładaj i pędzimy – naszych biją!… Nikt mi nie będzie kumpli bił!

 

Zrobiono nam kiedyś apel mundurowy i jakiś major „dorypał” się do chłopaków z kompanii, że mają zdeformowane czapki, że pasy noszą na nabiałach… - Dlaczego nie bierzecie dobrego przykładu?! – zagrzmiało majorzysko i wskazało na mnie. Osłupiałem. Po apelu Maciek zazezował na mnie i zapytał: Dlaczego sobie nie wymodelujesz czapki?...

- Przecież już wymodelowałem!

- E tam – daj mi ją, to ci zrobię jak trzeba.

Oglądał tę moją „czapeczkę” dłuższy czas, po czym stwierdził:

- No, kurwa, i jest wymodelowana!... To dlaczego nam tobą w oczy świeci, zwłaszcza że pas masz też na właściwym miejscu?

- A skąd ja mam wiedzieć? – może mu się, kuźwa, podobam? Hyhyhy!...

 

W naszej rusznikarni powstawały cudeńka, zwłaszcza sztucery dla armijnych VIP-ów. Szczegółów nie pamiętam, ale to bodaj Józek Krystosek wprawiał w zachwyt wspaniale wykonaną snycerką. „Ggotowca” i mnie na dokładkę zabierał kapitan Chodurski na strzelnicę, żeby ustawić przyrządy celownicze na właściwym miejscu. Podczas jednej z takich strzelniczych eskapad kap. Chodurski nałożył odpowiednią lunetkę celowniczą i kazał mi strzelać z jej wykorzystaniem. A ja chciałem na gorąco podejrzeć proces powstawania otworów w tarczy i przylgnąłem okiem do lunetki.

Strzał… Dostałem potężnego kopa w oczodół, dookoła którego natychmiast zaczął się tworzyć obrzęki w barwach dojrzałych śliwek. Po powrocie na kompanię Maciek pierwszy zauważył moją nową „ozdobę” i natychmiast przywlókł skądś środki na okłady. Robił mi te okłady, a przy okazji pokpiwał: Przyznaj się, Kazik. Nie wykonałeś strzelania i Chodurski cię skopał… co?

Takich anegdotek mam w pamięci sporo. Ale zamknę swoje wspomnienia oczywistą refleksją: to był świetny kumpel. Szkoda, że nie zdążyłem Go odwiedzić w tym jego Zawierciu.

 

Kazimierz Jakubowski

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

CZY JESTEŚ HEJTEREM?

poniedziałek, 16 września 2013 18:51

 

Hejter, to taki anonimowy lamus, który ukrywa się pod nickiem, dogryzając wszystkim, najczęściej ludziom popularnym – krótko: hejterzy są to śmieci w sieci!

Jestem zdegustowany, żeby nie powiedzieć wkurwiony, poziomem dyskusji toczonych na internetowych stronach! Jest tam coraz więcej błota i gnoju, przy braku konkretnych, rzeczowych argumentów. Te idiotyczne inwektywy, pomówienia, kłamstwa i wylewająca się zza słów zazdrość – taka zupełnie bezinteresowna… - Bo mamy wolność słowa! – zarozumiale pierdylą ci, którzy w słowach raczej nie przebierają, łamiąc w ten sposób prawo „anonimowo”. Ciekawe, czy wpisali swoje prawdziwe dane osobowe w arkusz obowiązujący do założenia konta na takim, czy siakim portalu? Jeżeli tak, to IP ich zdradza, zatem jeżeli ktoś się uprze, to doprowadzi do pokazowego procesu sądowego (nawet jeśli miałby on trwać kilka lat). Warto więc wbić sobie w czerep: „Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz, bo każda wolność zobowiązuje do odpowiedzialności".

Pozdrawiam tych, którym „wysiadły hamulce" i tłuką w klawiaturę na oślep w myśl zasady: byle jak, byle dużo, byle tylko pokazać, że istnieją. Kolesie, jeżeli mi obrabiacie zadek, to nie zapomnijcie mnie w niego z uczuciem cmoknąć.

 

Już kiedyś pisałem (zresztą, nie tylko ja!), że wulgaryzmy nie są wynalazkiem naszych czasów, wszak była wcześniej „Kropka nad ypsylonem" Edwarda Stachury. A i przed Stachurą było wielu – na przykład Kochanowski, Tuwim, Wojaczek, Grochowiak, Świetlicki i fenomenalny Fredro, który wspaniale potrafił ująć chamstwo, delikatność, brzydotę, piękno, wulgarność i miłość w jednym dziele.

Niektórzy uparcie twierdzą, że i w wierszach mogą być wulgaryzmy. Oczywiście, mogą, ale nie chodzi o wulgarną poezję, tylko o wulgaryzmy w poezji, dodające pikanterii, podkreślające emocjonalność wypowiedzi, czy pomagające w stylizacji tekstu. U jednego ta sama prawda jest opisywana za pomocą łaciny ulicznej, u drugiego za pomocą wzniosłych epitetów i metafor. Po prostu trzeba umieć wprowadzać przekleństwa do tekstów - żeby nam nie wyszły wynurzenia idioty, bo połączenie ograniczonych horyzontów intelektualnych z tzw. „mięsem” jest koszmarne.

Wulgaryzmy spowszedniały, szczerzą się do nas zewsząd – taka jest nasza codzienność. Wielu quasitwórcom wydaje się, że będą szalenie trendy i wykażą się nie byle jakim talentem, tudzież podobną odwagą, jeśli nawtykają w tekst wulgarnych słów, jak grzybów w staropolski bigos. Dzisiaj ani nie jest do tego potrzebna odwaga, ani nie jest to miernikiem talentu.

Należy pamiętać i o tym, do kogo nasz utwór adresujemy (bo przecież do kogoś go chyba adresujemy), komu go recytujemy, czytamy. Wa­runek sine qua non: treść utworów musi obchodzić ludzi i nie może ich obrażać w żadnej mierze. A tak! – bo jeśli o tym zapomnimy, to rychło może się okazać, że jesteśmy zarozumiałymi, aroganckimi i na dodatek tchórzliwymi gnojkami (obojętne jakiej płci). Stanie taki za internetowym węgłem, wdzieje na siebie wydumany login (dajmy na to Miszka Kwakin)… i dalej obrzucać, „chujami”, „cipami”, „kurwami” i innym cuchnącym błockiem, każdego kogo popadnie – najchętniej osoby ważne dla kultury, nauki, sztuki, medycyny… w ogóle dla narodu, czy grup społecznych. Dlaczego?... A cholera wie – może się intelektualny zbuk chce „dowartościować”, może ma naturę muchy plujki, albo pospolitego „szopa sracza”? Czy na tym polega szlachetność, rycerskość, pobożność i prawość Polaka?... A fuj! 

Zresztą mniejsza o to, ważne, że wkurwia niebotycznie, bo on wie kogo opluwa jadem, ale ty nie zawsze wiesz komu w mordę dać.

Od bzdetnych narzekań też mdło się robi, rzygać się chce i na dodatek zęby bolą. Wyczytałem niedawno w Internecie taką rewelacyjkę: „Czy ktoś wie, kto będzie na Dniach Namysłowa, czy w ogóle się odbędą. Niedługo się zbliżają a tu ani słowa o tym!”… A na stronach Ośrodka Kultury, Biblioteki, magistratu, starostwa, FaceBooku i NaszejKlasie było ogłoszeń tyle, że bałem się lodówkę otworzyć, aby i z niej jakiś plakat o dniach Namysłowa nagle się nie wynurzył.

Nieco dalej, choć na tej samej stronie, jakieś dziewczę (prawdopodobnie!) ogarnięte intelektualną anoreksją podniosło lament: „Od lat to samo /nawet godziny/! Ponadto Shedows to nie to jak grali muzycy w zespole /śp Tadek / i inni to była muzyka a teraz pożal się Boże ... na browarkach grali muzykę ale nie klimaty te co powinni /szukaj mnie itp to nie to nauczyć się grać i śpiewać jakieś małolaty/; TO NIE JEST TO!”… Napisane to jest z błędami i raczej nie po polsku, a „po polskiemu”, ale chwilowo dam temu spokój. Bardziej wkurwia mnie (pardone!) preferowana zasada: „Graj wszystko jedno co, byle marsyliankę! - dobre jest tylko to, co ja uznam za dobre, a inni won z mojego Namysłowa?... O co chodzi z tymi godzinami i dlaczego to jest złe, tego nie napisano.

Poza tym proponuję poznanie więcej terminów (oprócz niezbyt szczęśliwie użytych „klimatów”) i zaprzestania terroru i psychicznego mobbingu, bo i tak będę słuchał tego co lubię, w godzinach jakich zechcę! Owszem, masz prawo – Szeherezado z Połowy Nocy – wyrażać swoją opinię, ale w sposób nieobelżywy i nikogo nie wkurwiający. Uważam, że Dni Namysłowa wypadły wspaniale! Po raz któryś okazało się, że jeszcze są ludzie, którzy wspaniale prowadzą zespoły, że zespoły istnieją, grają, śpiewają, tańczą i zdobywają wiele znaczących nagród na krajowych konkursach i przeglądach. Jeśli o tym nie wiesz – to czemu bredzisz, a jeśli wiesz, to tym bardziej bredzić przestań. Kieruję to do wszystkich czatujących za wirtualnymi węgłami „obesrołków i obszczymurków”. Wciśnijcie w serca słowa Natalii Niemen: Rozsznurujcie więzienia kompleksów i niedowartościowań! Weźcie głęboki wdech i napawajcie się wolnością!... Nie bądźcie hejterami i  przestańcie mnie wkurwiać! … Amen!

KaJ


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

CO SIĘ DZIEJE W NAMYSŁOWSKIM OŚRODKU KULTURY?

poniedziałek, 09 września 2013 20:37

Na takie pytanie nie da się odpowiedzieć szczegółowo w krótkim felietoniku informacyjnym, bowiem mimo stękania malkontentów dzieje się bardzo wiele - wszak takie imprezy kulturalne w których NOK nie uczestniczy po prostu nie istnieją. Zacznijmy od dnia wczorajszego (niedziela 8. września) – tego dnia w Krasowicach odbyły się dożynki Gminne 2013. W ciągu najbliższych dni na internetowych stronach NOK zamieszczona zostanie obszerna relacja z imprezy i jeszcze obszerniejsza stosowna seria zdjęć.

 

  doÄšźynki.JPG

 

Już wkrótce, bo 22. września w Dziadowej Kłodzie odbędzie się uroczyste zakończenie sezonu motocyklowego, zaś 4. października na deskach sceny Ośrodka kultury wystąpi Kabaret Moralnego Niepokoju (z towarzyszącym mu kabaretem „Chyba”).

 

  dziadowa_kabaret.jpg

 

Miło mi obwieścić, że w Skomielnej Czarnej rozstrzygnięty został konkurs „O kwiat dziewięćsiła” – od lat współpracujemy z poetą br. Lesławem Urbankiem, który bez wątpienia jest spiritus movens owego konkursu.

 

 ogloszenie-wynikow-dziewiecsila.jpg

 

Jeżeli chodzi o konkursy, to nie ma powodu do rozpaczy – jeden się skończył, ale zaczynają się inne. Przy czym w literackim konkursie „O różę Karoliny” uczestniczyć można nie tylko jako twórca, ale także jako mecenas sztuki, finansowo wspierając organizatorów konkursu. Bankowe konto znaleźć można na internetowych stronach NOK i Weny.

 

roza-inspiracje.jpg

Tyle na zachętę ;)… Na internetowych stronach  znaleźć można setki różnorodnych informacji, zwłaszcza, że można bez problemów sięgnąć do zasobów informacyjnych Biblioteki Publicznej i KMT Wena. Zapraszam więc na:

strony internetowe NOK

http://www.nok-namyslow.pl/

Strony Biblioteki Publicznej

http://www.biblioteka.nok-namyslow.pl/index.htm

i strony KMT Wena

http://kmt-wena-namyslow.pl/ .

 

Kazimierz Jakubowski


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

KTO NIE LUBI HRABIEGO ALEKSANDRA?!

środa, 04 września 2013 11:51

mocium panie.jpg

 

Pytanie z gatunku pytań przekornych, bo jestem przekonany że w Polsce uwielbiają go wszyscy. Przypominam zatem, że 7 września będzie czytał utwory hr. Fredry cały naród. Ja pozwalam sobie na przytoczenie wiersza „Małpa w kąpieli” dedykując go wielu naszym „sternikom”. Ciekawe, czy rozpoznają siebie wśród „obdarowanych”

 

narod-czyta.jpg


Rada małpa, że się śmieli,
Kiedy mogła udać człeka,

Widząc panią raz w kąpieli,
Wlazła pod stół - cicho czeka.
Pani wyszła, drzwi zamknęła;
Małpa figlarz - nuż do dzieła!
Wziąwszy pański czepek ranny,
Prześcieradło
I zwierciadło -

Szust! Do wanny.
Dalej kurki kręcić żwawo!
W lewo, w prawo,
Z dołu, z góry,
Aż się ukrop puścił z rury.
Ciepło - miło - niebo - raj!
Małpa myśli: "W to mi graj!"
Hajże! - kozły, nurki, zwroty,
Figle, psoty,
Aż się wody pod nią mącą!
Ale ciepła coś za wiele...
Trochę nadto... Ba, gorąco!...
Fraszka! - Małpa nie cielę,
Sobie poradzi:
Skąd ukrop ciecze,
Tam palec wsadzi.
"Aj! Gwałtu! Piecze!"
Nie ma co czekać,
Trzeba uciekać!
Małpa w nogi
Ukrop za nią - tuż, tuż w tropy,
Aż po progi.
Tu nie żarty - parzy stopy...
Dalej w okno... Brzęk! Uciekła!
Że tylko palce popiekła,
Nader szczęśliwa. -
Tak to zwykle w życiu bywa.

 

Zaraz!.... Nie odchodźcie, bo to nie koniec sympatycznych wieści!...

 

gutowska-spotkanie.jpg

W namysłowskiej Bibliotece Publicznej już w piątek będziemy mogli spotkać się z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, dziennikarką i autorką kilkunastu powieści. Załoga Biblioteki serdecznie na spotkanie zaprasza, a i ja podpisuję się pod zaproszeniem –

 

Kazimierz Jakubowski

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin:  52 296  

O moim bloogu

Opinie, polemiki, felietony, zapiski podróżne.

O mnie

Praca: do niedawna prowadził prywatną działalność gospodarczą, był współwłaścicielem Gazety Ziemi Namysłowskiej, przez pewien czas pełnił obowiązki red. naczelnego w namysłowskim „Magazynie Powiatowym”, był redaktorem w „Panoramie Opolskiej”, redaktorem technicznym w „Gazecie z Głogówka:” reporterem Radia SUD, jest mlodszym instruktorem w Namysłowskim Ośrodku Kultury, opiekunem KMT „Wena”.
Wyróżnienia: Dyplom honorowy wojewody opolskiego za aktywną działalność na rzecz rozwoju ruchu artystycznego i społeczno-kulturalnego, 25 dyplomów i listów gratulacyjnych za prace w upowszechnianiu kultury w lokalnym środowisku, 16 nagród i wyróżnień literackich, 3 wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach recytatorskich (w tym srebrna i brązowa odznaka recytatora), dyplom uznania jednostki wojskowej (!), list pochwalny za pracę zaopatrzeniowca i magazyniera w ZRB MZEAS... i Medal XXXX lecia PRL (sic!)... Tego typu wyróżnień jest dużo więcej, ale kto by to liczył.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 52296